Tuesday, October 27, 2009

Jagodzianki



Ostatni tydzien byl dla mnie wyjatkowy. Oficjalnie (no prawie) zakonczylismy prace na ten rok (bo jest powiedzmy sezonowa ;). Pozegnalismy (bez zalu, ale z lezka w oku) mieszkanie w hotelu, ktore bylo naszym drugim domem przez ostatnie 10 miesiecy. Swietowalismy bardzo udanym przyjeciem trzydzieste urodziny mojego T. Zaplanowalismy prawie dwumiesieczny pobyt w Polsce (Hania, moja bratanica, z podejrzeniem w glosie mowi, ze prawie nie znaczy na pewno, ale nadzieje istnieje :) i co najwazniejsze, po 5 latach nadszedl dzien, kiedy zdalam sobie sprawe ( w sumie to nie ja tylko Tatter sluchajac mojego wulkanu radosci) ze sie odnalazlam na Nowej Ziemi. Teraz juz Mojej Ziemi. I to w 100 procentach. I choc od dwoch lat wszysycy do znudzenia mnie pytaja czy czuje sie bardziej z Florencji czy z Werony (bo tak naprawde moje zycie jest podzielone na te dwa miasta), a ja do znudzienia odpowiadam, ze jestem i zostane na zawsze Polka z Wroclawia, to Florencja (nie Wlochy) jest moja druga ojczyzna. Z przyjaciolmi, na ktorych moge polegac zawsze i wszedzie, z moimi miejscami gdzie barman wie jaka kawe lubie i co mi przygotowac na aperitivo, z Andrea z kiosku, ktory ruszy niebo i ziemie by zdobyc dla mnie nowy numer Deliocious czy Donny Hay, z miejscami gdzie moge schowac sie przed calym swiatem i naladowac baterie. Zabawne jest to, ze ja to wszystko mam od trzech lat. Tylko tyle czasu zabralo mi zdanie sobie z tego sprawy. A moze nie bylam na to po prostu gotowa...?

Wiec z pelnym entuzjazmem, ktory wrecz eksploduje ze mnie nastawilam ciasto na jagodzianki, ktore w koncu nie wprowadza mnie w stan melancholii, bo choc jestem daleko od domu to jestem w... domu :)



Pierwszy raz zrobilam te pyszne buleczki tego lata (zdjecia tez :), zaraz po tym jak Komarka podzielila sie przepisem na ciasto jagodziankowe z Kuchni Polskiej. Dodam, ze ciasto jest dokladnie takie jak napisala Komarka: bardzo latwo sie je wyrabia i w ogole,ale to w ogole sie nie klei, nie potrzeba wcale zadnych pomocnikow (choc ci sa zawsze mile widziani ;). Do tego ladnie rosnie i nawet krzywo uformowane przeze mnie buleczki, po upieczeniu wygladaja na idealne. Jedyna zmiana z mojej strony, to dodanie jedynie polowy drozdzy i zmniejszenie ilosci cukru do dwoch lyzek oraz sposob wyrabiania. Z Ala vel Margot rozwiazalysmy problem jagod prawdziwych, ktore w Weronie sa niedostepne (za to w gorach, w Valtellinie tak, najadlam sie za kilka lat :) i zamiast wypelnic nimi aromatyczne ciasto, zastapilam je czubata lyzka dobrego jagodowego dzemu i czubata lyzka borowek amerykanskich (taka ilosc na kazda buleczke). W zwiazku z tym, ze tych ostatnich mam zawsze pelno w zamrazarce, smialo moge nazawac te jagodzianki calorocznymi. Gdy opowiedzialam Ali, ze wstawie zdjecia, ktore zrobilam w lipcu najpierw sie usmiala,a po chwili napisala "O tak, na te ciemne dni z wielką ochota zjadłabym jagodzianke, może by slońce wylazlo zza chmur?" Cytat nieautoryzowany przez autorke, ale wiem, ze mi to wybaczy :)
edit:
Zapomnialam dodac dla Ali zdjecie Billa, ktory caly czas jest przekonany, ze jak broi to staje sie niewidzialny :) My jemy jagodzianki, a Bill kradnie mleko z mojej szklanki, jego ulubiony ale zakazany napoj :)



Caloroczne jagodzianki(troche oszukane;)

- 500g mąki Manitoby
- 20g swiezych drożdży
- 250ml słodkiej śmietanki w temp. pokojowej
- 3 żółtka w temp. pokojowej
- 2 lyzki cukru
- łyżeczka cukru waniliowego,
- 50g miekkiego masła
- skórka otarta z cytryny
- szczypta soli
- dzem i borowki (lub prawdziwe jagody) na nadzienie
- 1 rozbite jajko do smarowania ciasta
- platki migdalowe, cukier perlowy lublukier do dekroacji


Drozdze rozrobic z cukrem, az beda plynne. Do duzej miski wsypac make i cukier waniliowy. Dodac rozrobione drozdze i zamieszac lyzka. Nastepnie dodac zoltka roztrzepane ze smietanka i wyrobic galdkie, elastyczne ciasto, pod koniec wyraniania dodac szczypte soli i miekkie maslo. Gotowe ciasto zostawic do wyrosniecia na jedna godzine. Po tym czasie rozwalkowac ciasto na prostokat i podzielic je na 12 czesci. Na srodek kazdego kawalka ciasta wylozyc po lyzce dzemu i po lyzce borowek (lub dwie czubate lyzki jagod wymieszanych z cukrem) i nastepnie zamknac je dokladnie dociskajac. Ulozyc je na blaszce z papierem do pieczenia w dosc duzej odleglosci i zostawic do wyrosniecia na ok 45 minut. Po tym czasie posmarowac jagodzianki rozkloconym jajkiem i ewentualnie posypac cukem perlowym lub platkami migdalowymi. Piekarnik rozgrzac do temperatury 180 stopni i piec buelczki przez ok. 25 minut.
Piec w temperaturze 180 stopni 20-25 minut na złoty kolor. Po przestudzeniu udekorowac lukrem.


*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

I panini ai mirtilli sono forse uno dei piu' dolci ricordi di tutta la mia infanzia. Mentre crescevo li mangiavo sempre meno, sia perche' con il passare degli anni era sempre piu' difficile trovarli buoni (cioe' pieni di ripieno ;-), ma anche perche' a un certo punto era finita l'eta' in cui si poteva mangiare qualsiasi cosa senza conseguenze :)
Pero' ora, essendo lontana da casa, nei momenti di nostalgia (per fortuna non cosi' tanti :) provo diverse ricette per trovare quella perfetta. L'impasto non deve essere troppo dolce ma con il profumo del burro. E la cosa per me piu' importante e' che l'impasto non deve essere appiccicoso. Ne ho provati tanti, ma a luglio Komarka di Everycakeyoubake ha tirato fuori la ricetta di un vecchio volume, "Kuchnia Polska" ovvero "La cucina polacca", che io stessa da bambina sfogliavo con curiosita'. Mi sono buttata subito a farli. L'unica cosa da risolvere era il ripieno. Quello buono consiste di tanti mirtilli selvatici, che pero' in Italia si trovano difficilmente (evviva la Valtellina! :). Con la mia amica Ala abbiamo trovato una soluzione: per dare il sapore di mirtilli selvatici ho messo in ogni panino un cucchiaio colmo di marmellata di mirtilli di ottima qualita' (l'unica che consiglio e' quella VIS) e per dare consistenza ho messo un cucchiaio di mirtilli, quelli grossi. Ha funzionato alla grande :)


Jagodzianki - Panini dolci coi mirtilli

- 500g di farina Manitoba
- 20g di lievito di birra fresco
- 250ml di panna fresca a temperatura ambiente
- 3 tuorli a temperatura ambiente
- 2 cucchiai di zucchero
- 1 cucchiaino di zucchero vanigliato (quello vero) oppure di estratto di vaniglia
- 50g di burro morbido
- buccia grattugiata di un limone
- un pizzico di sale
- un uovo sbattuto per spennellare i panini
- per il ripieno: marmellata di mirtilli selvatici di ottima qualita' e mirtilli freschi oppure surgelati (ovviamente se avete la possibilita' e' meglio usare mirtilli selvatici freschi o surgelati mischiati con un po' di zucchero ed eventualmente con un po' di maizena)

Sciogliere il lievito nello zucchero. In una grande ciotola versare la farina e lo zucchero vanigliato, aggiungere il lievito sciolto e mescolare il tutto un po'. Versare i tuorli mischiati con la panna e cominciare a impastare. Verso la fine aggiungere il sale e il burro morbido. Quando l'impasto sara' bello liscio ed elastico, coprire e lasciare a lievitare per circa un'ora. Dopo questo tempo, stendere l'impasto a triangolo e tagliarlo in 12 pezzi. Su ogni pezzo mettere il ripieno (un cucchiaio di marmellata e un cucchiaio di mirtilli). Chiudere pressando bene le giunture. Sistemare tutti i panini su una placca da forno rivestita con carta da forno, coprire con un canovaccio e lasciare lievitare ancora una volta per circa 45 minuti. Infine scaldare il forno a 180 gradi, spennellare con un uovo sbattuto, decorare a piacere (ad es. zucchero in granella, fiocchi di mandorla etc.) e infornare per circa 20-25 minuti, finche' diventino dorati. Raffreddare sulla gratella per dolci. Io li ho anche glassati.

33 comments:

majana said...

Elu niesamowite zdjęcie! Fantastyczne jagodzianki:)
Jak pięknie się Ciebie czyta i wspaniale, że jesteś w domu :) Pięknie to napisałaś :)
Pozdrawiam serdecznie :)

Ps. Zazdroszczę tych miejsc na co dzień. Byłam i w Weronie i we FLorencji, piękne miejsca, niezapomniane wrazenia.

aga-aa said...

Oh Elu jakie szczęście z Ciebie tryska! Oby tak dalej :*
Jagodzianki są kuszące :*

Cuoche dell'altro mondo said...

Hanno un aspetto delizioso. Non ho mai pensato di usare i mirtilli per dei panini dolci. Invece qui vanno tantissimo con le mele. Che bello poter ora scoprire delle ricette tipiche della cucina polacca.
La foto, come sempre, è meravigliosa.
Ciao
alex

Tilianara said...

Elu, to wspaniale że odnalazłaś swoje miejsce na Ziemi :) Wiem jak bardzo się cieszysz z tego odkrycia, bo i ja ostatnio to poczułam :)

A jagodzianki bardzo pomysłowe i jak zawsze przepięknie się prezentują :)
Ściskam :*

margot said...

a pewnie ,że cało roczne :)))
A cytat nie autoryzowany,ale chyba to jedyny sposób na zmuszenie słońca coby się pokazało , jagodziankom się nie odmawia :)
I fajnie być u siebie *****

Mich said...

bardzo apetyczny wpis, zdjęcia udane jak zawsze. przyjemnego początku wolnego końca roku:)

Agata said...

Piękny opis! Nawet mi (było nie było obcej) zakręciła się mała łezka w oku. Taka łezka pozytywnego wzruszenia. Gratuluję odnalezienia Swojego Miejsca!

Liska said...

Stara prawda, że dom tam, gdzie serce Twoje. Bliscy i miłość. Bez tego zawsze czegoś brak.
Donnę Hay mają w Italii? Ja na swoją prenumeratę czekam jakieś 8-9 m-cy i nic.
Uściski, Elu :)

ka_shu said...

Ciao! jejku, jak ja Cię dobrze rozumiem... mnie proces aklimatyzacji zajął dokładnie 5 lat. Pozdrawiam ciepło z północy :) polacca d'origine, torinese d'adozione :))

Mimmi said...

Complimenti per la ricetta e le foto!
Buona giornata, Mik

Komarka said...

Elu, ja też się uśmiechnęłam, kiedy zobaczyłam "zajawkę" Twoich jagodzianek u schyłku października ;D Pomyślałam oczywiście skąd u licha wytrzasnęłaś teraz jagody, chociaż koleżanka z pracy też przyniosła dziś z pobliskiej cukierni jagodzianki z najprawdziwszymi jagodami w środku :D
Cieszę się, że odnalazłaś swoją drugą ojczyznę :)

margot said...

działa , samo czytanie o jagodziankach zaowocowało tym ,że wyszło słonce na godzinę ,ale zawsze :))))

Barabara said...

Nieeee, opisalam sie tyle ten komentarz i przepadl... no nic!
A pisalam, ze strasznie spodobaly mi sie "oszukane borowki" :) mysle, ze jak dzem byl Elu dobry, to nik nie pozna nawet, ze nie takie 100% to nadzienie...
Fajnie to napisalas z czuciem sie jak w domu, czyli 3 czy jednak 5 lat, cos niedokladnie rozumiem... mi to zazwyczaj zajmuje do dwoch i wtedy zawsze musialam wyjezdzac :-)
:*
PS. Strasznie jestem ciekawa ile zabawisz w Polsce, ile wytrzymacie?

buruuberii said...

Elu, ta ostatnia Barbara to ja :-) juz wiem dlaczego zniknal mi wczesniejszy komentarz, zapomnialam ze jestem w pracy i ze zalogowalam sie na drugie Gmail-owe konto... brr :-)

Ela said...

Majanko dziekuje Ci bardzo i pozdrawiam serdecznie :)

Aga dziekuje i sobie tez zycze, zeby tak dalej, bo poki co mam chyba jakies przesilenie jesienne, ktore ze mna wygrywa ;)

Alex anche da noi si fanno quelli con mele, e budino, e papavero, e noci, e formaggio bianco (tipo nostro quark) e .... etc. :) pero' quelli coi mirtilli da sempre sono oggetto dei sogni proprio perche', di solito, quelli comprati sono molto deludenti... Grazie per tue parole meravigliose :)

Tili wiec wiesz dobrze, co to za uczucie. Oby nigdy nie minelo :) Rany ja musze isc zobaczyc co gotujesz z tych twoich dyn, bo snia mi sie prawie codziennie :) Przepraszam, ze jeszcze nie wyslalam ci przepisu na krem, jesli niezapomne to sprobuje dzis to nadrobic (tu sie rumienie ze wstydu bardzo, po prostu nie wyrabiam sie czasowo:()

Ala wiedzialam, specjalnie to napisalam, zeby pokaza wszystkim jaka jestes czarownica :) :*

Mich dziekuje :) i obiecuje, ze postaram sie wykorzystac ten czas jak najlepiej, chociaz juz mi nie wychodzi :)

Agato dziekuje. Dal mnie to tez bylo duze odkrycie, poczulam sie jak pan Hilary :)


Lisko swiete slowa :) Donna Hay nie dochodzi. Ale jest jakis prywatny kiosk w Mediolanie na stacji, gdzie jakims cudem czasem sciagaja i Andrea jest z nimi w kontakcie. Ta desperacja to wlasnie z faktu, ze biuro numerat Donny Hay ma jakis problem z wysylaniem do Wloch. Dostalam prenumerate w prezencie i dostalam pierwszy numer i koniec. Osoba, ktora mnie obdarowala dostala pieniadze z powrotem po tym i powiedzieli, ze jest jakis problem, ale do tej pory nikt nie zrozumial jaki. A szkoda wielka, bo jest naprawde fajna. Za to Delicious dochodzi teraz, po dwoch latach zalatwiania ale dochodzi... :)

Ciao Ka-shu, to chyba ten piaty rok jest bardzo przelomowy. Oby :)
Witam Cie u mnie i zapraszam serdecznie :)

Mimmi grazie mille :)

Komarko, a to wszystko przez Ciebie, bo mam slabosc do Twoich drozdzowych wypiekow :)

Basiu no to zart od losu :) Ale za to masz duzo domow :) Buziaki :)

...ania z jezior.. said...

Elu - jak ja chciałabym mieszkać w Toskanii!! Dobrze, ze czujesz się już jak w domu! Ja mieszkam prawie od 5 lat w Szkocji, ale chyba dopiero od roku czuję, że jest to mój drugi dom :) choć pozostać tutaj na zawsze nie planuję.. może gdyby było więcej słońca! Za to bardzo chciałabym w przyszłości zamieszkać właśnie w Toskanii!

Twoje jagodzianki jak wszystko inne - wyglądają smakowicie!!! Muszę kiesyś i ja je upiec :)

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!!

Mariluna said...

Che bello conoscerti!!! Meravigliose le tue ricette :)

sweetcook said...

Ciao, arrivo quì dal blog di alex (cuoche dell'altro mondo). Che bel blog! Sono contenta che tu abbia deciso di tradurre le rictte in italiano. A presto:)

kass said...

Jagodzianki...zawsze! pysznie wyglądają!
Znalazłaś swoje miejsce, fantastycznie że jesteś u siebie, to bardzo ważne!
Pozdrowienia z Wrocławia, jesienne!

Sara said...

Cara Ela, ho scoperto oggi il tuo blog da Alex e...che meraviglia!! Grazie grazie grazie per aver deciso di tradurre le tue ricette anche in italiano sarai una stupenda fonte di ispirazione!A presto

Sara

Polka said...

Ooo zaczelas pisac po wlosku?? Dobrze. Ale nijak mnie to nie zmotywuje zebym pisala po angielsku bo sie wstydze...
Ela ja czekalam na ten wpis :) I na zdjecie Billa :)
I ze piszesz tak czesto :*
Ja jedno wiem na pewno - Pola na zawsze bedzie Polka z jedna jedyna ojczyzna Polska :)

:*

astrofiammante said...

uno spettacolo di panini e una grande idea per il ripieno, complimenti!

comidademama said...

Sei bravissima. Arrivo qui grazie ad Alex-cuochelatromondo. Sono felice che tu scriva anche in Italiano, così posso capirti.

Foto spettacolari.

comidademama said...

Ho delle amiche polacche qui a Trento, magari conoscono già il tuo foodblog,, ma io lo segnalerò lo stesso.

Carolina said...

Ciao e piacere di conoscerti!
Arrivo adesso da te tramite "Cuoche dell'altro mondo"...
Complimenti hai un blog che è un vero piacere per gli occhi! Sono felice di poterlo leggere anche in italiano... :)
Complimenti ancora e ci rivedremo presto.
Ti auguro una buona serata!

Ania vel Vespertine said...

Elu, jeśli ktoś prezentuje jagodzianki pod koniec października, to musi być z nim dobrze :) Fajnie to opisujesz. Zazdroszczę Ci trochę, ale z drugiej strony ja też już odnalazłam swe miejsce i dzięki temu czuję się pewniej. I zdecydowanie lepiej.

Olciaky said...

Jagodzianki,Jagodzianki.
W sam raz na zimny dzień:)
Takie wspomnienie lata:)
Pozdrawiam.

virgikelian said...

Ciao Ela, è la prima volta che passo dal tuo blog. Grazie di condividerlo anche in italiano.
Complimenti. I tuoi dolcetti ai mirtilli devono essere deliziosi.
Conosco la marmellata della Valtellina ai mirtilli. E' ottima anche quella di castagne.
A presto. Virginia
http://aisapori.blogspot.com

Gatadaplar said...

Ciao! ^__^
Arrivo dal blog di Alex di Cuoche dell'altro mondo e voglio lasciarti i miei complimenti per questi panini, che devono essere davvero favolosi!!! Ho l'acquolina solo a guardare la foto... :P***

Posso farti una domanda?
Quando scrivi "sciogliere il lievito con lo zucchero" intendi che si deve lavorare il cubetto di lievito con lo zucchero impastandoli assieme?
E se usassi il lievito liquido?
Grazie tantissime e ti seguirò!
Anch'io sono curiosa di scoprire la cucina polacca e sono felicissima di trovare chi ha voglia di tradurre anche in italiano! ^___^
Un abbraccio!

campo di fragole said...

Ciao anche io arrivo attraverso il blog di Alex - cuoche dell'altro mondo- felicissima di averti scoperto- le tue foto sono spettacolari e meno male che hai deciso di tradurre le ricette in italiano cosi sara' piu facile seguirti.
Besos y hasta pronto
Dani

Ela said...

Dziekuje Wam za mile slowa. Nie nadazam z odpowiadaniem, ale wszytsko czytam i kazde Wasze slowo daje mi duzo satysfakcji :)

Ragazze, benvenute. Mi fa grande piacere che vi piaccia quello che sto facendo. Vi ringrazio di cuore di tutte le parole belle che ho ricevuto e tutti incoraggiamenti. Grazie mille :)

Gatadaplar, non ho mai usato lievito liquido, anche se dovrebbe andare bene. Pero se metti lievito di birra in una tazza con un po di zucchero e mescoli per un minuto otterai lo stesso risultato. Ti diro piu, se faccio impasto con la planetaria o macchina del pane, il lievito non lo scolgo afatto, semplicemente lo sbricilo sulla farina. Al inizio avevo paura di uccidere il lievito ma con esperienza ho capito che non e' cosi' delicato come sembra ;)

Anonymous said...

Dzieki za ciekawy blog

atina said...

Wspaniały pomysł na całoroczne jagodzianki :) No i na wykorzystanie borówek amerykańskich do jagodzianek :) bardzo Ci dziękuje, bo teraz mogę się cieszyć pysznymi letnimi drożdżówkami, a przecież mamy zimę;)) Pozdrawiam!