Thursday, April 3, 2008

Frisceu



     Frisceu jadlam po raz pierwszy na wakacjach w Cinque Terre w Ligurii, gdzie czesto podawane sa w restauracjach jako powitanie. Bardzo mi smakuja, ale zeby byly zdrowsze czesc zwyklej maki zastapilam ta z ciecierzycy. Moja ulubiona wersja jest z cebula lub porami, ale mozna uzyc tez ziol lub szpinaku. Frisceu nie sa suche, a mieciutkie jak paczki. 
Idealne na aperitif lub lekka kolacje.

Frisceu z maka z ciecierzycy

- 150g maki z ciecierzycy
- 150g maki zwyklej
- 300ml wody
- ¼ lyzeczki drozdzy instant
- ½ lyzeczki soli
- 1 duza cebula pokrojona
- olej do smazenia

Wszystkie skladniki dokladnie wymieszac, przykryc i odstawic na 2 godziny. Po tym czasie rozgrzac olej w glebokiej patelni i smazyc male paczki, az beda zlote. Podawac cieple, lekko posypane sola.

9 comments:

Bernadetta said...

Ela , przez ciebie moje proby zrzucenia paru kilo przed latem spelzna na niczym ;)

Anoushka said...

podpisuje się pod tym, co napisała Bernardetta :)

A tak w ogóle gdyby nie trzeba ich było jeść na ciepło, to chętnie poprosiłabym o przesyłkę z kilkoma frisceu :)

Liska said...

Ale wynalazki nam tu serwujesz. Brawo! Ja bym chciała jeszcze złożyć zamówienie na jakieś wynalazki z fasolą. Toż Toskania to kraina fasoli, nieprawdaż? :)

Ela said...

Ja po prostu czekam na swieza fasole, bo jest bardziej fotogeniczna ;-)

I prosze mi nie zarzucac, ze te kilogramy przez mnie, ja dopiero zaczne sie znecac kalorycznie hihi Frisceu chlona bardzo malo tluszczu, sa naprawde lekkie. Zje sie 10 i wcale nie czuc :-D

Grogal said...
This comment has been removed by a blog administrator.
Pokonewka said...

A mi frisceu chyba nie wyszły... Spodobał mi się przepis, bo jako mama alergika jestem na diecie bezmlecznej i bezjajecznej. Ale zamiast pączkowatego środka, jaki sobie wyobraziłam, wyszły mi gumowate placki. I nawet wyglądały inaczej, nie tak złoto :(

Ela said...

To rzeczywscie, cos musialo nie wyjsc, tylko nie potrafie zrozumiec co :( Oczywiscie konsystencja ich nie jest dokladnie taka jak paczkow, bo dodatek maki z ciecierzycy powoduje, ze sa bardziej wilgotne, ale na pewno nie gumowe. No i sie rumienia na zloto bardzo szybko. Szczerze przyznam, ze ta gumowatosc to jeszcze moglabym zwalic na make (bo jak to z makami: ilosc plynu zalezna jest od wilgotnosci maki) ale brak zlocenia sie zupelnie zbil mnie z tropu. Tym bardziej mi przykro, ze te "paczusie" to taki pewniak: sa pyszne, a tak malo potrzeba do ich przygotowania...

Pokonewka said...

Elu, Twoja odpowiedź zachęciła mnie do jeszcze jednej próby. I już wiem, dlaczego pierwsza była nieudana - ciasto nie urosło mi wtedy dostatecznie, prawdopodobnie dlatego, że ja mam w kuchni jakieś 18-19 stopni. Tym razem postawiłam ciasto przy kaloryferze i mam pyszne frisceu z miękkim środkiem i chrupiącą skórką. Chrupiącą i złotą :) Dziękuję za ten przepis, łatwiej będzie z nim znosić trudy bezjajecznej diety ;)

Ela said...

Pokonewko nawet nie wiesz jak sie ciesze! Myslalam jeszcze dlugo nad innymi potencjalnymi czynnikami niepowodzenia, ale nic mi do glowy nie przychodzilo :) I jak teraz czytam tak, to zeby je urozmaicic ja bym sie pokusila, zeby dodac do nich troche cukru, a potem gotowe paczki jeszcze cieple obtoczyla znow w cukrze. Moze bylaby to dobra wersja na slodko. Obiecuje, ze sprobuje jak wroce do domu, bo sama mnie to ciekawi :) Pozdrawiam serdecznie!