Thursday, September 24, 2009

Sugoli



Gdy przejrzalam archiwa zdjec na moim komputerze z przerazeniem stwierdzilam, ze tych przygotowanych na bloga starczyloby na kazdy dzien, az do konca roku. Naprawde zaluje, ze nie mam lekkiego piora i tyle czasu spedzam nad napisaniem kazdego slowa. Tym bardziej, ze czas leci, a ja sie wciaz zastanawiam czy najpierw napisac o ciescie z morelami czy przepysznych jagodziankach ;) Dlatego najlepiej najpierw zaczne od ostatniej ugotowanej rzeczy. I choc powinnam wspomniec najpierw o scchiacciata con uva, to zaczne od dania dla mnie zupelnie nowego.
Gianluca, ktory ma mala produkcje wina od kilku miesiecy powtarzal mi, ze ma dla mnie przepis, ale musze poczekac do winobrania. Bo potrzebny jest moszcz. Tak, wiem ze to slowo wywoluje wiele usmiechu, ale zapewniam ze moszcz warto przygotowac. Nie dosc, ze jest pyszny do picia to pozwala przygotowac wiele wspanialych potraw.

W poniedzialek zaczelo sie winobranie wiec dostalam i gotowy moszcz i przepis, a takze kawalek deseru, ktory przygotowal Gianluca. Okazalo sie, ze 'to cos' to budyn z moszczu o nazwie Sugoli. Przyznam sie uczciwie, ze mi nie posmakowal. Po prostu czulam tylko make i slodycz winogron. Ale, ze obiecalam naszym gosciom, ze takze oni sprobuja tego tradycyjnego deseru, ktory przygotowuja wszysycy rolnicy podczas winobrania, postanowilam sie pobawic. Przede wszytskim zastapilam make skrobia kukurydziana. Jej smak jest duzo mniej wyczuwalny, a odkad zaczelam jej uzywac do kremu cukierniczego wiem, ze to strzal w dziesiatke. Obawialam sie, ze wyjdzie mi kisielowata konsystencja, ale na szczescie tak sie nie stalo. Po drugie zmniejszczylam drastycznie ilosc cukru, bo sam sok z winogron jest tak slodki, ze pijac go, z kazdym lykiem mam wrazenie, ze zaatkuje mnie cukrzyca. Po trzecie dodalam wanilie, zeby 'ozywic' troche ten slodko-mdly smak. Co wyszlo? Pyszny lekki deser, ktory z tradycyjnym troszeczke sie mijaja. Procz smaku rozni je takze kolor. Mdly fiolet zastapilo lsniace bordo. Uczta takze dla oczu :)



Sugoli budyn z soku winogronowego

- 2 l moszczu
- 50 cukru
- laska wanilii
- 180g maizeny

Moszcz (- jedna szklanka) wlac do garnka i postawic na ogien. Dodac cukier. Laske wanilli przekroic, wyjac nasionka i przelozyc do garnka, pusta laske takze. Do pozostalego moszczu wsypac maizene i wymieszac, az sie rozusci. Gdy moszcz dojdzie do temperatury wrzenia dodac rozpuszczona skrobie i energicznie wymieszac i gotowac, az plyn sie mocno zagesci. Wyjac wanilie i przelac do foremek. Odstawic do wystygniecia.

20 comments:

Polka said...

No wiesz? Chorej po oczach takim przepisem?? Takim cudnym zdjęciem?? :D:D:D:D:D
Elu Kochana jak ja się cieszę jak Ty znajdujesz chwilkę na blogowanie! Zdecydowanie za mało tu Ciebie u Ciebie :(
W przyszłym roku przyjeżdżamy na winobranie :D Postanowione! :D
:*

majana said...

Elu, jakże piękne zdjęcia! Dokładnie to uczta dla oczu!
Nie wiem jak to smakuje, ale wygląda wspaniale!:)
Dołączam się do Polki - zdecydowanie powinno Cię tu być więcej!
Pozdrawiam bardzo ciepło:)

Gospodarna narzeczona said...

Zjawiskowe. Ciekawe czy z polskich winogron tez wyjdzie.

Ewa said...

Rewelacja! Jaki kolor zywy!

margot said...

Elu , ja nic nie napiszę chwilowo , ja sobie popatrzę , bo jest na co :)))

Olasz said...

Jezyk mi uciekl, a to Twoje pioro nie takie ciezkie jak Ci sie wydaje - mnie duza przyjemnosc sprawia czytanie Twoich wpisow. Do rzeczy, bez udawania czegos czym nie sa, a mimo wszystko to dla mnie poezja.
Czy ja sie moge zabrac z Polka? Nawet moge Ci prasowac, tfu. Namiot mam, rece do pracy chetne rowniez, no i musze sie "odwdzieczyc" moim chlopakom za to, ze w tym roku pojechali na wakacje beze mnie ;)

Ania said...

Oj, Elu, jak ja Ci zazdroszczę! Włoch, tego klimatu, jaki Cię otacza, winogron...

Ale zawsze mogę popatrzeć i podziwiać.

aga-aa said...

ciesze się, ze eksperyment udany, a kolor rzeczywiście śliczny :)

Ela said...

Pola ty jedz lepiej rosol :) no i troche chleba. Jak znam zycie, to w UK mozna kupic moszcz w supermarkecie ;)

Majanko dziekuje. Mi rowniez podoba sie idea czestego pisania, ale niestety mi to nie wychodzi. Ale juz niedlugo powinnam miec troche wiecej czasu wiec kto wie, moze mi sie uda.

Narzeczono moim zdaniem jak najbardziej powinno wyjsc. Jedyna moja watpliwosc to zawartosc cukry w winogronach, bo slyszalam, ze tegoroczne lato terenow Polski nie rozpieszczalo. Radze tylko wtedy zwiekszyc ilosc cukru. A do produkcji domowego moszczu swietnie nadaje sie praska do ziemniakow, ciezka to praca ale efekt swietny ( do tego przepisu nalezy uzyc go natychmiast, nie powinien zaczac fermentowac).

Ewa ja przyznam, ze wlasnie kolor podoba mi sie najbardziej. Szczegolnie ladnie swieci sie w zachodzacym sloncu :)

Ala no powiedz cos. Kiedy robisz moszcz? :)

Olasz dziekuje Ci za mile slowa. Wiesz, ja nawet sie nie przejmuje tym bardziej czy to co pisze da sie czytac czy nie, bo wychodze z zalozenia, ze w przypadku mojego bloga powinny liczyc sie przepisy i ewentulanie zdjecia. Moj prawdziwy problem ciezkiego piora polega na tym, ze potrzeba duzo czasu zanim cokolwiek z pod niego wyjdzie ;)
A na winobranie zapraszam, chociaz jest troche rozczarowujace bo trwa za krotko;)

Aniu nie ma czego zazdroscic. Ale warto zajechac do Wloch w okresie winobrania :)

Aga ja tez sie ciesze:)

majka said...

Cudowny deser! Jaki piekny kolor. I do tego ten ksztalt. Rewelacja :))

Małgosia.dz said...

Moszczu z całą pewnością nie przygotuję, więc i deseru nie spróbuję. :D Ale Elu, uczta dla oka jest, nawet na odległość. :) Deser prezentuje się przepięknie w takim kształcie (cudną masz foremkę) i zdjęcia przepiękne. :) Pozdrowienia. :)

Tilianara said...

Wow, ten deser wygląda bajecznie! I foremkę na budyń masz piękną :)

Ela said...

Uczciwie przyznaje, ze wlozylam sugoli do tej foremki z premedytacja. Wydaje mi sie, z w takim ksztalcie prosty deser nabral iscie krolewskiego charakteru :)

Malgosiu ja tak sobie mysle, ten moszcz to nie jak moszcz, a swiezo wyciskany sok winogronowy. Brzmi latwiej, prawda :) Buziaki :*

margot said...

Elu , a jak zrobić ten moszcz?
No jak ?

Ela said...

w domowych warunkach to najlepiej przecisnac winogrona na wino (te malutkie) przez praske do ziemniakow. To ciezka praca, najlepiej zatrudnic do tego silne meskie rece :)
chyba, ze ma sie sokowirowke, do ktorej mozna wrzucic winogrona z pestkami, wyjdzie na to samo (np. w mojej jest to zabronione). bo chodz tu nazywane jest to moszczem, po zastanowieniu sie stwierdzam, ze do tego deseru jest potrzebny sok winogronowy po prostu. bo moszcz ma byc nieprzefermentowany, a wg definicji moszcz powstaje przez sfermentowanie sie soku z winogron.
ala zrozumialas cos? ;)

kass said...

Ojej! jakież to dostojne!
Pięknie wyglada, musi by pyszne! pozdrawiam.

margot said...

tak wszystko jasne , ma być świeży sok z winogron , uzyskany najlepiej taką prymitywna metodą przez gniecenie i odsączanie tak?

Ela said...

tak:)

Kass dostojne bardzo ladnie brzmi:) Pozdrawiam serdecznie :)

Blk said...

mniam :D

Gatadaplar said...

EVVIVAAAAAAAAAAA!!!!
Qualcun altro che conosce i Sugali!!!! ... mi sono commossa... :*)
Anch'io un paio di anni fa dedicai un post a questo dolce budino, che amo alla follia!!!
Se vuoi vieni a leggerlo qui:

http://gatadaplarr.blogspot.com/2007/10/sugali-o-sughi-di-mosto.html

chissà se abbiamo usato lo stesso procedimento? :)

Un bacione!!!