Sunday, September 27, 2009

Kaiserschmarren na Dzien Jablka



Okazuje sie, ze nie umiem stac na glowie;) Ale mimo wszytsko ciesze sie, ze choc ze spoznieniem, uda mi sie wziac udzial w Dniu Jablka. Swieto to ma dla mnie znaczenie szczegolne i to z wielu powodow. Bo bylo pierwszym jakie powstalo, bo byla nas tylko garstka, byly to poczatki kiedy wszystko bylo tak emocjonujace. Pamietam, jakie bylysmy szczesliwe, ze Malgosia zalozyla wtedy swojego bloga :) Dokladnie pamietam (i to bez zagladania do archiwow;) co wtedy upieklam, gdzie robilam zdjecia i jak nie wiedzac zupelnie nic o fotografii sie denerowowalam, ze wszystko wyszlo taaaakie brazowe;) Po prostu moc wspanialych wspomnien:)

Danie, ktore dzis Wam pokaze to takze wspomnienia. Omlety wielbie miloscia nieopisana. To chyba pierwsze danie, ktore potrafilam ugotowac sama. Czasem po powrocie ze szkoly robilam zwykly omlet brudzac polowe kuchni i smarujac go tona jagod w cukrze :) Nie bylo to rozwiazanie dobre taktycznie, bo choc kuchnie usprzatnelam zawsze na czas, to zdradzala mnie fioletowa buzia.

Od kilku lat w okresie wakacyjnym jezdze do Merano i to tam wlasnie zapoznalam sie z Kaiserschmarren. Teraz wiem, ze wersja z hotelu Meranerhof nie jest tradycyjna, bo w oryginalnym przepisie nie ma w skladzie jablek. Ale ja wlasnie za te jablka ten omlet uwielbiam. W smaku calosc przypomina lekkie ciasto i robi sie go naprawde szybko. Jesli uzyjecie zwykly mikser i zachowacie kolejnosc czynnosci jak w przepisie, wybrudza sie tylko dwie miski i nie trzeba bedzie w polowe pracy myc mieszadel.

Przepis szef kuchni dal mi za jeden usmiech, na 12 osob i w gramach. Ja przepis podam w wersji jaka przygotowuje w domu. Przedwczoraj zrobilam te ogromna wersje i cala zabawa polegala na tym, ze przelewalam mase z patelni na patelnie brudzac ich przy tym 4 w tym jedna o srednicy 30cm :) Od razu przypomniala mi sie scena Z filmu Poszukiwany, pozukiwana, kiedy Marysia gotuje makaron :D Mielismy wszysycy przy tym gotowaniu wiele zabawy:) omlet wyszedl naprawde brzydki, ale przesmaczny. Nawet nie zdazylam posypac cukrem pudrem, by ukryc jego mankamenty, oraz zdjecia nie moglam spokojnie zrobic, bo jak jest 28 rak (ok, 26, moje byly zajete przez aparat), ktore boja sie ze dla nich nie starczy deseru, bardzo ciezko zlapac ostrosc. Z tak duzej porcji wychodza 3 polmiski jak na zdjeciu z dlonmi Tommiego i Brendana (chyba;).


Kaiserschmarren z hotelu Meranerhof

- 2 jajka
- 3 lyzki cukru
- pol szklanki maki
- pol szklanki mleka
- 1 duze jablko (najlepiej Szara Reneta)
- mala garsc rodzynek
- duza lyzka masla

Rodzynki sparzyc. Jablko obrac i pokroic w drobna kostke. Jajka odzielic i bialka ubic z cukrem na sztywna piane. Zoltka zmiksowac z maka i mlekiem, nastepnie dodac do ubitych bialek caly czas miksujac. Na koniec wrzucic jablko i rodzynki. Na patelni o srednicy ok. 22 cm rozpuscic polowe masla i wlac na nia mase z jablkiem. Gdy spod sie porzadnie zetnie (a dzieje sie to szybko)omlet nalezy przewrocic, dajac na spod reszte masla. Jesli podczas obracania omlet sie 'polamie' nalezy sie tym nie przejmowac, bedzie wtedy najblizszy oryginalowi :) Jesli jest caly nalezy pokroic go na kawalki drewniana szpatulka. Przed podaniem posypac cukrem pudrem (lub nie). Taka porcja starcza na dwie glodne osoby jako caly posilek, lub cztery do szesciu jesli omlet zostanie podany na deser.

16 comments:

margot said...

ja tez pamiętam to pierwsze święto, wprawdzie nie miałam bloga ale upiekłam keks jabłkowy:D
A omlet w takiej wersji jak Elu proponujesz właśnie z jesienią się kojarzy , bardzo fajnie się prezentuje w tych kawałeczkach

p.s a ja nadal nic nie wiem o fotografii i ciągle mam zdjęcia nie tego koloru co chciałam

Konsti said...

Najlepsze sa takie potrawy, ktore tak szybko znikaja ze stolu, ze nie sposob zrobic wyrafinowana fotke:) A omlet wyglada swietnie, tez bym sie rzucila do jego konsumpcji:)
Pozdrawiam.

Małgosia.dz said...

Ano tak było... Wtedy właśnie powstał mój pierwszy blogowy wpis, do którego dzisiaj wstydzę się zajrzeć. :D
Elu, 4 patelnie??? :D To z ilu jaj robiłaś dla tych 14 osób? :)

aga-aa said...

brzmi pysznie, wygląda zresztą też
na bank go spróbuję, ale w wersji bez cukrowej, gdyż dla mnie już same jabłka są słodkie

Polka said...

Aha i to jest to brzydkie zdjęcie tak?:) Wiesz co Ela :P To ja swoich w ogóle nie powinnam wklejać :D
Eluś śliczne zdjęcia :* Naprawdę!
A zrobisz mi takie jak przyjadę do Ciebie ? :))

majka said...

Po raz pierwszy jadlam ten omlet tu, w Niemczech i bardzo mi smakowal. Koniecznie z rodzynkami i cukrem pudrem :)

majana said...

A ja bym tak chętnie spróbowała! MniaM:-)
Najlepsze potrawy znikają najszybciej :))
Sliczne zdjęcia!:))
Pozdrówki:)

Anoushka said...

Elu, świetne. Koniecznie do wypróbowania!
O hip hopie napisałam Ci u mnie. O górach też :) Teraz tylko musisz się odważyć :*

atina said...

Pysznie się zapowiada, a ja też jestem wielbicielką omletów:D

Tilianara said...

Elu, te zdjęcia uważasz za nieostre? Ehhh, ja bym chciała żeby moje takie nieostre były :) A omlet pierwsza klasa i wcale się nie dziwię, że wszyscy od razu się na niego rzucili :)

Ela said...

Ala fajnie bylo, co? Co do zdjec to sie nauczylam, ale tez aparat bardzo w tym pomaga :)

Konsti zgadzam sie z Toba calkowicie. Aczkolwiek nawet nie wiedzialabym jak zrobic wyrafinowana stylizacje tak prostego dania :)

Malgosiu nie ma czego sie wstydzic, choz przyznam ze czasem staje sie blada jak widze poczatki mojego bloga. Ale wychodze z zalozenia, ze powoli uczylam sie na zasadzie prob i bledow i moge sobie zobaczyc jak to zachodzilo. Dlatego nic nie zmieniam :)
A porcja byla ogromna na 8 jaj, dodatkowo przesadzilam z iloscia jablek. Ale bylo pyyyyszne... :)

Aga-aa ja bym ilosc cukru dostosowala do wlasnego smaku, ale takze do rodzaj uzytych jablek. Ja uzywam Szarej Renety, ktora tutaj jest bardzo kwasna.

Pola no omletu jest, dlatego obok przyczepilam te jablka, zeby odwrocic uwage ( i chyba to dziala :) Pewnie, ze zrobie :*

Majka ta wersja jest troszke inna ale zapewniam, ze warto sprobowac :)

Majanko to bardzo proste i szybkie danie, wiec jesli masz ochote warto sie skusic :) Pozdrawiam serdecznie :)

Anousko lece czytac:)

Atinko, wiec jestesmy z tej samej frakcji :)

Tili no te omletowe takie jest, ale najwazniejsze jest to ze obiekt byl smaczny. Masz absolutna racje :) Buziaki:)

Ania said...

Święto Jabłka budzi chyba najwięcej wspomnień :)Ja tez mam z nim miłe, bo to również moje pierwsze święto blogowe, szkoda,ze w tym roku nie udało mi się wziąć w nim udziału...

A dziś kupiłam 3 Renety...:)

Pozdrowienia cieplutkie, Elu!

Liska said...

W jego brzydocie tkwi piękno :)
Omlet na 12 osób musi być niezłym wyzwaniem.
Pozdrawiam Cię Elu ciepło!

Ela said...

Aniu, juz pozostanie chyba tym wyjatkowym :)

Lisko jest dokladnie tak jak to ujelas chyba. Ogolnie duzych porcji nie polecam. Przekonalam sie, ze to nie na rece zwyklego smiertelnika :)

Pozdrawiam Was rownie cieplo! I to bardzo, bo u nas wciaz upaly :)

Blk said...

mniam :D

Michaelagvfu said...

Elu, te zdjęcia uważasz za nieostre? Ehhh, ja bym chciała żeby moje takie nieostre były :) A omlet pierwsza klasa i wcale się nie dziwię, że wszyscy od razu się na niego rzucili :)