Tuesday, September 28, 2010

Dzien jablka (bez przepisu;)





Dzis 'Pusiowy' Dzien Jablka. A ja znow w hotelu, bez kuchni. Nie moge jednak nie napisac dzis ani slowa. Do tej pory nie swietowalam blogowych urodzin, nawet nie wiem kiedy zaczelam tutaj pisac. Za to pamietam, ze moje zyciowe blogowe i wspaniale przyjaznie zaczely sie od tego niepozornego dnia. Teraz zadna z nas nie ma czasu na pogaduchy, ale wszystkie spelniamy nasze marzenia i staramy sie w nich wspierac jak mozemy. To dlatego dzis rano, w ulewie, poszlam z Billem na spacer i zerwalam troche jablek, bo dzis nawet smakuja troche inaczej ;)

9 comments:

Polka said...

Ela Ty nawet jak będziesz na końcu świata to ja będę myśleć co porabiasz i jak się masz :*

Twoja Pola

ewelajna said...

Elu, jeśli takie piękności zrywałaś ot po prostu na spacerze to zazdroszczę - nie ulewy ale tych pięknych jabłek...
Przyjaźń - jak dobrze, że jest...
:*

majana said...

Elu, cieplutko Cię witam:* Tak sie cieszę,ze jesteś i podzieliłaś sie z nami swoim jabłuszkiem:)
Pozdrowienia:)

margot said...

całusy ****

Gospodarna narzeczona said...

Cieszę się, że zaglądasz. A ja już niedługo przewrócę kolejna kartkę z kalendarza i nawet nie wiesz jak będzie mi smutno jak przeminie. Zaglądaj częściej.

Olciaky vel Olcik said...

Dziś- dzień po Dniu Jabłka też smakowały inaczej:)
Piękne masz zdjęcia tu.

Monika. L said...

Dosięgać marzeń to prawdziwy dar!
Korzystaj z tego jeśli możesz a Ci, którzy Cię lubią nadal będą przy Tobie.

Z przepisami czy bez.

Moc pozdrowień i uścisków
Monika :)

Tatter said...

Elu kochana, tak sie ciesze, ze znalazlas moment! Ja rowniez pamietam i z rozrzewnieniem wspominam nasze pierwsze jesienne, nocne, dlugie, goopawkowe, niekiedy bardzo powazne rozmowy. Pamietam nasze "crazy cooking days", kiedy to oprocz produkowania smakolykow dla naszych najblizszych, produkowalysmy rowniez tony smiechu ("zaraz sie posikam") i nie moglysmy przestac! Pamietam jak o 1 w nocy (u Beni byla juz 2), przez Was podjudzona, obudzilam mego Pedra zeby zapytac jak dokladnie kisi sie kapuste, a on biedak zamiast natychmiast zazadac rozwodu cierpliwie tlumaczyl mi proces kwaszenia (lol)! No i dzien jablka pamietam i kilku pierwszych kulinarnych blogowiczow, ktorzy z takim zapalem pichcili, i to ze napisanie podsumowania zajmowalo nam kilka minut ( a teraz to cale godziny)! Wiec moc goracych buziakow Cu przesylam i mam nadzieje, ze jeszcze niejeden wieczor bedzie NASZ!

Ela said...

Polus :*

Majanko ja rowniez, juz niedlugo bede miala miesiac wolnego i mam nadzieje, ze wtedy nadrobie choc troche zaleglosci. buziaki...

Ala ty to wiesz :D xxx

Narzeczono ja tez przewracalam kartke z kalendarza i myslalam sobie ze w tym roku bede musiala sie naglowic porzadnie co do nowego wsadzic, bo nie bardzo mam z czego wybierac. No i jak szybko ten rok minal :)

Dziekuje Olcik :)

Moniko masz zupelna racje, nie ma chyba nic wazniejszego w zyciu. Ale wakacji to potrzebuje bardzo, bardzo, bo moje marzenia okazaly sie bardzo meczace ;) Calusy!!!

Pusia no i co ja Ci moge powiedziec. Tylko tyle zebys sie szykowala, bo na miesiac bede w domu, ale ja nie wiem czy bedziesz miala duzo czasu wolnego :D