Thursday, April 1, 2010

Pan di ramerino



Dzis Wielki Czwartek. Pomine fakt, ze zupelnie nie wiem jak to sie stalo, myslami jestem wciaz w pierwszych dniach lutego. Jedyne co daje mi wyrazne oznaki mijajacego czasu, to ogrod pelen pieknych narcyzow, ktore sadzilam z mama na koniec zeszlego lata i kwitnace wokol brzoskwinie, czeresnie i migdalowce. W koszyku najczesciej gosci mlody bob i pojawiajacy sie juz od czasu do czasu zielony groszek.
Moja nieobecnosc na blogu troche mnie frustruje, ale tez robi mi dobrze, bo pozwala mi sie skoncentrowac na innych waznych dla mnie rzeczach. Czasem ukrocony dostep do internetu jest po prostu zbawieniem :) Dziekuje Wam pieknie za zyczenia zdrowia, jak juz mowilam organizm przyzwyczail sie do lekarstw i teraz czuje sie swietnie, wiec absolutnie nie ma czym sie martwic.

Wielki Czwartek, we Florencji to dzien, kiedy w kazdej piekarni czekaja na klientow pyszne buleczki z ciasta chlebowego doprawione rozmarynem, rodzynkami i pyszna (pikantna) toskanska oliwa. Pan di ramerino to tradycja podobno juz sredniowieczna, w czwartkowy ranek ksieza blogoslawili swiezo upieczone bulki i gorace sprzedawano na ulicach. Teraz pieczywo to czesto dostepne jest przez caly rok przez co pewnie traci na uroku, ale nie znam nikogo, kto w Wielki Czwartek nie wraca do domu z woreczkiem pelnym pachnacymi rozmarynem bulek. We Florencji i okolicach oczywiscie, bo dzisiejszy dzies spedzilam w Wenecji i pomiedzy jednym spotkaniem, a drugim zachodzilam do roznych piekarni (co okolicach placu Sw. Marka wcale nie jest takie latwe, bo jest ich niewiele, a dodatkowo okres wielkanocny przyciagnal tlumy turystow) ale nigdzie nawet zapachu rozmarynu. I dobrze :)

Buleczki, ktore upieklam chyba dwa tygodnie temu (dziewczyny kiedy to bylo???)pochodza ze zbiorow pradziadka Carlo. Sa przepyszne, w konsystencji bardziej rustykalne niz te z piekarni. Przeszukalam wszystkie znane mi sklepy, by znalezc rodzynki jak w przepisie, ale bez rezultatu dlatego, by dac buleczkom aromatu dodalam takze kieliszek Passito di Zibbibo, czyli slodkiego, likierowego i bardzo aromatycznego wina przygotowanego ze szczepu winogron Zibbibo. Pan di ramerino w piekarni zawsze pieknie blyszcza, wiec dopytalam sie w forno pod moim domem i chociaz zazwyczaj jestem zbywana, tym razem zdradzili mi, ze smaruja je syropem przygotowanym z cukru i wody w proporcji 1:2 (gotowac tylko do rozpuszczenia cukru, nie nalezy doprowadzic do wrzenia, smarowac gorace bulki).

A wszystkim zycze w te Swieta spokoju i duzo milosci! Z calego serca.



Pan di ramerino del bisnonno Carlo

pol torby (500g) maki chlebowej
kostka drozdzy (25g) swiezych drozdzy
mala garstka cukru
dwie garscie rodzynek, najlepiej Zibibbo
2 niemale galazki rozmarynu
duza szczypta soli
oliwa z oliwek toskanska

Z maki i drozdzy wyrobic gladkie, nieklejace sie ciasto dodajac odpowiednia ilosc cieplej wody. Zostawic do wyrosniecia, az podwoi objetosc. W miedzy czasie na 2 kieliszkach (ok.80ml) oliwy podsmazyc bardzo krotka galazke rozmarynu i rodzynki niemoczone wczesniej, rozmaryn wyjac i wyrzucic, a reszte wystudzic. Wyrosniete ciasto szybko wyrobic i dodac oliwe z rodzynkami i kilka posiekanych listkow z drugiej galazki oraz sol. Wyrobic dobrze, podzielic na mniejsze buleczki i zostawic do wyrosniecia na ok pol godziny. W miedzy czasie rozgrzac piekarnik (do 200 stopni). Wyrosniete buleczki przeciac na krzyz, posmarowac oliwa uzywajac galazki rozmarynu i piec przez okolo 30 minut, az beda mialy zloty kolor.


--- --- --- --- --- --- --- --- ---
Il tempo passa velocemente. Non so ancora come sia possibile, ma i narcisi sono già fioriti, come anche peschi, ciliegi e mandorli. Al mercato si trovano già i baccelli e io nella mia testa sono rimasta ancora ai primi di febbraio. Buffo no?
Oggi è il giovedì santo e quest'anno l'unica tradizione pasquale che abbiamo seguito, anche se un po' in anticipo, era il Pan di Ramerino, preparato secondo la ricetta del bisnonno Carlo, trovata nel quadernino regalatomi dalla nonna Daria. Più leggo le sue ricette più scopro che era un vero genio della cucina.
Infatti i panini sono venuti buonissimi e molto profumati. Ho sostituito l'uvetta Zibibbo, che non sono riuscita a trovare, con della semplice uva passa e un bicchierino di Zibibbo passito. L'unico accorgimento da seguire per dargli l'effetto lucido che si trova nei panini comprati nei forni di Firenze è di spalmarli appena tirati fuori dal forno con un po' di sciroppo di acqua e zucchero in rapporto 2 a 1 (scaldato fino a sciogliere lo zucchero senza portare a bollore).

Con i migliori auguri a tutti voi per una felice e serena Pasqua.


Pan di ramerino del bisnonno Carlo

mezza busta (500g) di farina per pane
cubetto di lievito di birra (25g)
una manciata di zucchero
due manciate di uvetta Zibibbo
2 rametti di rosmarino
una presa di sale
olio evo toscano

Lavorare farina e lievito aggiungendo dell'acqua tiepida fino ad ottenere un panetto morbido e non appiccicoso. Lasciar lievitare fino al raddoppio. Nel frattempo sul fuoco bassissimo intiepidire brevemente due bicchierini d'olio d'oliva (circa 80 ml) con un rametto di rosmarino e l'uvetta non ammollata senza farli soffriggere.
Buttare via il rametto di rosmarino e far raffreddare il resto. Tirar fuori l'impasto lievitato, lavorarlo aggiungendo l'olio insaporito con l'uvetta, e un po' di foglioline di rosmarino. Formare dei piccoli panini e farli lievitare per mezz'ora circa. Nel frattempo scaldare il forno a 200 gradi, fate un taglio a croce su ogni panino e spennellarli di olio usando un rametto di rosmarino. Infornarli per circa mezz'ora finché siano dorati.

29 comments:

Polka said...

Elu :***
Ja je zrobię zaraz po wolnym. Obiecuję! Dawno to było i tęskni mi się za tamtymi pogaduchami :)

Uściski :*

majana said...

Wspaniałe bułeczki!PAchnace, świeżutkie:)

Pięknych, spokojnych i radosnych Świąt Elu!:)))

kasiac said...

Bardzo apetynie wyglądają te bułeczki. Chętnie bym się poczęstowała:)
Spokojnych, radosnych Świąt i dużo zdrowia Elu!

Magdalena said...

hej
a nie znalam wczesniej twego bloga. z orzmarynem powiadasz, te buleczki...chcialoby sie zrobic, tylko kiedy? poki co zadowole sie widokiem i wyobrazonym aromatem :) milej nocy

margot said...

wesołych świąt Elu

p.s bardzo się za tobą stęskniłam ***

Ania said...

Bułeczki są pyszne! Dwa lata temu spędzałam Wielkanoc we Florencji i też się nimi zajadałam.
Wesołych Świąt!

asieja said...

dobrze, że czasem jeszcze tu jesteś
i te zdjęcia piękne robisz

pięknych świąt!

poswix said...

Rodzynki i rozmaryn? Takiego połączenia się nie spodziewałam. :-)

Wyglądają bardzo, bardzo zachęcająco i apetycznie. Szkoda, że w Polsce nie ma takich smacznych tradycji związanych z Wielkim Czwartkiem. :-)

Pozdrawiam Cię i życzę wszystkiego dobrego na Święta! :-))

Tilianara said...

Posmakowałyby mi takie bułeczki :)

Elu, wesołego jajka i cudownej Wielkanocy :)

Bea said...

Tobie rowniez Elu - radosnych i pogodnych Swiat! I duuuzo zdrowia :)

Pozdrawiam serdecznie!

Liska said...

Elu, wszystkiego najlepszego. Trzymaj się cieplutko.

Patrycja said...

Kochana Elu, życzę Ci dużo zdrowia, radości i ciepła!:)

P.S. Bułeczki za mną chodzą, nie wiem czy się odczepią;)

Ivon said...

Wesołych Świąt Kochana !!!!

lo said...

Radosnych, rodzinnych, pełnych ciepła i cudownej atmosfery Świąt.

Anoushka said...

Droga Elu,

Co ja Ci będę pisać, przecież wiesz czego Wam życzę :*

Bułeczki przepiękne!
Z chęcią je upiekę. Po Świętach ;)

abbra said...

Wesołych Świąt !!! :)

Beata Lipov said...

Bułeczki kuszące:) Dużo radości i miłości Ci życzę.

atina said...

Elu pyszne bułeczki!
Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę ci dużo radości i spokoju! Wszystkiego dobrego, smacznego jajka i mokrego dyngusa:)

Lefrancbuveur said...

Compliemnti per il bel blog.
Ciao
Enrico

buruuberii said...

Elu, ta przepolowiona w rekach buleczka wyglada wspniale! Syrop dodal jej doskonalego uroku (dobrze ze zapytalas jak ja robic:).
Tez mi teskno do pogaduszek, ach jak ten czas leci, to juz chyba ze 2 tygodnie minely... Usciskow moc (bobu Ci zazdroszce!) :**

Paula said...

o, cieszę się, że wróciłaś do nas z tak ślicznymi bułeczkami! te rodzynki i rozmaryn muszą być super...

...ania z jezior.. said...

Elu Święta minęły, ale i Tobie życzę wszystkiego dobrego!! Bułeczki jak zwykle wyglądają królewsko i nadzwyczaj apetycznie! ..pewnego dnia i ja się skuszę aby je upiec :)
Pozdrawiam Cię ciepło!

ewelajna said...

I po świętach... Ale nadal tu zaghlądam i zawsze życzę Ci zdrowia i miłości:)

Anoushka said...

Elu? Zyjesz?
:*

czytacze said...

wróć do nas

Gospodarna narzeczona said...

Elu, Odwracam kolejną kartkę kalendarza. A Ciebie nie ma. Mam nadzieję, że u Ciebie dobrze. Czekamy na Ciebie.

shinju said...

Zaglądam, zaglądam... a Ciebie jak nie było tak nie ma. Mam nadzieję, że nie ma żadnych złych powodów tej nieobecności.

majana said...

Elu, co u Ciebie? Mam nadzieję,ze wszystko w porządku.
Brakuje Cię tutaj.
Uściski:**
Majana

Ela said...

Dziewczyny dziekuje Wam za pamiec. Wszystko jest w porzadku. Z wszystkim co mam do zrobienia z komputerem mi jakos nie po drodze. Ale mam teraz, az 5 wolnych dni i postaram sie napisac choc slowo.

Buziaki! :*