Dzis bardzo, krotki, krociutki post, bo tak naprawde mialo byc o czyms innym. Poczeka... :)
Usmialam sie dzis bardzo jak zobaczylam Crumble Poli, bo wczoraj zrobilam bardzo podobny. Musialam w koncu zuzyc sliwki, ktore trzymam w koszu z jablkami od miesiaca z nadzieja, ze dojrzeja i beda troche slodsze. Niestety bez rezultatu.
Wiec w desperacji pokroilam je na czastki, dodalam kwasne jablko pokrojone w kostke, garsc mrozonych borowek, wszystko skropilam sokiem z pomaranczy, zamieszalam z czubata lyzka cukru waniliowo-cynamonowego i ponakladalam do malych miseczek wysmarowanych maslem. Na gore zrobilam kruszonke z 80 g mielonych migdalow, lyzki trzcinowego cukru. 40g masla i kilku posiekanych migdalow. Zapieklam w temp. 180 stopni przez 20 minut. A potem zajadalismy pokrywajac calosc tonami lodow waniliowych :)
Jednak jesli nie lubicie ekstremalnych wrazen, a macie wyjatkowe kwasne owoce czy sliwki to polecam dodanie rozsadna ilosc cukru (chociaz lody pomagaja na wszytsko:)
*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
Oggi un post al volo :)
Un mese fa ho comprato delle bellissime susine, pero' erano molto dure e aspre. Allora ho continuato a tenerle con le mele (perche', come si sa, accelerano la maturazione dei loro 'vicini di cestino') ma nulla da fare. Allora ieri, presa dalla disperazione (che si chiama "o faccio qualcosa o le butto") le ho tagliate a spicchi. Ho aggiunto una mela renetta tagliata a cubetti e un pugno di mirtilli surgelati. Poi ho condito la frutta con del succo d'arancia e un cucchiaio di zucchero con vaniglia (non vanillina) e cannella e l'ho divisa in delle piccole coppette ricoperte di burro. Per la copertura ho preparato un crumble con 80g di mandorle macinate, 40g di burro, un cucchiaio di zucchero di canna e qualche mandorla a pezzeti. Ho infornato le coppette per 20 minuti a 180 gradi. Dopo le abbiamo consumate con una tonnellata di gelato alla vaniglia.
Consiglio: se non vi piaciono le esperienze estreme, e la vostra frutta, come la mia, e' molto acida, non temete di aggiungere una quantita' di zucchero ragionevole (anche se il gelato risolve qualsiasi problema ;)
Thursday, November 12, 2009
Crumble owocowo-migdalowy / Crumble di frutta e mandorle
Tuesday, November 10, 2009
Batony bananowo-karmelowe z orzechami / Barrette di banana, caramello e arachidi
Czasem powinnam nie wlaczac skypa. Bo malujac sie na wieczorne wyjscie, chce tylko zobaczyc co u dziewczyn, a konczy sie na tym, ze po powrocie do domu o trzeciej w nocy karmelizuje banany. W sumie to przez dwa lata juz sie do tego przyzwyczailam;)
Historia tych batonow wcale nie jest dluga i zawila, ale ze zjaduje sie w pozycji horyzontalnej kompletnie scieta z nog przez grype, to nie bede sie rozpisywac. Ja juz wczesniej w innej formie wykorzystalam gore, a Tatter na spod pokazala mi swoj ulubiony przepis Delii Smith. Moze Tatter kiedys opowie reszte. Musze jedynie podkreslic dwie rzeczy: za pierwszym razem zrobilam podobne ciasto uzywajac mojego przepisu na krem karmelowy i byl to pelen sukces (oczywscie w tym przypadku pominelam posypanie wszytskiego fleur de sel). Tym razem, uzylam gotowego karmelu z puszki (moje kompulsywne zakupy w Szwajcarii, bo u mnie takich nie ma;) i okazal sie kleska, bo jest zbyt plynny i co zabawne nie scina sie nawet nawet w zamrazarce (wole nie wiedziec co zostalo pominiete na etykiecie). Po drugie zakladajac, ze w kazdej czesci tego ciasta jest cukier uzylam duzo gorzkiego kakao i polalam calosc kuwertura o zawartosci kakao 70%. No i nie bylo prawie zadnej slodyczy co dla mnie jest plusem, ale jesli lubicie slodki smak, to radze uzyc czekolady mlecznej :)
Ten boski spod to zmodyfikowany przepis Delii Smith. Oryginal znajdziecie tutaj. Uzyje go niejednokrotnie do tart, bo jest naprawde wyjatkowy.
Batony bananowo-karmelowe z orzechami
baza:
- 150g miekkiego masla
- 60g brazowego cukru pudru (u mnie niedostepny dlatego sama miele w mlynku do kawy)
- 110g zmielonych orzechow laskowych (ja uzylam bez skorki)
- 60g maki ryzowej
- 110g maki
- 40g kakao, najlepiej Van Houten
nadzienie:
- 4 banany
- lyzka masla
- 2 lyzki brazowego cukru
- krem krowkowy, karmel z puszki, a najlepiej solony krem karmelowy
- orzeszki ziemne obrane i podpieczone
- czekolada gorzka
- fleur de sel (jesli nie uzywacie kremu karmelowego solonego)
Maslo ubic z cukrem pudrem. Nastepnie dodac zmielone orzechy (jesli mielicie sami, to najpierw nalezy je podtostowac na patelni), a na koniec przesiane razem kakao i obie maki. Przygotowac formke do pieczenia: nasmarowac maslem, a nastepnie wylozyc papierem do pieczenia (maslo spowoduje, ze papier nie bedzie sie ruszac, a dzieki papierow bedzie mozna latwo wyjac cale ciasto z foremki). Ciastem wylozyc foremke (ja uzylam 20x26cm). Nie powinna byc duza, bo spod musi byc dosc wysoki. Schlodzic calosc przez ok. 30 minut, a nastepnie piec przez ok. 25 minut w temperaturze 180 stopni. Po upieczeniu, nalezy dac ciastu opodczac ok. 15 minut. W tym czasie na patelni rozpuscic maslo z cukrem, az powstanie lekki karmel, a natepnie dodac banany obrane i przekrojone wzdluz. Gdy nabiora ladnego zlotego koloru ze wszystkich stron, wylozyc je na przygotowany spod. Na to wylac krem krowkowy, karmel z puszki i (powinien byc dosyc gesty), a najlepiej krem karmelowy z mojego przepisu (bo autentycznie sprawdza sie w tym polaczeniu najlepiej). Na to wysypac orzeszki ziemne, calosc obsypac fleur de sel przykryc folia spozywcza i wstawic do lodowki na cala noc.
Nastepnego dnia trzymajac za papier wyjac ciasto z foremki, pokroic je na batony, a nastepnie polac rozpuszczona czekolada. Znika w oka mgnieniu!
Oczywiscie przepis bierze udzial w Orzechowym Tygodniu:)
*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
Queste barrette sono il frutto di una voglia incontrollabile di qualcosa di buono. 'Il parto di due menti malate', come lo ha descritto il mio T. a proposito di me e della mia amica Pusia (che ha un bellissimo blog) mentre ideavamo la ricetta su skype ;)
Ci sono due cose da dire: innanzitutto, usate o una crema mou abbastanza densa, oppure preparate la mia crema al caramello salato (che, come promesso, tradurro' a breve). Io questa volta ho usato una crema mou in lattina (frutto di una mia spesa compulsiva in Svizzera, visto che qui non riesco a trovarla), che era troppo liquida, colava dappertutto e che neanche un soggiorno in freezer e' stato in grado di rassodare. Preferisco non sapere quale ingrediente e' stato omesso dall'etichetta di questo prodotto. Potete preparare anche una buonissima crema mou comprando il latte condensato in lattina e facendolo bollire a fuoco basso per tre ore, stando attenti che sia sempre ben coperto d'acqua; spegnete il fuoco, lasciate raffreddare ancora immerso nell'acqua e poi mettetelo in frigo per una notte. Potete prepararne anche di piu', le lattine superstiti si possono conservare in frigo per lungo tempo, pronte a soddisfare voglie improvvise ;)
Inoltre, dato che avevo paura dell'eccesso di zucchero, ho usato per la base tanto cacao molto amaro, e per la copertura un fondente al 70%, il che ha bilanciato il troppo dolce. A me piace cosi', pero' se voi preferite una nota meno amara vi consiglio il cioccolato al latte.
Questa base meravigliosa e' una variante di una ricetta di Delia Smith che troverete qui. E' veramente spettacolare e ho intenzione di usarla in mille modi, perche' deve essere perfetta per le crostate tipo cioccolato e pere :-)
Barrette di banana, caramello e arachidi
base:
- 150g di burro morbido
- 60g di zucchero di canna al velo (siccome non si trova, lo preparo da sola col macinacaffe')
- 110g di farina di nocciole (io ho usato quelle senza buccia)
- 60g di farina di riso
- 110g di farina
- 40g di cacao amaro (io consiglio Van Houten perche' e' molto amaro)
farcitura:
- 4 banane
- 1 cucchiaio di burro
- 2 cucchiai di zucchero di canna
- crema mou, oppure la mia crema al caramello salato
- arachidi sbucciate e tostate
- cioccolato fondente
- fleur de sel (a meno che non si usi la crema al caramello salato)
Montare il burro con lo zucchero al velo. Quando il composto e' bello spumoso aggiungere la farina di nocciole (se la preparate in casa, le nocciole vanno prima tostate sulla padella), e poi le due farine ed il cacao setacciate insieme. Preparare la teglia imburrandola e rivestendola di carta da forno (il burro serve per tenere ferma la carta e la carta per tirare fuori dalla teglia il dolce pronto). Stendere l'impasto sulla teglia (io ho usato una 20x26). La teglia non deve essere troppo grossa altrimenti la base viene troppo sottile (l'ideale e' circa 1-1,5 cm).
Mettere il tutto in frigo per mezz'ora, e dopo cuocerlo per circa 25 minuti in forno riscaldato a 180 gradi. La base non va cotta troppo, risultera' abbastanza morbida ma facendola riposare si rassodera'. Nel frattempo in una padella sciogliere il burro con lo zucchero, e quando cominceranno a caramellare aggiungere le banane sbucciate e tagliate a meta' in lunghezza.
Quando diventeranno di un bel colore dorato, sistemarle sulla base pronta. Coprire il tutto con la crema mou (o con la crema al caramello salato preparata fresca), e cospargere con le arachidi. Mettere il tutto in frigo per tutta la notte.
Tenendo forte la carta da forno tirare fuori il dolce dallo stampo, tagliarlo a rettangoli e coprirli con il cioccolato fuso a bagnomaria. Spariscono a vista d'occhio ;-)
Saturday, October 31, 2009
Orzechowy Tydzien 2009 i...
Nadszedl czas na Orzechowy Tydzien :) W tym roku kochana Pola zgodzila sie objac prowadzenie go. Ja jestem w ciaglych rozjazdach i nie bede mogla zadbac o ladne podsumowanie. Za to Pola na pewno. I choc czuje sie winna, ze zwalam na nia ogrom pracy, to wiem, ze wcale mnie za to nielubi mniej, bo to bardzo slodki 'ciezar' :)
Z gory przepraszam, ze oglaszamy date tak pozno, ale zawsze cos bylo nie tak. Najpierw nie podobal sie Poli banner. Uparla sie, na zblizenie orzecha wloskiego, a ja ze sklepami mialam nie po drodze. Gdy banner byl juz gotowy to zaczelysmy ustalac odpowiednia date (miesiac temu;). Potem obie wyjechalysmy. Jak wiecie Pola wyprowadzila sie z nad glosnej sasiadki no i byla u stylisty obciac sie na krotko, a szczesliwa i wyspana Pola na pewno nikogo nie pominie w podsumowaniu :)
Dlatego tym razem po wszystkie szczegoly i banner zapraszam do Poli.
Polu kochana dziekuje :* Postaram sie byc jak najbardziej przydatna :) I jak nauczysz mnie jak sie wstawia te duchowe posty to wezme tez udzial :)
Ale jeszcze nie skonczylam. Ja mam jeszcze niespodzianke :) Pamietacie Orzechowa Ksiazke? Prawie rok temu, po wszystkich mailach ze zgoda (lub nie) na 'publikacje' zostala zakonczona. Zime spedzila bidula sama na komputerze, ktory zostal w gorach. Tego lata wrocila do domu, ale przeciez sierpien nie jest dobrym momentem, by przypominac orzechowe przepisy. Potem olsnienie: czy jest lepsze miejsce i czas na to, niz ogloszenie nowego wspolnego orzechowego gotowania?
Oto i ona. Z gory prosze o wybaczenie za wszystkie niedociagniecia. Pierwszy raz bawilam sie w te klocki :) I choc teraz nie podoba mi sie jak jest zredagowana (jak to zwykle bywa), to przejrzenie Waszych przepisow w tej formie jest wielka przyjemnoscia i szczesciem :) Dziekuje Wam za to :)
Po ksiazke zapraszam tutaj
P.S. Tak w ramach przypomnienia: W ksiazce znalazly sie przepisy i zdjecia osob, ktore przyslaly mi zgode na to i sa swiadome ewentulanych skutkow. Tym samym osoba, ktora 'zmontowala' ksiazke (czyli ja;)) nie jest odpowiedzialna, jesli znajda sie osoby, ktore uzyja powyzszy material w sposob niezgodny z prawem. Docencie nasza prace! :)
*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
Qualche parola di spiegazione. Per due anni a Novembre ho organizzato La settimana delle noci (anche se in italiano sarebbe forse meglio tradurre come frutta secca, senza frutta disidratata pero... uffa... :) ma si capisce qualcosa? ;). Questo anno i miei impegni non me lo permettono e organizzera' tutto la mia carissima amica Pola.
Alla prossima con la ricetta delle Lasagne con la zucca :)
Sunday, October 18, 2009
Ryz na mleku z makiem i sosem z granatow
W ostatniej chwili przylaczam sie do Rozowego Tygodnia zorganizowanego przez Szarlotka. Dotyczy on bardzo waznego tematu. Rozowa wstazeczka ma przypominac jak wazna jest profilaktyka. I choc sama jestem cykor od trzech lat regularnie w grudniu przeprowadzam wszystkie badania. Wy tez o nich nie zapominajcie. I nie zwracam sie tylko do czytelniczek, ale takze do czytelnikow: Dbajcie o Wasze o kobiety i jesli one sie boja sami zaprowadzcie je na badania. To tylko chwila, a moze uratowac zycie!
Moj roz wprawdzie jest bardziej czerwony, ale to nic. Rozowo sie robi jak sie na niego patrzy i jak sie go je. Wprawdzie to domowy ryz na mleku, ale prezentuje sie elegacko, prawda?
Przepis i pomysl na sos z nowego dodatku do Corriere della Sera La Cucina (pazdziernik, str. 95) W koncu we Wloszech wydano kulinarny magazyn, ktory idealnie wpasowuje sie w to co lubie (i grafika i przepisy). Polecam!
Niestety nie dziala mi banner Szarlotka, moze umiecie mi pomoc? Z gory dziekuje! :)
Ryz na mleku z makiem i sosem z granatow
- 250g ryzu krotkiego
- 2 lyzki maku
- 50g cukru
- 750ml mleka
- szczypta soli
na sos:
- 2 duze granaty
- 2 lyzki cukru pudru
- 1 lyzeczka czybata maizeny rozpuszczonej w lyzce zimnej wody
Zagotowac mleko z ryzem i szczypta soli. Pod koniec gotowania dodac mak i cukier. Gdy ryz bedzie miekki zdjac z ognia i zostawic do ostygniecia.
Otworzyc granaty i wyjac nasiona. 3/4 z nich zmiksowac, a powstaly sok przelac przez geste sitko do garnuszka. Dodac cukier i zagotowac. Wtedy dodac rozpuszczona maizene i gotowac jeszcze przez ok. 2 minuty caly czas mieszajac. Zostawic do ostygniecia.
Zimnyn ryz wlozyc do foremek mokrych lub wysmarowanych olejem (ja po wielu nieudanych probach uzylam foremek silikonowych) i wylozyc porcje na talerzyki. Udekorowac sosem i pozostalymi nasionami granatu.
*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***
Questa settimana della blogosfera polacca è rosa. Rosa come il nastro simbolo della campagna per la prevenzione del tumore al seno. E' importante ricordare che un semplice esame puo farci vivere più tranquille e allo stesso tempo salvare la vita.
Il mio dessert forse non è tanto rosa, però fa vedere il mondo nei colori rosa :) E' semplicemente delizioso. Gia di per sé il riso al latte è coccoloso, ma in questa versione è anche molto elegante. Degno di una cena speciale.
La ricetta per il riso e l'idea per la salsa vengono da una nuova rivista di cucina edita dal Corriere della Sera: 'La Cucina' (ottobre, p.95), che ha conquistato il mio cuore. Sia il modo in cui viene scritta, sia le fotografie sono molto vicine al mio gusto. Sono proprio contenta di averla trovata :)
Riso dolce ai semi di papavero e salsa di melagrana
- 250g di riso
- 2 cucchiai di semi di papavero
- 50g di zucchero
- 750ml di latte
- sale
per la salsa
- 2 melagrane
- 2 cucchiai di zucchero a velo
- 1 cucchiaino colmo di maizena sciolto in un cucchiaio d'acqua
Portate a ebollizione il latte con il riso e una presa di sale. Cuocere circa 15 minuti. A fine cottura aggiungere i semi di papavero e lo zucchero. Quando il riso è pronto e abbastanza asciutto, spegnere il fuoco e lasciare a raffreddare.
Aprire le melagrane e tirare fuori i chicchi. Frullarne circa i tre quarti con un'apposita macchina (io l'ho fatto nel bicchiere del minipimer) e filtrarli tramite un colino abbastanze fine. Mettere il succo ottenuto in un pentolino assieme con lo zucchero al velo e portare ad ebollizione. Quando il composto comincia a bollire, versare la maizena sciolta nell'acqua e cuocere ancora per 2 minuti circa, sempre mescolando. Lasciare a raffreddare.
Inserire il riso freddo in degli stampini bagnati (io dopo varie prove con acqua e olio alla fine li ho messi negli stampini di silicone ;) e rovesciarli sui piattini. Decorare con la salsa e con i chicchi di melagrana rimasti.
Friday, October 16, 2009
World Bread Day 2009
Nie wyobrazam sobie nawet, zeby nie wziac udzialu w World Bread Day zorganizowanym przez Zorre pierwszy raz cztery lata temu. Dla mnie to juz trzeci raz, data bardzo wazna, ktora zapisala sie w kalendarzu na stale.
Jest to zdecydowanie najciekawsza dla mnie akcja blogowa, bo uwazam, ze kazdy jest w stanie (i co wiecej: powinien;) )upiec chleb. Jestem tego najlepszym przykladem. I wcale nie musi byc to chleb na zakwasie. Owszem, takie sa najlepsze, ale w zabieganym zyciu trudno znalezc dla niego odpowienio duzo czasu. Moj zakwas zyje gora tydzien, bo czesto wyjezdzam, a biedak potrzebuje troskliwej opieki. Dlatego glownie pieke na drozdzach i zapewniam, ze wcale nie sa to chleby gorszej kategorii. A jak tak jeszcze wrzucic duzo, bardzo duzo (szczerze mowiac to myslalam ze przesadzilam ;) ) ziaren slonecznika i troche zytniej pelnoziarnistej maki i mamy zdrowie na talerzu. W sam raz do 'niezdrowego' masla i dzemu jagodowego :) I zapewniam, ze ten chleb zniesie wszystko: i zimna kuchnie (obecnie 17 stopni :/) i piekarke na wpolspiaca, co o 3 w nocy wyciaga piekny bochenek i jeszcze fajniejsze bulki parzac sobie modelowo lewe przedramie. Znowu!!! ;)
Zorra thank you for this special day!
Chleb (lub bulki) ze slonecznikiem- bardzo latwy
- 400g maki chlebowej
- 150g pelnoziarnistej maki zytniej
- 250g ziaren slonecznika + 2 lyzki do dekoracji
- 350g cieplej wody
- 4 lyzki oliwy
- 2 lyzki cukry brazowego
- 25g swiezych drozdzy lub dwie lyzeczki drozdzy instant
- 1 lyzka soli
Slonecznik podprazyc na patelni az sie zezloci i ostudzic. Swieze drozdze rozrobic z cukrem. W duzej misce wymieszac obie maki, dodac wode, oliwe i drozdzowy rozczyn i mikserem wyrobic miekkie, ale nie lepiace ciasto. Nastepnie wyjac ciasto na naoliwony blat rozciagnac je i dodac sol oraz slonecznik (jest go duzo wiec najlepiej wgniesc go delikatnie w ciasto) nastepnie calosc zlozyc i albo mikserem, albo recznie wyrobic, az calosc dobrze sie polaczy. Zostawic do wyrosniecia na 1 godzine. Po tym czasie z ciasta uformowac bochenek lub buleczki (ja zrobilam chleb w kekswoce 25cm i 6 sporych bulek) i zostawic do wyrosniecia na kolejna godzine. Piekarnik rozgrzac do 200 stopni. Gdy ciasto/bulki sa juz wyrosniete posmarowac je woda i posypac dodatkowo slonecznikiem. wstawic do goracego piekarnika: bulki na 15 minut, a chleb na 25 (moj piekarnik jest bardzo mocny wiec moze trzeba potrzymac troche dluzej). Studzic na kratce.
*** *** *** *** *** *** *** *** ***
Oggi e' una giornata speciale, un giorno che da tre anni e' un appuntamento fisso. Si tratta del World Bread Day organizzato da Zorra e che con mio enorme piacere con ogni anno che passa batte tutti i record. Con l'idea di dimostare che panificare in casa e' veramente facile, ho scelto di fare un tipo di pane molto semplice, ma molto gustoso. Il pane coi semi di girasole da sempre e' il mio preferito. E anche se ormai il filone toscano o la schiacciata sono il mio pane quotidiano e non riesco a vivere senza, quando mi manca la casa, i genitori o i dolci momenti dell'infanzia sforno un pane cosi. Ideale con burro e marmellata (di mirtilli ;) ) ma anche ottimo con prosciutto e formaggio.
Zorra, grazie per questa splendida giornata!!!
P.S. Coi continui insuccessi nel tenere un blog in italiano separato, ho deciso di usare il vecchio consiglio di Alex di Cuoche dell'altro mondo e da oggi in fondo ad ogni post inseriro' la ricetta in italiano. Spero che questa formula mi si addica di piu'.
Pane con semi di girasole
- 400g di farina per pane
- 150g di farina di segale integrale
- 250g di semi di girasole + 2 cucchiai per la decorazione
- 350g di acqua tiepida
- 4 cucchiai di olio d'oliva
- 2 cucchiai di zucchero di canna
- 25g di lievito di birra fresco oppure 2 cucchiaini (10ml) di lievito istant (tipo Mastrofornaio)
- 1 cucchiaio di sale
Tostare i semi di girasole sulla padella calda finche non diventano leggermente dorati e raffreddarli. Mescolare il lievito fresco con lo zucchero finche' non diventa liquido. In una grande ciotola mescolare i due tipi di farine con l'acqua, l'olio e il lievito con lo zucchero e lavorare finche' l'impasto sara' morbido, ma non appiccicoso. Tirare fuori l'impasto dalla ciotola, stenderlo su una superficie unta d'olio e incorporare i semi di girasole. Lavorare l'impasto finche' il tutto non si amalgama in modo omogeneo. Quando e' pronto coprire la ciotola e lasciare a lievitare per un'ora circa. Dopodiche' formare il pane o i panini (io ho fatto un pane in cassetta di 25cm e 6 panini piuttosto grossi), coprirli di nuovo e lasciate a lievitare ancora per un ora. Nel frattempo riscaldare il forno a 200 gradi. Quando il pane e i panini sono pronti, spennellarli con dell'acqua e cospargere i restanti semi di girasole. Infornare: i panini per 15 minuti e il pane per 25 (ma il mio forno e' molto potente/troppo aggressivo ;-) e forse si dovra' tenere per un po' di piu'). Raffreddare su una gratella.
Friday, October 9, 2009
Bajgle
Ja bardzo lubie pieczywo i to kazdej masci. Tylko w malych ilosciach. Ale bajgle to cos od czego nie moge sie oderwac. I nie powinnam mowic tylko za siebie, bo mam w tym wspolnika. Od dawna probuje wszystkie przepisy po kolei, by znalezc ten idealny. Swietne bajgle sa te od Hamelmana, ale przepis nie jest z tych najszybszych. Mam to szczescie, ze Pani Tatter z cierpliwoscia wysluchuje moich marudzen i w dodatku zawsze cos na nie poradzi. Juz jakis czas temu podzielila sie ze mna przepisem, ktory w tym tygodniu jest propozycja Weekendowej Piekarni. Przygotowanie tych buleczek jest bardzo proste (stad moja zakodowana nazwa: Bajgle dla idiotow (czyt.: majacych dwie lewe rece) ;), a przede wszystkim sa dokladnie takie jak ja lubie : gruba, chrupiaca skorka i miekki srodek. Wydaje sie proste, ale rzadko mozna spotkac bajgle z taka wlasnie charakterystyka.
Dlatego z przyjemnoscia dolaczylam sie w koncu do rzeszy piekarek (rany jak ten czas szybko leci! dopiero co pieklysmy buleczki o smaku slonych paluszkow!!!), bajgle przygotowalam wyjatkowo z calej porcji (marzac, ze polowe zamroze) i wstyd sie przyznac, ale zostalo juz tylko kilka, w sam raz na jutrzejsze sniadanie (nici z mrozenia ;). Tatter dlugo namawiala Ale, baaardzo dlugo. Dziekuje Alu, ze w koncu sie zdecydowalas :* I Pani Tatter za cierpliwosc :*
Mam nadzieje, ze mi wybaczycie, ale ja znow w rozjazdach, wiec wpis z wyprzedeniem :)
Dla posiadaczy piekarnika z turbodoladowaniem (czyli takim jak moj);): bajgle gotowe sa po 10 minutach, jesli chcecie uzyskac gruba skorke nalezy potrzymac je jeszcze przez 5 minut. Dla mnie zawsze najlepsze z serkiem z ziolami :)
Bagels
cytuje za Tatter
15 swiezych drozdzy lub 1 1/2 lyzeczki instant
2 lyzeczki slodu diastatycznego w proszku (zle doczytalam i dalam dwie lyzki brazowego cukru)
350g letniejwody
600g bialej pszennej maki chlebowej (dalam 400g Manitoby i 200g 00)
2 lyzeczki soli
4 lyzki oleju
2 lyzki syropu sldowego (dalam brazowy cukier)
1-2 bialka roztrzepane z 1 lyzka zimnej wody
mak, sezam do posypania
Drozdze rozprowadzam w wodzie. Do miski wsypuje make, slod i sol. Wlewam wode z drozdzami, mieszam, dodaje olej. Po dokladnym polaczeniu sie skladnikow, wykladam ciasto na stol i zagniatam je przez 8-10 minut, gluten ma byc mocno rozwiniety. Zostawiam na 1 godzine w temp 24C.
Wyjmuje ciasto na stol, dziele na 20 czesci (ok. 48g kazda) i z kazdej formuje ksztaltne okragle buleczki. Zostawiam je na 5-10 minut, po czym splaszczam je nieco i kciukiem robie dziurke w srodku kulki. Na palcu lub drewnianym trzonku obracam ciastem, az dziurka w srodku stopniowo sie powiekszy, a musi byc dosc spora (zmniejszy sie znacznie podczas rosniecia ciasta).
Zostawiam bagles do wyrosnecia na 10-15 minut. Rozgrzwam piec do 220C i na ogniu stawiam duzy garnek z woda i dodatkiem ekstraktu slodowego. Gdy woda zawrze, zmniejszam ogien odrobine i wkladam po kilka buleczek. Gotuje 1 minute i przekladam je na druga strone. Wyjmuje na czyste plotno po 30 sekundach. Gdy przestygna, ukladam je na naoliwionej blasze, smaruje bialkiem, posypuje makiem, sezamem, lub zostawiam "golaski". Pieke 30 minut.
Sunday, September 27, 2009
Kaiserschmarren na Dzien Jablka
Okazuje sie, ze nie umiem stac na glowie;) Ale mimo wszytsko ciesze sie, ze choc ze spoznieniem, uda mi sie wziac udzial w Dniu Jablka. Swieto to ma dla mnie znaczenie szczegolne i to z wielu powodow. Bo bylo pierwszym jakie powstalo, bo byla nas tylko garstka, byly to poczatki kiedy wszystko bylo tak emocjonujace. Pamietam, jakie bylysmy szczesliwe, ze Malgosia zalozyla wtedy swojego bloga :) Dokladnie pamietam (i to bez zagladania do archiwow;) co wtedy upieklam, gdzie robilam zdjecia i jak nie wiedzac zupelnie nic o fotografii sie denerowowalam, ze wszystko wyszlo taaaakie brazowe;) Po prostu moc wspanialych wspomnien:)
Danie, ktore dzis Wam pokaze to takze wspomnienia. Omlety wielbie miloscia nieopisana. To chyba pierwsze danie, ktore potrafilam ugotowac sama. Czasem po powrocie ze szkoly robilam zwykly omlet brudzac polowe kuchni i smarujac go tona jagod w cukrze :) Nie bylo to rozwiazanie dobre taktycznie, bo choc kuchnie usprzatnelam zawsze na czas, to zdradzala mnie fioletowa buzia.
Od kilku lat w okresie wakacyjnym jezdze do Merano i to tam wlasnie zapoznalam sie z Kaiserschmarren. Teraz wiem, ze wersja z hotelu Meranerhof nie jest tradycyjna, bo w oryginalnym przepisie nie ma w skladzie jablek. Ale ja wlasnie za te jablka ten omlet uwielbiam. W smaku calosc przypomina lekkie ciasto i robi sie go naprawde szybko. Jesli uzyjecie zwykly mikser i zachowacie kolejnosc czynnosci jak w przepisie, wybrudza sie tylko dwie miski i nie trzeba bedzie w polowe pracy myc mieszadel.
Przepis szef kuchni dal mi za jeden usmiech, na 12 osob i w gramach. Ja przepis podam w wersji jaka przygotowuje w domu. Przedwczoraj zrobilam te ogromna wersje i cala zabawa polegala na tym, ze przelewalam mase z patelni na patelnie brudzac ich przy tym 4 w tym jedna o srednicy 30cm :) Od razu przypomniala mi sie scena Z filmu Poszukiwany, pozukiwana, kiedy Marysia gotuje makaron :D Mielismy wszysycy przy tym gotowaniu wiele zabawy:) omlet wyszedl naprawde brzydki, ale przesmaczny. Nawet nie zdazylam posypac cukrem pudrem, by ukryc jego mankamenty, oraz zdjecia nie moglam spokojnie zrobic, bo jak jest 28 rak (ok, 26, moje byly zajete przez aparat), ktore boja sie ze dla nich nie starczy deseru, bardzo ciezko zlapac ostrosc. Z tak duzej porcji wychodza 3 polmiski jak na zdjeciu z dlonmi Tommiego i Brendana (chyba;).
Kaiserschmarren z hotelu Meranerhof
- 2 jajka
- 3 lyzki cukru
- pol szklanki maki
- pol szklanki mleka
- 1 duze jablko (najlepiej Szara Reneta)
- mala garsc rodzynek
- duza lyzka masla
Rodzynki sparzyc. Jablko obrac i pokroic w drobna kostke. Jajka odzielic i bialka ubic z cukrem na sztywna piane. Zoltka zmiksowac z maka i mlekiem, nastepnie dodac do ubitych bialek caly czas miksujac. Na koniec wrzucic jablko i rodzynki. Na patelni o srednicy ok. 22 cm rozpuscic polowe masla i wlac na nia mase z jablkiem. Gdy spod sie porzadnie zetnie (a dzieje sie to szybko)omlet nalezy przewrocic, dajac na spod reszte masla. Jesli podczas obracania omlet sie 'polamie' nalezy sie tym nie przejmowac, bedzie wtedy najblizszy oryginalowi :) Jesli jest caly nalezy pokroic go na kawalki drewniana szpatulka. Przed podaniem posypac cukrem pudrem (lub nie). Taka porcja starcza na dwie glodne osoby jako caly posilek, lub cztery do szesciu jesli omlet zostanie podany na deser.
Thursday, March 12, 2009
Chleb pszenny z czerwonym winem, figami i orzechami
Ze specjalnym pozwoleniem od Ali tym razem bede pierwsza ;) Jutro rano jade na wies, wiec do pracy zabralam sie juz dzis ( a tak naprawde wczoraj wieczorem ;) Przepis zaproponowany przez Zawszepolke jest ciekawy, bo jest i dodatek wina i orzechow i suszonych fig. Czy moze wyjsc z tego cos niedobrego?
Musialam dopasowac przepis do moich zapasow. Po pierwsze nie mam zakwasu, wiec za rada pani Tatter zrobilam zaczyn. Orzechow nie chcialo mi sie po nocy lupac wiec uzylam nerkowcow(wg mnie zly pomysl!!!), a make razowa zastapilam zwykla chlebowa. Chleb jest zupelnie bezproblemowy, nawet moje nieudolne zsuwanie na kamien mu nie zaszkodzilo ;) Wyszedl mi ogromny bochen. Ale jestem pewna, ze zniknie szybko w towarzystwie sera plesniowego i dobrego wina :)
Polecam rowniez przepyszna Focaccie z czerwonym winem i orzechami wloskimi!
Chleb pszenny z czerwonym winem, figami i orzechami
owoce w winie
- 200g suszonych fig
- 100g orzechow (ja uzylam nerkowcow ale to nie jest dopbry pomysl, moim zdaniem najlepsze bylyby orzechy wloskie)
- 200g czerwonego wina
Figi pokroic w osemki. Wymieszac w misce z orzechami i winem, przykryc i zostawic na cala noc.
zaczyn
- 75g maki
- 75g wody
- 5g swiezych drozdzy
Drewniana lyzka wymieszac skladniki w misce, przykryc folia i zostawic do wyrosniecia na 12-14 godzin.
ciasto wlasciwe
- caly zaczyn
- wino z odcinietych owocow
- 450g maki chlebowej
- 7-8g drozdzy swiezych
- 1 ½ lyzeczki soki
- odciesniete figi i orzechy
Do zaczynu dodac wino, make i pokruszone drozdze i wyrabiac w maszynie lub mikserem z hakami. Jesli ciasto bedzie bardzo luzne dodac troche maki. Gdy ciasto bedzie dosyc zwiezle wgniesc owoce i orzechy. Uformowac kule, wlozyc do naoliwionej miski, przykryc i zostawic do wyrosniecia. Po 45 minutach ciasto odgazowac, zlozyc i ponownie zostawic w naoliwionej misce na 45 minut. Po tym czasie wyjac ciasto na omaczony blat i uformowac bochenek. Wlozyc go do koszyczka do wyrastanie lub miski wylozonej sciereczka (dokladnie wysypanej maka) zlaczeniem do gory. Zostawic do wyrosniecia na jedna godzine. W tym czasie piekarnik rozgrzac do temp. 210-220 stopni, gotowy bochenek wylozyc na blache lub kamien, posmarowac oliwa, naciac i wstawic do pieca na ok. 35-45 minut. Studzic na kratce.
Sunday, March 8, 2009
Warkocz jablkowo-cynamonowy
W koncu!!! W koncu udalo mi sie przylaczyc do piekarek. Nawet policzylam, ze stracilam az 17 okazji do wspolnego pieczenia. Najgorsze jest to, ze nie wiem kiedy ten czas minal... Marzylam zeby dolaczyc chlebem na zakwasie, ale znow przezywam atak robali i znow maka zytnia, ktora przywiozlam z gor poszla do kosza :(
Kasia wybrala dwa cudowne przepisy. Chleb czosnkowy na pewno kiedys upieke, bo nie dosc ze musi swietnie smakowac to takze pieknie wyglada. Ja upieklam warkocz z jablkami i cynamonem. Mysle, ze jest malo osob, ktorym takie polaczenie moze nie smakowac. Samo pieczenie jest latwe i przyjemne, a zapach jaki unosi sie w domu podczas pieczenia jest wrecz nie do opisania. Wprowadzilam troche zmian do przepisu, bo chcialam uzyskac warkocz lekki i maslany, by jedynym akompaniamentem byl kubek herbaty czy mleka. Dlatego tez wnetrze mojego warkocza rozni sie troszke od rezulatow reszty piekarek. Niestety musialam zrezygnowac z orzechow, w zamian podwoilam ilosc zurawiny. Nie dodalam rowniez ziela angielskiego poniewaz moje cenne zapasy z Polski sie koncza i trzymam je do bulionu ;) Z polowy porcji wyszedl mi przeogromny warkocz :) Cala prace za mnie zrobila maszyna do chleba. Przepis podaje z moimi zmianami.
Warkocz pszenny jabłkowo-cynamonowy
na foremke 31x13 cm
- 12g swiezych drożdży (lub lyzeczka instant)
- 2 łyżki ciemnego cukru trzcinowego
- 1 szkl ciepłego mleka
- 3 szkl mąki Manitoba
- 2 średnie jabłka obrane i pokrojone w kostkę (np. szara reneta)
- 1 szkl suszonych owoców ( np. żurawinę lub rodzynki)
- 60g miekkiego masla
- 1 jajko w temp. pokojowej
- 2 łyżeczki mielonego cynamonu
- 1 łyżeczka soli
- maslo i platki owsiane do wysypania blaszki
- mleko do posmarowania warkocza
W kubelku od maszyny chlebowej wymieszać drobno pokruszone drożdże, cukier, ciepłe mleko i jedna szklanke mąki. Mieszać na programie do wyrabiania ,aż masa będzie gładka (około 2-3 min), zamknac pokrywe i wylaczyc maszyne. Zostawic na 1 godzine do wyrosniecia. Po tym czasie dodać jabłka, suszone owoce, miekkie maslo, jajko, cynamon, sól i 2 szklanki maki i wlaczyc program do wyrabiania. Gdy ciasto wchlonie cala make i bedzie dalej bardzo luzne, nie bedzie tworzyc kuli nalezy dodac jeszcze troche maki. Wyrabiac przez okolo 7 minut, nastepnie zamknac pokrywe i wylaczyc i zostawic na poltorej godziny do wyrosniecia. Po tym czasie wysmarowac blaszke maslem i wysypac maka lub platkami owsianymi. Wyjac ciasto na omaczony blat, podzielic na trzy czesci i uformowac walki, a z nich splesc warkocz. Przelozyc warkocz do blaszki, przykryc sciereczka i zostawic ponownie do wrosniecia na okolo 40 minut - 1 godzine. Gdy warkocz juz wyrosnie posmarowac wierzch szczodrze mlekiem i piec 45-50 min w piekarniku rozgrzanym odpowiednio wczesnej do temperatury 175°C.
Friday, February 20, 2009
Semifreddo z czekolada i brownies
Semifreddo. Czekolada. Brownies. Kazde slowo w innym jezyku, kazde piekne w swoim znaczeniu ;) Gdy zobaczylam ten przepis w nowym numerze Donny Hay wiedzialam, ze bedzie to pierwsza rzecz ktora przygotuje. (Z Donna Hay do tej pory znalam sie z widzenia. Teraz zaczela sie wielka przyjazn i czuje, ze juz wkrotce wybuchnie prawdziwa milosc.)
Przyznam, ze baza na to semifreddo jest idealna i mysle, ze juz przy niej zostane. Brownies przygotowalam moje ulubione bez orzechow(tutaj ). Zamiast pokruszyc postanowilam pokroic je w kostke, zeby byly wyczuwalne kawalki i uwazam, ze byl to dobry pomysl. Jeden z gosci byl przekonany, ze podalam lody Haagen Dazs wiec jesli je lubicie warto wyprobowac ten przepis. Jesli nie to i tak warto, bo deser ten nie jest ani tak slodki, ani tak tlusty jak te slawne lody:) U mnie wchodzi do ulubionych.
Semifreddo z czekolada i brownies
- 3 jajka
- 2 zoltka
- lyzeczka ekstraktu z wanilii
- 220g cukru drobnego
- 500 ml smietanki (ja dalam 36%)
- 250g gorzkiej czekolady
- 350g brownies pokruszonego lub pokrojenego w kostke
W wysokim rondlu (o srednicy miski w ktorej bedzie przygotowywane semifreddo) zagotowac niewielka ilosc wody i zmniejszyc ogien. Gleboki talerz polozyc na garnku i polamac do niego czekolade. Gdy ta sie rozpusci zestawic talerz z garnka i zostawic do ostygniecia. Do miski odpornej na cieplo wbic jajka, dodac zoltka, cukier i ekstrakt waniliowy i mikserem recznym zaczac ubijac. Gdy skladniki sie polacza, caly czas ubijajac, postawic miske na garnek z woda. Miksowac nalezy przez 6-8 minut lub , az krem zrobi sie prawie bialy i gesty. Wtedy nalezy sciagnac miske z garnka i odstawic krem do ostygniecia. W drugiej misce ubic na sztywno bita smietane. Do miski z wystudzonym kremem dodac czekolade i bita smietane i pokruszone brownies i wszystko delikatnie wymieszac. (przyznam, ze mi to nie wychodzilo wiec zmiksowalam bardzo krotko, az wszytsko ladnie sie polaczylo). Przelac tak powstaly czekoladowy krem do pojemnika o pojemnosci 2 litrow i zamrozic. Gotowe po 6 godzinach.
Wpis ten bierze udzial w Czekoladowym Weekendzie. Dziekuje Beo!
Tuesday, January 20, 2009
Zupa z orkiszem, jeczmieniem i groszkiem
Wrocilam! :) Robilam same fajne rzeczy (no prawie), ale jakos brakowalo mi naszego blogowego swiatka. Obiecywalam sobie na wszelkie mozliwe sposoby, ze nie powtorzy sie taka przerwa jak w lecie lecz wyglada na to, ze tylko w zaciszu wlasnej kuchni potrafie sie zmobilizowac. Przyznam tez, ze czasem dochodze do wniosku, ze takie przerwy robia mi bardzo dobrze: wracam zawsze chetna do pracy i z glowa pelna przeroznych inspiracji.
Wprawdzie jeszcze nie mialam chwili, by spokojnie usiasc i nadrobic zaleglosci, ale zdazylam zauwazyc, ze dzis konczy sie Festiwal Zupy w ktorym z wielka ochota biore udzial.
To moja ulubiona zimowa zupa. Takie polaczenie smakow bardzo mi odpowiada, a do tego daje duzo energii. Wprawdzie sie na tym zbyt dobrze nieznam, ale wydaje mi sie tez calkiem zdrowa(tak, tak niech bedzie, ze cukier to biala smierc, ale zawsze mozna go pominac) ;) ). Radze tylko uregulowac wg wlasnego smaku ilosc soli, ja uzywam jej bardzo malo i dla wiekszosci osob jakie znam taka ilosc jest niewystarczajaca. Takze ilosc plynow lepiej dopasowac do wlasnych upodoban, ja lubie te bardzo geste. Uprzedzam, ze zupa jest bardzo syta wiec lepiej nie szykowac drugiego dania. :)
Czuje sie jak nowicjusz, jestem podekscytowana dlatego przepraszam za tak chaotyczne pisanie (choc raz mam dobra wymowke hihihi...)
Slodko pikantna zupa z orkiszem, jeczmieniem i groszkiem
- 1 duza cebula czerwona lub 2 duze pory
- 2 zabki czosnku
- 2 srednie marchewki
- 2 laski selera
- 4 lyzki oliwy
- 160g ziaren jeczmienia
- 160g ziaren orkiszu
- 2,5-3l wrzacej wody
- ziarenka pieprzu i ziela angielskiego
- 2 liscie laurowe
- 200g zielonego groszku, moze byc mrozony (wazne zeby byl zamrozony mlody, bo wtedy jest najslodszy)
- 2 lyzeczki cukru
- 1 lyzka soli
- do dekoracji ( i smaku oczywscie ;) ) swieza ostra papryka
Cebule (lub por), marchew i seler obrac i drobno posiekac, czosnek zetrzec na tarce. Wszystko podsmazyc na oliwie. Gdy beda gotowe wrzucic ziarna i je podprazyc, az zaczna sie przyczepiac do scianek garnka. Wtedy wlac wrzaca wode. Dodac przyprawy (bez cukru i soli) i gotowac 10 minut od zagotowania sie zupy. Po tym czasie dodac groszek, cukier i sol, zmniejszyc ogien do minium i gotowac przez okolo 25 minut. Przed podaniem dodac poszatkowana ostra papryke.