Showing posts with label w słoiku. Show all posts
Showing posts with label w słoiku. Show all posts

Wednesday, June 25, 2008

Magdalenki herbaciane




     Nie jestem fanka slodkich magdalenek i choc uwielbiam ich ksztalt nie czesto je wypiekam. Zlozylo sie jednak tak, ze zostalam zaproszona na aukcje charytatywna w florenckim Instytucie Francuskim i poproszono moje kolezanki i mnie o przygotowanie czegos co umili czas gosciom i nic procz magdalenek nie przychodzilo mi do glowy. Nie bylam przekonana, ale zaczelam szukac przepisow i na wloskim blogu trafilam na magadalenki z herbata w skladzie, ktore bardzo mnie zaintrygowaly. Ciesze sie, ze postanowilam je zrobic, bo bardzo mile mnie zaskoczyly. Herbaciano- miodowy aromat jest swietnie wyczuwalny, a napar sprawia, ze ciastka sa bardzo wilgotne. Najlepsza rekomendacja jest ze zniknely w mig, pieknie sie prezentowaly- zdecydowanie zasluguja na powtorke. Odradzam jedynie przygotowywanie wiekszych ilosci jesli posiadacie tylko jedna blaszke: ja przy szostej stracilam zupelnie cierpliwosc ;-)


Magdalenki Earl Grey

- 2 lyzki herbaty Earl Grey (ja uzylam wedzonej)
- 70ml wody
- 60g cukru
- 2 jajka
- 100g masla
- 125g maki
- ½ lyzeczki proszku do pieczenia
- 2 lyzki miodu akacjowego


     Wode zagotowac, wsypac herbate i parzyc przez ok. 8 minut. Odcedzic, przelac do garnuszka, dodac maslo i podgrzewac, az te sie rozpusci, ostudzic. Jajka ubic z cukrem na bialo, nastepnie dodac herbate z maslem, miod, a na koniec przesiane make z proszkiem do pieczenia. Wlac ciasto do wysmarowanej maslem blaszki, tak by dziurki byly prawie zupelnie pelne. Piec w temperaturze 180 stopni przez ok. 7 minut, az brzegi beda mialy mocny zloty kolor.
     Przepis lekko zmodyfikowany. Pieczenie magadalenek zalecane jest z poczatkowo wyzsza temperatura, ktora obniza sie po ok. 4 minutach od wstawienia ciastek do pieca. Ja zeby sobie ulatwic prace pominelam ta czynnosc.

Monday, May 5, 2008

Lody bananowe i sos czekoladowy




     U mnie kulinarne nudy. Nic nie gotuje, bo siedze prawie caly czas z nosem w ksiazkach. Szybkie salatki, chleb od czasu do czasu i jakis szybki deser to wszystko na co mnie stac ostatnio. Ale wsrod tych szybkich przepisow trafiaja sie perelki, dla ktorych ide po aparat, by moc sie z nimi tutaj podzielic, bo naprawde warto.
     Tak bylo z lodami bananowymi. Zrobilam bardziej z musu, bo banany wygladaly na takie co powinny zostac zjedzone juz kilka dni wczesniej. Zreszta okazaly sie idealne: byly tak slodkie, ze lyzke fruktozy dodalam tylko na wszelki wypadek. Wiec jesli bedzie robic te lody radze samemu dobrac odpowiednia ilosc srodka slodzacego (np. fruktoza, cukier, miod lub syrop klonowy).
     Mialam zamiar podac je z rozpuszczona czekolada, ale okazalo sie ze nie mam. Za to w pamieci mialam sos czekoladowy bez czekolady Tessy Kiros. Musialam przepis pozmieniac, troche z powodu brakujacych skladnikow, troche z powodu zbyt gestej jak dla mnie konsystencji, ale wyszedl ‘absolutnie fantastyczny’ i wszysycy bardzo szczodrze polewali nim lody. Mi sie podoba przede wszystkim za to, ze nie zastyga jak czekolada tylko pozostjae kremowy i lejacy jak prawdziwy sos :-) Tessa pisze, ze mozna go przelac do butelki i przechowywac w lodowce nawet dwa tygodnie. Musze przyznac, ze pomysl mi sie podoba, ale nie moge reczyc, ze moje zmiany na to nie pozwalaja. Nastepnym razem na pewno zrobie z podowjnej porcji, by sie o tym przekonac i na pewno o tym napisze.

Lody bananowe

- ok. 350g juz obranych, dojrzalych bananow
- sok z ½ cytryny
- 300ml mleka
- 150ml smietanki 36%
- 1 lyzka fruktozy

Wszystkie skladniki zmiksowac i wlac do maszyny do lodow.

Sos ‘czekoladowy’

- 160g cukru brazowego
- 50g masla
- 150ml smietanki 36%
- 50ml mleka
- 70g przesianego kakao

Wszystkie skladniki procz kakao przelozyc do garnuszka i gotowac, az maslo sie rozpusci. Wtedy dodac kakao, wymieszac dokladnie i gotowac poki sos nie bedzie gladki. Mozna serwowac cieply (idealny na lodach!!!) lub zimny.

Monday, March 31, 2008

Ciecierzyca prazona



     Paluszki, orzeszki i inne slone przekaski lubi prawie kazdy i znikaja nie wiadomo kiedy. Bardzo czesto mowi sie jak negatywny wplyw maja na nasze zdrowie. Ale o prazonej ciecierzycy na pewno nikt tak nie powie, a przypomina orzeszki arachidowe:-). Pikantnosc mozna uregulowac samemu, odradzam jedynie pominiecie oregano i slodkiej papryki, bo bez nich to juz nie to samo.


Ciecierzyca prazona

- ok. 400g ciecierzycy ugotowanej lub z puszki
- 3-4 lyzki oleju
- 1 lyzeczka slodkiej papryki
- 1 lyzeczka oregano
- 1 lyzeczka soli
- ½ lyzeczki peperoncino
- ½ lyzeczki proszku curry
- duza szczypta pieprzu

     Ciecierzyce dokladnie osuszyc papierowym recznikiem i przesypac do duzego naczynia. Wlac olej i wymieszac tak, by kazde ziarenko sie nim pokrylo. W osobnej miseczce wymieszac wszystkie przyprawy, dodac je do ciecierzycy i dokladnie wymieszac, by ziarenka sie nimi oblepily. Tak przygotowane wylozyc na blache do pieczenia, musza byc luzno, nie nachodzic na siebie. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 140 stopni na ok. 30 minut, ruszajac energicznie blacha co 10 minut. Po tym czasie wylaczyc go zostawiajac ciecierzyce jeszcze przez ok. 15 minut w srodku.
! Czas pieczenia trzeba kontrolowac samemu, bo zalezy to od ciecierzycy. Powinna wyjsc chrupiaca na zewnatrz, a miekka w srodku, bardzo przypominajaca w konsystencji orzeszki arachidowe. Gotowe ziarenka przestudzic i przechowywac w szczelnym pojemniku, bo szybko wysychaja. !

Wednesday, March 26, 2008

Lebney/Lebneh

 

     We Wloszech wielkanocny poniedzialek to Pasquetta, ktory tradycjnie jest dniem wycieczek.Ja juz od 3 lat ten dzien spedzam z moim przyjaciolmi na pikniku nad morzem. Niestety w tym roku pogoda pokrzyzowala nam plany, ale postanowilismy ze tradycji musi byc zadosc i ... zorganizowalismy piknik w domu. Wsrod salatek, kanapek i ciast plotkowalismy zartowalismy i standardowo gralismy w Trivial Pursuit i... bylo fantastycznie. Regula, ze nie wazne gdzie, a wazne z kim sprawdza sie zawsze :-)



     Wsrod tony jedzenia znajdowaly sie takze kulki z serka jogurtowego. Jadlam je pierszy raz w Syrii baardzo dawno temu, serwowane na sniadanie w picie z burakiem z octu i brzoskiwniami z syropu- nawet ja, dawniej zamknieta na nowosci bylam nimi zachwycona. Pozniej zdarzylo mi sie je widziec w ‘restauracji’ blisko mojego starego mieszkania i tam serwowane byly w normalnej picie z warzywami jako danie wegetariankie lub smarowane na cienkim chlebku polane miodem. Gdy zobaczylam je u Sigrid oniemialam, bo nigdy w zyciu nie pomyslalam, ze mozna zrobic je w domu. A bedzie to chyba najprostszy przepis na tym blogu ;-) Wrocilam wiec w stare progi, wypytalam sie o kazdy szczegol, kupilam jogurt i nastawilam serek. Postanowilam, ze -tak jak grillowane warzywa, ktore ser mial akompaniowac- jogurtowe kluki wloze do sloika z oliwa i przyprawami. Pycha!
 




Lebney/ Lebneh - Serek z jogurtu

     Jogurt grecki posolic, wylozyc na wygotowana sciereczke kuchenna. Zawinac w bardzo scisly tobolek i odcisnac najwiecej jak sie da wody z jogurtu. Nastepnie tobolek zawiazac na patyku lub drewnianej lyzce wystarczjaco dlugiej by oparla sie o brzegi dzbanka czy garnka, aby tobolek zwisal luzno. Wstawic do lodowki na 2-3 dni, w ciagu ktorych przynajmniej 2 razy wylac wode z dzbanka/garnka i dodatkowo odcisnac jogurt. Po tym czasie rozwiazac ‘tobolek’ i uformowac z uzyskanego sera kulki wielkosci orzecha wloskiego.
     Wyparzony sloik wypelnic do polowy oliwa i dodac ulubione przyprawy czy ziola. W moim przypadku byl to czosnek w plasterkach, galazka rozmarynu, pieprz czerwony i zielony oraz suszone peperoncino. Wstawic w ciemne i zimne miejsce na ok. 3 dni, mozna do lodowki (w zimnie oliwa zmienia troche konsystencje ale wystarczy zostawic ja w temp. Pokojowej na 2 godz i wroci do normalnego stanu). Po tym czasie jest gotowe do konsumpcji.

Thursday, March 13, 2008

Prawie Nutella :-)




     Jak juz wczoraj pisalam dwie male zmiany w przepisie moga doprowadzic do zupelnie roznego rezultatu. Krem Gianduja byl dzielem przypadku, po prostu nie moglam powstrzymac, zeby nie sprobowac przepisu, ktory Sigrid dostala od jednego ze swych blogowych gosci. A jak to zwykle bywa zawsze w domu czegos brakuje wiec wprowadzilam duze zmiany, ktore wplynely na konsystencje, a przede wszytkim na smak. I choc sam krem jest po prostu cudny, mleko, ktore pozostalo i chec zblizenia sie do smaku slawnej i przez wielu ukochanej Nutelli skonily mnie do jeszcze jednej proby... i tak powstala ‘prawie Nutella’ :-) I choc Krem Gianduja dzieki swojemu wytawno- slodkiemu smakowi pozostanie raczej moim faworytem to i nowy smak zdobyl nasze podniebienia. Ciekawa jestem, czy ktos z zawiaznymi oczami bylby w stanie odroznic wersje domowa od kupnej... :-)
  

Nutella.. no prawie :-)

- 50g orzechow laskowych obranych ze skorki
- 200g mleka skondensowanego slodzonego
- 125g masla
- 100g czekolady mlecznej
- 30g czekolady 74% kakao
- lyzka oleju


     Orzechy podprazyc 2 minuty na suchej patelni. Nastepnie zmielic je na krem w mikserze (ja uzylam mlynka do przypraw)i gotowy przelozyc do miski i dodac do nich mleko, maslo i czekolade. Postawic miske na garnku z lekko gotujaca sie woda i powoli wszystko roztopic, az powstanie gladki i dobrze wymieszany krem. Jesli woda w garnku zbyt mocno sie gotuje, mozna wylaczyc po 5 minutach. Krem bedzie robil sie dluzej, ale bedzie bardziej gesty. Gdy juz wszystko ladnie sie polaczy, zdjac miske z garnka, dodac lyzke oleju dokladnie wmieszac w krem i przelac calosc do czystego sloika. Zostawic do wystygniecia i przechowywac w lodowce.

Wednesday, March 12, 2008

Krem czekoladowo- orzechowy Gianduja



     Czasem lepiej nie chodzic po blogach, szczegolnie gdy ma sie dzien pelen zajec :-) Wczoraj rano, przez przypadek i doslownie na chwilke zajrzalam do Sigrid i nogi same mnie poniosly do kuchni. Jej przepis na nutelle dostosowalam do stanu spizarni i powstal krem o cudnym smaku, ktory nie ma nic wspolnego z Nutella. Za to jest identyczny do kremu Gianduja, ktory kupujemy w slawnej florenckiej czekoladziarni Rivoire. Nie ma chyba slow, zeby go opisac. Po prostu cudo! W dodatku przygotowanie, jesli macie juz wylupane orzechy zajmuje bardzo malo czasu i sam krem gestnieje bardzo szybko. Z podanych nizej ilosci uzyskalam ok. 200ml kremu.
     Przyznam, ze dzisiaj zrobilam jeszcze inna wersje tego kremu, ktora w smaku wedlug mnie baaardzo przypomina Nutelle i chociaz przepis jest praktycznie taki sam to postanowilam wstawic go wkrotce jako osobny post, zeby bylo latwiej pozniej go odnalezc :-)


Krem Gianduja czekoladowo-orzechowy

- 50g orzechow laskowych (ze skorka)
- 200g mleka skondensowanego slodzonego
- 125g masla
- 100g czekolady 74% kakao
- lyzka oleju


Orzechy wsadzic na 8 minut do piekarnika, zeby je podprazyc. Nastepnie przelozyc je do czystej sciereczki i troche potrzec by odseparowac troche skorek (ale nie duzo). Nastepnie zmielic je na krem w mikserze (ja uzylam mlynka do przypraw)i gotowy przelozyc do miski i dodac do nich mleko, maslo i czekolade. Postawic miske na garnku z lekko gotujaca sie woda i powoli wszystko roztopic, az powstanie gladki i dobrze wymieszany krem. Jesli woda w garnku zbyt mocno sie gotuje, mozna wylaczyc po 5 minutach. Krem bedzie robil sie dluzej, ale bedzie bardziej gesty. Gdy juz wszystko ladnie sie polaczy, zdjac miske z garnka, dodac lyzke oleju dokladnie wmiszac w krem i przelac calosc do czystego sloika. Zostawic do wystygniecia i przechowywac w lodowce.

Sunday, March 9, 2008

Zaletti



Wprawdzie nie mamy ochoty na slodycze, ale piec lubie wiec nadrabiam zaleglosci w slodkich prezentach. Te ciasteczka, tak jak osoba dla ktorej je upieklam, pochodza z regionu Veneto. Ich nazwa pochodzi od slowa Giallo czyli zolty (Gialletti - Zaletti). Latwo sie domyslic, ze pochodzi ona od kluczowego skladnika tych ciastek czyli maki kukurydzianej. Warto poszukac maki bardzo drobnej lub dodatkowo przemielic, bo gdy uzyje sie tej grubszej ciasteczka charakterystycznie trzeszcza miedzy zebami (choc starsze osoby takie je pamietaja i dla nich tylko te ‘trzeszczace’ sa ok). Wsrod wielu przepisow nie znalazlam zadnego, ktory byl dla mnie przekonujacy wiec postanowialam zrobic cos w stylu ciasta kruchego i przyznam, ze byl to strzal w dziesiatke. Dodatkowo dorzucilam garsc pinioli, by dodac chrupiacy element. Obdarowana osoba szczesliwa wiec i cel osiagniety :-)


Zaletti - Kruche ciasteczka z maka kukurydziana

- 125g maki
- 125g drobnej maki kukurydzianej
- 125g masla (dosyc miekkiego)
- 70g cukru
- skorka starta z 1 cytryny
- 2 zoltka
- ok. 50g rodzynkow namoczonych w cieplej wodzie lub w alkoholu
- garsc pinioli


Wszystkie skladniki szybko zagniesc. Uformowac walek, zawinac w folie i wstawic do lodowki na jedna godzine. Po tym czasie rozgrzac piekarnik do 180 stopni. Walek pokroic na 1,5-2 centymetrowe plastry. Kazdy krazek uszczypnac po dwoch przeciwleglych stronach, by nadac im forme liscia i ukladac je na blasze wylozonej papierem do pieczenia. Piec przez ok. 15 minut, az beda zlote na brzegach.

Saturday, February 23, 2008

Cookies na Czekoladowy Weekend



     I nadszedl czekoladowy weekend. Powiem szczerze, ze bylam troche zdesperowana, gdyz ostatnio w ogole nie mamy ochoty na slodycze i zazwyczaj robie czy pieke je tylko dla kogos. A jak na zlosc w ten weekend nie mialam miec gosci wiec nie bardzo wiedzialam co mam zrobic. Lecz okazalo sie, ze los wczoraj wieczorem przygnal do mnie prawdziwych ciasteczkowych potworow wiec problem rozwiazany :-)
     Jesli chodzi o polaczenie ciasteczka i czekolada juz rok temu znalazlam przepis dla mnie idealny. Sa to cookies czekoladowe z ksiazki ‘PH:10’ Pierre Herme, o ktorych napisala Sigrid . Sa bardzo czekoladowe, lekko ciagnace w srodku, slodycz jest przelamana przez odrobine fleur de sel (uwielbiam polaczenia slodkiego ze slonym!!!). Po prostu pycha!


Cookies z czekolada i fleur de sel

- 230g czekolady gorzkiej jak najlepszej jakosci (min. 70% kakao)
- 270g maki
- 46g kakao dobrej jakosci (ja uzywam Van Houten)
- 8g sody oczysczonej
- 225g masla miekkiego
- 165g cukru brazowego
- 75g cukru
- 5g fleur de sel
- 3g ekstraktu z wanilii

Wymieszac make, kako i sode i przesiac do miski. Dodac cukry, ekstrakt z wanilii, sol, posiekana drobno czekolade. Wyrobic bardzo krotko na zwiezle ciasto. Uformowac walki o srednic ok. 4cm i schlodzic przynajmniej przez godzine (ja wstawilam je do zamrazarki). Rozgrzac piec do 170 stopni, walki pokroic na dwu centymetrowe plastry i ukladac na blaszce wylozonej papierem do pieczenia w dosyc duzych odleglosciach (ja ukladam po 9 ciastek). Piec przez ok. 10-12 minut. Po tym czasie wyjac blache z piekarnika, i zostawic tak na okolo 5 minut zeby ciastka dobrze sie ‘zwiazaly’. Studzic na kratce. Z podanej porcji wychodzi mi ok. 60 ciastek.


Sunday, February 3, 2008

Caluski :-)



     To zdecydowanie moje ulubione ciasteczka, ktore do tej pory zawsze kupowalismy. Ale zapasy orzechow laskowych sklonily mnie do zrobienia ich w domu. I choc wygladem roznia sie troche od tych kupnych to w smaku bija je na glowe. Pierwszy raz tez, moje ciasteczka wygladaja lepiej niz na zdjeciu w ksiazce ('Cioccolato&Co.'), co jest powodem mojej ogromnej dumy ;-) Tylko nie popelniajcie mojego bledu i nie zanoscie ich nikomu w prezencie. Wprawdze przyjaciele beda Was uwielbiac, ale dom bez tych caluskow (baci= wl.calusy) taki jakis smutny sie wydaje... :-)

Baci di dama- Orzechowe ciasteczka przekladane kremem czekoladowym

Ciasteczka:
- 200g masla w temperaturze pokojowej
- 200g maki
- 200g cukru drobnego
- 200g zmielonych bardzo drobno orzechow laskowych

Krem:
- 100g maslo w tepmeraturze pokojowej
- 50 cukru pudru
- 25g kakao

     Maslo wymieszac dokladnie z maka. Nastepnie dodac cukier i orzechy i wymieszac lyzka lub mikserem, az wszystkie skladniki dobrze sie polacza. Uformowac kulki o srednicy okolo 3cm i ukladac w odstepach na blaszce wylozonej papierem do pieczenia. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 15 minut. Ciasteczka sa gotowe jak ich brzegi sa zlote. Zdjemowac z blachy ostroznie caly papier, bo ciasteczka sie sypia. Dopiero stygnac twardnieja.
     Skadniki kremu dokladnie wymieszac, smarowac niewielka iloscia spod ciastka i sklejac z drugim. Przechowywac w szczelnym pojemniku.

Wednesday, January 30, 2008

Tlusty Czwartek



     Juz jutro Tlusty Czwartek. Szczerze mowiac zazwyczaj wcale nie obchodze tego swieta. Po prostu dla mnie smazone slodycze (zreszta tak jak ciasta), to nie to co mus czekoladowy chociazby :-) W zeszlym roku dla Lubego robilam paczki Tatter - choc to bardziej z przekory, zeby swietowac w czwartek a nie tak jak we Wloszech we wtorek, czyli w nasze ostatki;-) Bardzo nam smakowaly (tak! nawet mnie!) i szczerze mowiac myslalam, ze w takim razie w tym roku zrobie powtorke. Jednak nie mam oleju, sklep daleko no i czasu malo...
     Lecz przegladajac ostatni numer ‘Sale&Pepe’ znalazlam przepis na chiacchiere pieczone. Chiacchiere to takie nasze faworki. Tak naprawde ta nazwa, ktora oznacza plotki uzywana jest tylko w okolicach Mediolanu. W Toskanii to juz Cenci (czyli scierki), chociaz im blizej do toskanskiego wybrzeza tym czesciej znane sa pod nazwa Donzelle (w starym wloskim to panny). Na polnocy w Trentino to juz Cro’stoli , w Piemonte Bugie (wl. klamstwa) itd. Praktycznie kazdy region ma kilka swoich nazw co dla obcokrajowcow kreuje ogolne zamieszanie bo niewiadomo o co chodzi... Teraz najczesciej jak slysze o jakis tradycjonalnych slodyczach i jakas dziwna nazwe to zakladam, ze mowa wlasnie o tych ciasteczkach i w 95% sie nie myle :-) Sama tradycja ich smazenia pochodzi z bardzo dawnych czasow, bo od fricitilia czyli slodyczy smazonych w smalcu w czasie karnawalu w antycznym Rzymie. Przygotowywano je w gromnych ilosciach, bo mialy starczyc na caly okres Wielkiego Postu.
     Zaczelam sie zastanawiac kiedy ostatni raz jadlam faworki? Jakies 10 lat temu? Pewnie nawet wiecej... Przepis nie przewidywal smazenia w glebokim tluszczu a piecznie w piecu i tak ...nie wiem szczerze mowiac kiedy... skonczylam z rekami w mace :-) Robi sie je raz dwa. W smaku sa inne oczywscie inne od faworkow smazonych, przypominaja bardziej cienkie kruche ciasteczka. Bardzo mila odmiana :-)

Wloskie ‘faworki’ pieczone
- 250g maki
- 50g cukru (najlepiej drobnego)
- 25g miekkiego masla
- 2 jajka
- 2 lyzki Marsali
- skorka starta z cytryny
- 2 lyzeczki cukru waniliowego
- pol lyzeczki proszku do pieczenia
- cukier puder do dekoracji

     Przesiana make wymieszac z cukrem, cukrem waniliowym, skorka z cytryny. Wbic w srodek jajka, dodac maslo, Marsale i proszek do pieczenia i wyrobic gladkie ciasto. Starac sie jak najmniej podsypywac maka. Zawinac je w folie i wstawic na godzine do lodowki. Po tym czasie rowalkowac ciasto bardzo cienko, ok. 1mm. Wyciac prostokaty, naciac je dwa razy na srodku i ukladac gotowe ciastka na blaszce wylozonej papierem do pieczenia. Piec w temperaturze 180 stopni przez ok. 12 minut, az beda lekko zlote. Zostawic na troche, az troche przestygna i posypac cukrem pudrem.

Monday, December 3, 2007

Salame dolce



     Chyba kazdy ma swoj ulubiony przysmak z dziecinstwa. Ja pamietam swoje uwielbienie do bloku czekoladowego, sprzedawanego na stoisku z nabialem. Byl to przeogromny blok, z ktorego panie ekspedientki odkrawaly malutkie (za male! w koncu musialam sie dzielic ze starszym bratem) kawalki- takie male wynagrodzenie za dlugie stanie w kolejce po maslo :-) Powiem szczerze, ze chociaz co chwile widze gdzies przepisy na rozne wersje slodkich blokow to moje mleko w proszku musi poczekac na lepsze czasy. Po prostu boje sie, ze moj ‘mit’ dziecinstwa runie na calego...
     We Wloszech takze istnieje taki substut czekolady dla dzieci. Oczywiscie nikt z moich znajomych nie pamieta stania w kolejce po maslo dluzej niz 2 minuty, a czekoladowy salceson wcale nie jest sprzedawany w sklepach- mimo to wszyscy daza go ogromnym sentymentem. I musze przyznac, ze jest naprawde wyjatkowy- robi sie go w kilka minut, skladniki nie sa wcale wyszukane, a efekt niesamowity. Pieknie zapakowany stanowi swietny prezent, np. na zblizaja sie gwiazdke. Radze tylko uzyc naprawde dobrego kakao, np. Van Houten co pozwoli uzyskac bardzo mocny kakaowy aromat, a prawie czarny kolor pozwoli temu deserowi przypominac prawdziwy salceson :-)




Salame dolce

- 220g herbatnikow maslanych lub innych kruchych ciastek
- 100g cukru jasnego Demerara
- 150g masla
- 2 zoltka
- 4 lyzki kakao
- 2 lyzki Marsali lub rumu


Utrzec cukier z zotkami, az powstanie gladki krem. Dodac rozpuszczone na malym ogniu i wstudzone maslo. Nastepnie wmieszac kakao i Marsale lub rum. Herbatniki pokruszyc drobno ale zostawiajac niektore kawalki troche wieksze. Wmieszac w krem. Powstanie gesta masa, ktora nalezy wylozyc na folie spozywcza i uformowac z tego walek. Wstawic do lodowki najlepiej na cala noc. Kroic na plastry.

Wednesday, November 7, 2007

Cookies



     Nie wiem czemu, ale w jezyku wloskim sa ciastka i cookies. Bardzo podoba mi sie takie rozronienie. Jako mala dziewczynka ogladalam Ulice Sezamkowa z moim ulubionym muppetem- Ciasteczkowym potworem (Cookie Monster) wiec nazwa ta bardzo mi opowiada i jest jednym z niewielu wyjatkow, przy ktorych uzywanie angielskiego slowa w ogole mi nie przeszkadza. Tym bardziej, ze pochodzi od duskiego slowa ‘koekie’ (male ciastko), czyli jestesmy w Europie, nie? ;-)
     Te ciasteczka to nic innego niz nasze rodzime Pieguski, ktorych baza sa amerykanskie ciastka: duze, okragle, cienkie, bardzo chrupiace i pelne czekolady lub orzechow. I wprawdzie w moim domu nie ma ciasteczkowego potwora i nie znikaja one szybko w niewiadomych okolicznosciach, to jednak mamy duzy sloj pelen slodkich niespodzianek i jak powoli zaczyna byc widac dno, zabieram sie do szukania nowych przepisow. Tym razem wybor padl na przepis ze starego numeru Sale e Pepe i polecam go wszystkim, bo ciasteczka sa –jak dla mnie- idealne. Sa superchrupiace, pelne czekolady, a co najwazniejsze robi sie je w 5 minut (bez pieczenia oczywsicie).



Cookies z czekolada

- 150g masla solonego (lub maslo zwykle+ 5g soli)
- 70g cukru
- lyzka ekstraktu waniliowego
- 150g maki
- 170g kropelek czekoladowych lub gorzkiej czekolady pokrojonej na drobne kawalki
- 140g posiekanych migdalow (ja wymieszalam migdaly i orzechy laskowe)

     Maslo ubic na puch z cukrem, dodac wanilie, make, czekolade i orzechy, dobrze wymieszac. Z ciasta robic kulki i ulozone w odstepach na blaszce wylozonej papierem do pieczenia, troszke je zgniesc, az beda mialy srednice okolo 4 cm. Piec w piekarniku nagrzanym do 175 stopni przez okolo 14 minut, az beda mialy zlota obwodke. Ciateczka po wyjeciu sa dalej bardzo miekkie, prawie plynne, wiec nie nalezy ich przenosic i dotykac, bo sie polamia. Powinny przestygnac przez okolo 6-7 minut na blaszce gdzie stwardnieja, pozniej studzic na kratce.

Sunday, November 4, 2007

Krakersy



     Wraz z jesienia nadszedl czas na dluzsze przebywanie w domu i czestsze przyjmowanie gosci. Jak juz kiedys pisalam uwielbiam idee apertifu i kolacji na stojaco. Czesto robie tartinki na krakersach z przeroznymi dodatkami i tym razem postanowilam upiec je sama. Bardzo nam smakuja. Warto posypac je makiem i sezamem, ale sukces duzy za kazdym razem maja takze te posypane kminem lub slodka papryka. W nawiasach podaje zamienniki dla osob z nietolerancja laktozy. Oczywiscie nie moglam sie oprzec i uzylam mojej nowej cudnej foremki ;-)



Krakersy serowe

- 150g masla (margaryny) w kawalkach
- 150g maki
- 150g parmezanu (pecorino) startego
- 1 zoltko
- sezam, mak lub przyprawy do posypania

     Make wymieszac z serem. Dodac maslo i rozetrzec wszystko, az bedzie mialo konsysytencje bulki tartej. Nastepnie dodac zoltko i szybko zagniesc, zawinac w folie i wlozyc do lodowki na 30-60 minut. Na wysypanej maka powierzchni rozwalkowac ciasto na grubosc ok. 1cm. Wycinac karekersy w ulubione ksztalty, ukladac na blaszce wylozonej papierem do pieczenia, posypac wybranym dodatkiem i piec w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 20 minut. Studzic na kratce.

Monday, October 22, 2007

Ciateczka bez nazwy



     Pamietacie ciasteczka biszkoptowe obsypane makiem i sklejone marmolada jak markizy? Takie wlasnie pytanie zadalysmy sobie z Bernadetta i Tatter. Okazalo sie, ze mocno siedza w naszych wspomnieniach. Ale zadna z nas nie wie jak sie nazywaly. Nasze poszukiwania spelzly na niczym. Niektore cukiernie nadal maja je w swojej ofercie jako ‘Baletki’. Osobiscie kusi mnie by nazwac je polskimi macaron, bo czy nie przypominaja tych super eleganckich ciasteczek-bezikow?



     Tak samo jest z przepisem na te delicje. Chyba nigdy nie spedzilam tyle czasu w necie na szukaniu odpowiedniej receptury. Zazwyczaj jest ich duzo, az za duzo i nie wiadomo w czym wybrac. W tym przypadku jednak pojawia sie on na niewielu stronach i jest to zawsze ten sam przepis, wiec trudno okreslic prawdziwego autora i dlatego nikogo tym razem nie zacytuje (chociaz nie jest mojego autorstowa). Zrobilam z 1/3 porcji i wyszlo mi 15 juz zlozonych ciasteczek. Na poczatku wcale nie przypominaly one biszkopcikow, bo byly chrupiace ale z biegiem czasu troche zmiekly. Moze po dniu lezakowania rozplywalyby sie w ustach? Kto wie, nie doczekaly:-) Bardzo nam posmakowaly. Z braku marmolady przelozylam je gesta konfitura jagodowa. Przepis wpisze w ilosciach, ktorych ja uzylam. A i wybaczcie to pierwsze zdjecie, ale nie moglam mu sie oprzec...:-)



Ciasteczka biszkoptowe z makiem vel Baletki

- 1 jajko
- 2 lyzki cukru
- kilka kropel esencji waniliowej
- 1/3 szklanki maki przesianej
- mak
- marmolada lub gesta konfitura do przekladania

     Jajko ubic z cukem na parze, nastepnie dodac esencje waniliowa i wmieszac delikatnie make. Na blaszce wylozonej papierem wyciskac z worka, lub nakladac lyzeczka male porcje w srednich odstepach. Posypac je makiem i upiec przez 10 minut w temp. 180 stopni. Gdy wystygna, sklejac marmolada jak markizy.

Friday, October 12, 2007

Czekoladowe koszyczki



     Mniej wiecej rok temu z okazji dosyc waznej dla nas okazji przygotowalismy kolacje dla przyjaciol i moje mysli zaprzataly wylacznie przeklete pucharki. Czemu przeklete? Bo wymyslilam sobie, ze na deser beda domowe lody, a nigdzie, doslownie nigdzie nie moglam dostac ladnych pucharkow, by je podac.
     Idea lodow mnie nie opuszczala, jednak zaczelam przegladac ksiazki kucharskie w nadzieji, ze znajde cos co mi spodoba. I... bez rezultatow. Ale w „Czekoladzie” wydawnictwa Parragon znalazlam przepis na czekoladki, ktore zrobione w wersji maxi moglyby byc idealnymi ‘koszyczkami’ na lody. Sprobowalam i musze powiedziec, ze efekt przeszedl moje oczekiwania. Tak bardzo, ze pomyslu od tego czasu uzylam juz wiele razy, nadziewajac je lodami, musami i roznymi kremami. Tym razem przygotowalam pianke z deseru Osme niebo, ktory na pewno tutaj sie pojawi.



Koszyczki z czekolady

- czekolada gorzka, najlepiej powyzej 60%
- pedzelek
- papilotki do mufinow lub trufelkow (w zaleznosci jakiej wielkosci potrzebujemy koszyczki)

     Rozpuscic czekolade w kapieli wodnej. Pedzelkiem smarowac dosyc grubo wnetrze papilotek. Ustawiac dnem do gory, najlepiej w lodowce. Gdy juz zastygna delikatnie odrywac papier. Najlatwiej najpierw oderwac spod, a pozniej wzdluz boku. Moja rada: gdy czekolada juz zastygnie, popatrzec pod swiatlo i tam gdzie widac, ze warstwa czekolady jest przeswitujaca, posmarowac jeszcze raz.




Mus czekoladowy z Osmego nieba

- 250g ricotty
- 100g czekolady
- 50g smietanki
- wisienki z syropu lub kandyzowane skorki z pomaranczy

     Czekolade rozpuscic w kapieli wodnej. Mikserem ubic ricotte ze smietanka, nastepnie dodac czekolade. Podzieli krem na dwie czesci i do jednej dodac wisienki, a do drugiej skorki pomaranczowe. Do wersji pomaranczowej mozna dodac kilka lyzek Cointreau.

Thursday, October 4, 2007

Dyniowe ciasteczka



     Dynia juz na stale zagoscila w mojej lodowce. I w przenosni i naprawde, bo z Werony przywiozlam 3 ogromne dynie typu Marina di Chioggia, bowiem w Toskanii bardzo trudno je dostac. I chociaz moj czas poswiecony na gotowanie zostal ostatnio zdecydowanie ograniczony, to mimo wszystko szukam nowych inspiracji na dania z tym warzywem, bo chociaz Risotto z dynia jest absolutnie numerem 1, to bardzo jestem ciekawa takze innych potraw- szczegolnie na slodko. Dlatego bardzo sie ucieszylam, gdy Sylwia z forum Cincin przygotowala ciasteczka z dyni. Nie moglam ich nie sprobowac.

     Okazaly sie przepyszne, choc jak dla mnie za bardzo korzenne. Zauwazylam, ze ostatnio wole swiezy smak cytrusow, niz przypraw. Dlatego zamiast glazury, udekorowalam je pomaranczowym lukrem. Nie wiem czy tak ma byc, ale na drugi dzien zupelnie stracily swoja chrupkosc, jednak bardzo zyskaly na smaku. Zdecydowanie polecam!



Dyniowe ciasteczka
cytuje „

- 2 1/2 szklanki mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka sody
- 2 łyżeczki cynamonu
- 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
- 1/2 łyżeczki mielonych goździków
- 1/2 łyżeczki soli
- 1/2 szklanki zmiękczonego masła
- 1 1/2 szklanki cukru
- 1 szklanka przecieru dyniowego z puszki
- 1 jajko
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

     Nagrzej piekarnik do 175‘C. Wymieszaj mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cynamon, gałkę, goździki i sól; odstaw na bok. W średniej misce utrzyj masło i cukier. Dodaj dynię, jajko i łyżeczkę ekstraktu waniliowego, ucieraj aż masa będzie kremowa. Wmieszaj suche składniki. Ciasteczka nakładaj na papier do pieczenia łyżką, lekko spłaszcz. Piecz 15-20 minut w nagrzanym piekarniku. Ostudź ciastka, posmaruj glazurą.

Wednesday, September 26, 2007

Vin Santo z Cantuccini



     Wiele razy pytano mnie co nalezy przywiezc z Toskanii, a ja nieodmiennie powtarzam, ze Vin Santo. Jes to wino likierowe, dosyc mocne (circa 16%) o cudownym ziolowo-owocowym aromacie i pieknym bursztynowym kolorze. Produkowane jest z suszonych na sloncu lub na sianie winogron szczepu Malvasia w procesie ktorym ich slodkosc i zapach wielokrotnie sie intensyfikuje. Po okolo dwoch miesiacach winogrona umieszczane sa w beczkach gdzie podawane sa procesom fermentacji i pozniejszemu lezakowaniu. Po zabutelkowaniu Vin Santo musi znow lezakowac poniewaz proces przelewania do butelek jest dla niego nadzwyczaj stresujacy co blokuje jego aromaty. Jednak podczas ‘odpoczynku’ jego smak znow sie uwalnia, by pozniej cieszyc nasze nosy i podniebienia . Idealne na deser chociaz jego wytrawna wersja serwowana jest takze jako aperitif. Koniecznie schlodzone do temperatury 10-12 stopni.
     Wino to produkowane jest juz od sredniowiecza, a jego nazwa wcale nie pochodzi od faktu (jak podaje wiele zrodel), ze bylo podawane podczas mszy swietej. Natomiast wiaze sie ona z Rada Ekumeniczna, ktora odbyla sie we Florencji w 1439 r. i gdzie metropolita grecki Giovanni Bessarione, poczestowany tym winem stwierdzil, ze to wino z Xantos, likierowe wino z Santorini. Wielu sie przeslyszalo i uslyszalo Vino Santo (wl. wino swiete), reszta udala, ze tak uslyszala, bo okazalo sie dzieki temu winu Rada Ekumeniczna doszla duzo szybciej do porozumienia...;)

     Klasycznym dodatkiem do Vin Santo sa Biscotti di Prato. To nic innego jak oryginalna wersja Cantuccini, gdzie rygorystycznie jedynymi skladnikami sa maka, cukier, jajka, migdali i orzeszki pinii. Na poczatku cantucci czy cantuccini byly duzo tansze i byly to po prostu pietki i nie byly bardzo uwazane. Jednak gdy do oryginalnego przepisu na Biscotti dodano proszek do pieczenia i troche masla, by byly mniej twarde dano im nazwe Cantuccini.



Cantuccini

- 250g maki zwyklej
- 150 g cukru
- 2 jajka
- plaska lyzeczka proszku do pieczenia
- lyzka masla
- kieliszek Vin Santo
- migdaly (najlepiej nieobrane)
- otarta skorka z cytryny lub pomaranczy

     Wymieszac dobrze wszystkie skladniki , ciasto bedzie klejace. Uformowac dwa podluzne i cienkie walki i piec w temperaturze 200 stopni przez 20 minut. Nastepnie wyjac z piekarnika, pokroic walki na plasterki o grubosci okolo 2cm, ulozyc na blaszce i piec przez 5 minut z kazdej strony.

Tuesday, September 11, 2007

Bigne



     Ostatnio realizuje jedzeniowe zachcianki bliskich i tym razem padlo na bigne (fr.beignet). Tak naprawde to chcialam zrobic eklerki i przeciete wypelnic kremem- tak przygotowane wedlug mnie prezentuja sie o wiele lepiej, no i takie pamietam z polskich cukierni. Jednak tutaj szczytem popularnosci ciesza sie okragle bigne. To one daly nazwe ciastu choux, ktore we jezyku francuskim znaczy kapusta- na czesc malych upieczonych juz kulek, przypominajacych male glowki kapusty;)
     Wbrew temu co sie sadzi, przepis jest bardzo prosty, a zachwytom nie ma konca. Tym razem, wypelnilam je moim ulubionym kremem cukierniczym (bez skorki cytrynowej), do ktorego wtarlam 200g gorzkiej czekolady. Lepiej jest przyrzadzic go troche wczesniej, wtedy w pelni moze uwolnic sie smak czekolady. Ja nie lubie kiedy bigne sa polane duza iloscia sosu czekoladowego tak jak w Profiteroles wiec tylko musnelam je rozpuszczona na parze czekolada.



Ciasto choux na bigne, ptysie, eklerki i inne

- 1 szklanka wody
- 125g masla
- szczypta soli
- 200g maki
- 4-6 jajek

     Zagotowac wode z maslem i sola, gdy zaczyna wrzec dodac za jednym razem cala make. Wymieszac dobrze dewniana lyzka i gdy juz utworzy sie kula zostawic jeszcze na kilka minut zeby odparowala resztka wody. Zostawic do przestygniecia. Nastepnie, ubijajac mikserem lub drewniana lyzka, dodawac po jednym jajku wczesniej rozbitym. Jajek nalezy dodac tyle ile potrzeba, zeby powstalo bardzo geste, lsniace ciasto. Przelozyc ciasto do rekawa cukierniczego i wyciskac kasztalty i wielkosc wg upodobania. Piec w nagrzanym do 200 stopni piekarniku przez 18-20 minut nigdy go nie otwierajac. Po wystygnieciu nadziewac ulubionym kremem lub bita smietana.


Wednesday, July 11, 2007

Znów słodko...



     ... a nawet za słodko. Ja wcale nie przepadam za bezami. Dla mnie, redukującej zawsze ilość cukru w ciastach, to zwykły ulepek. Nabiera jednak smaku i staje się najwspanialszym deserem na świecie, gdy przygotuje się go samemu. Ja spróbowałam pierwszy raz i to bardziej przy okazji. Ktoś poprosił mnie o spody bezowe, a że zostało jeszcze troche białek zrobiłam też trochę bez o różnych wielkościach do dekoracji. Pech chciał (a raczej moje niedoświadczenie), że blaty nie są kruche tak jak trzeba. Za to bezy wyszły idealne!!! I piękne! Może to nieskromne, ale wszystkie próby użycia rękawa cukierniczego do tej pory kończyły się fiaskiem;)



Bezy

- 100g białek
- 200g cukru
- sok z cytryny

     Ubić na małych obrotach dobrze schłodzone białka ze szczyptą soli. Jak piana będzie sztywna dodawać małymi porcjami cukier cały czas miksując. Jak kryształki cukru się rozpuszczą dodać sok z cytryny. Suszyć w piekarniku nagrzanym do 120 stopni z wentylacją przez ok. 45 minut.