Zanim usune naglowek z figami jeszcze jedena szybka przekaska. Wprawdzie to nic wielkiego i pewnie nawet nie zasluguje na wpis, ale figi sa tak atrakcyjnym obiektem do fotografowania, ze pewnego razu wzielam aparat i zajadajac takie grzanki, kilka sfotografowalam. Narzekalam, ze mam za duzo fig, a jak sie skonczyly smutno sie zrobilo... ;)
Grzanki z figami
Przepis tak naprawde nie istnieje. Wez swoj ulubiony chleb i zrob z niego grzanki na twoj ulubiony sposob. Gdy sa gotowe posmaruj je swoim ulubionym serem, udekoruj wybrana salata oraz ulubiona wedlina. Figi pokroj na cwiartki i uloz na gorze. Skrop oliwa i obsyp swiezo zmielonym pieprzem. Smacznego!
Wednesday, October 7, 2009
Grzanki z figami
Monday, May 4, 2009
Truskawki z wedzona szynka
Przyznaje sie bez wstydu. Odkad pojawily sie prawdziwe truskawki chodze z ciaglym bolem brzucha z przejedzenia ;) I nawet nie probuje nic z nimi robic, najpierw trzeba zaspokoic caloroczny glod;) Jedynie do czego moge zmusic, to obwinac je plastrem wedzonej szynki i skropic octem balsamicznym. Pracy bardzo malo, a tak ubrana truskawka staje sie swietna lekka przekaska. Polecam takze ananasa w tej wersji :)
Truskawki z wedzona szynka i octem balsamicznym
- truskawki
- wedzona szynka
- ocet balsamiczny (jeszcze lepiej jego redukcja)
Truskawki umyc i osuszyc. Obwinac wokol kazdej cieniutki plaster szynki wedzonej (by lepiej sie trzymalo spiac wykalaczka). Skropic calosc octem balasmicznym albo jego redukcja (wystarczy gotowac na bardzo malym ogniu ocet balsamiczny, az wyparuje okolo polowa plynu, w ten sposob powstanie gesty sos). Serwowac natychmiast :)
Friday, April 24, 2009
Szparagi z jajkiem w koszulce
Kiedy zaczyna sie szparagowy sezon, ilosc kupowanych przez nas jajek drastycznie rosnie. Bo czy jest cos pyszniejszego niz te zielone warzywa w zlotym niemalze zoltku? Dlatego bylam bardzo rozczarowana, kiedy na wielkanocny obiad, zamiast takiej wersji podano mi biale szparagi z Mambrotty z jajkiem ugotowanym na twardo. Zjadlam z ochota, ale gdy tylko mialam dostep do kuchni przez 3 dni gotowalam tylko jajka w koszulce i podsmazalam kilogramy szparagow, by nasycic glod ktory kumulowal sie od zeszlej wiosny;). Polaczenie idealne!!
Szparagi z jajkiem w koszulce
- 200g mlodych szparagow
- 2 jajka
- 1l wody
- 2 lyzki octu z bialego wina
- 2 lyzki oliwy
- sol i pieprz
- tymianek
Szparagi obrac, umyc, skropic oliwa i krotko posmazyc na patelni grillowej. Doprawic sola i pieprzem. Wode z octem zagotowac. Jajka pojedynczo wybic na talerz i delikatnie zsunac do wrzatku. Po chwili cedzakowa lyzka narzucic ugotowane bialko na zoltko (czynnosc, ktora mi NIGDY nie wychodzi ;) ), gotowac przez 2 minuty, a nastepnie przelozyc jajko na moment do miski z zimna woda. Szparagi ulozyc na talerzu, nastepnie na nich jajko w koszulce. Doprawic sola i pieprzem i udekorowac swiezym tymiankiem.
Thursday, April 16, 2009
Tarta Tatin na slono z karczochami
Chcialam Wam przede wszystkim podziekowac za tyle milych swiatecznych zyczen. U mnie minely bardzo szybko i tak jakby przypadkiem. Jedyny akcent swiateczny jaki sie pojawil to tradycyjny tutaj Wielkanocny obiad. Dostalam wiele maili z pytaniami co do swiat we Wloszech wiec mysle, ze wkrotce pokaze jak wygladal nasz wielkanocny posilek(ale to juz w mojej, ulepszonej wersji ;). Tradycji Lanego Poniedzialku tutaj nie ma, i choc ku nieszczesciu mojego ukochanego, ja zazwyczaj dale upust polskim zwyczajom w tym roku nawet ta czesc zostala pominieta. W poniedzialek obudzilam sie pozbawiona glosu i jakikolwiek dzwiek probuje sie wydostac z mojego gardla przypomina jedynie stekniecia starej foki;) Najwazniejsze, ze mamy juz dostep do internetu no i do kuchni co oznacza, ze w koncu mozemy jesc normalnie. Wprawdzie mysle, ze bez kanapek jedzonych w biegu niestety sie nie obejdzie, ale mimo wszystko mam nadzieje dac upust mojej wielkiej ochoty do gotowania.
Przyznam, ze obawialam sie, ze sezon na karczochy juz sie skonczyl, ale ku mojemu ogromnemu szczesciu udalo mi sie kupic piekne Mamme czyli karczochy rzymskie. To moja ulubiona odmiana. Maja wyrazny smak, sa miekkie wiec gotuja sie bardzo szybko ale bardzo czesto jemy je takze surowe. Co bardzo wazne dla mnie: nie czarnieja tak bardzo jak inne odmiany i nawet dlugie pieczenie nie pozbawia ich pieknych kolorow zieleni wpadajacej w fiolet. Kupilam od razu wieksza ilosc, ale ze w sobote wracam na kilka dni domu, do Florencji, postanowilam upiec cos pozwoliloby zuzyc je wszystkie. W pamieci mialam tarte tatin, ktora pojawila sie rok temu lub dwa w gazecie Sale e Pepe, wiec bazujac sie na zdjeciu, ktore utkwilo mi w pamieci na tak dlugo, postanowilam sprobowac stworzyc cos podobnego. Najwiecej czasu zajmuje obranie karczochow, reszta pracy to naprawde kilka chwil. Ja uzylam ciasta francuskiego na mace razowej, ale mozna uzyc takze kruche. Tarta zniknela doslownie w mig, a ze wstydem przyznam, ze jedlimsy ja we dwojke (tak naprawde we trojke, bo nasz pies Bill jest takim samym fanem karczochow jak my i juz w trakcie robienia zdjec uzywal wszystkich znanych mu sztuczek, by ukrasc chociaz kawalek;)
Tarta Tatin z karczochami
- 8-10 karczochow
- szklanka bulionu warzywnego (moze byc z kostki)
- ok.50 g wedzonego sera lub mozzarelli
- 3-4 lyzki tartego parmezanu
- kilka bardzo cienkich plastrow wedzonej szynki speck lub innej
- ciasto francuskie lub kruche
Tortownice o srednicy 24cm wylozyc papierem do pieczenia. Karczochy obrac i przyrzadem do robienia kulek z owocow (na pewno ma nazwe ale za nic nie moge sobie przypomniec) wyczyscic srodki. Lodygi odciac przy podstawie i takze oczyscic. Do niskiego garnka wlac bulion i wrzucic karczochy na ok. 3 minuty, by lekko sie obgotowaly. Nastepnie wyjac, osuszyc i do kazdego srodka wlozyc po malutkiej kostce sera. Ulozyc dowolnie w tortownicy (najlepiej kwiatem do dolu, ale ze moje karczochy nie byly rowne przecielam je na pol i ukladalam naciecieciem wypelnionym serem do gory). w szparach pomiedzy kwaitami ulozcy lodygi. Obyspac wszytsko parmezanem, ulozyc plastry szynki, a nastepnie polozyc ciasto francuskie zaginajac boki do dolu. Podziurawic ciasto gdzieniegdzie widelcem i wstawic do piekarnika nagrzanego do 170 stopni na ok 25 minut. Pyszna i na cieplo i na zimno.
Monday, March 23, 2009
Hummus z papryka
Na pewno kazdy z Was ma ‘awaryjne’ danie lub male conieco. Gdy pusto w lodowce i nikomu nie chce sie isc na zakupy. Gdy po powrocie do domu marzysz tylko o lozku, ale rozsadek mowi, ze trzeba cos zjesc. Gdy nie chce sie gotowac, bo jest goraco. Gdy w planowany samotny wieczor dzwoni dzwonek, a za drzwiami przyjaciele, ktorzy oznajmuja, ze bedzie wieczor z Trivial Pursuit lub Taboo. Gdy rozmowa o gotowaniu na Skypie jest tak wciagajaca, ze wiesz, ze tego dnia juz nic nie ugotujesz;). Przyznam, ze u mnie kroluje ‘awaryjne’ jedzenie. Zazwyczaj sa to rozne sosy. Szybkie, smaczne i zdrowe. Wystarcza pokrojone warzywa i podpieczony na bruschette chleb i po wszystkim. Moim asem w rekawie od zawsze jest hummus. Kiedys namietnie robilam wylacznie ten prawdziwy. Ale pewnego dnia na cinie Bajaderka podala przepis na hummus z pieczona papryka i to zmienilo wszystko. O tego czasu w hummus wmiksowalam juz chyba wszystko. Ale moja ukochana wersja to ta z dodatkiem swiezej czerwonej papryki. Wprawdzie bardzo sfalszowana (chocby przez fakt, ze pomijam zupelnie paste sezamowa), ale pozwala uzyskac sos lekko slodki, a przede wszystkim bardzo swiezy. Poza tym nie bez znaczenia jest fakt, ze dzieki duzej zawartosci wody w papryce, sos nabiera odpowiedniej konsystencji przy minimalnej ilosci oliwy. Samo zdrowie!
Falszywy hummus z papryka
- 1 puszka ciecierzycy (odsaczonej)
- sok z polowy cytryny
- 2 lyzki oliwy
- zabek czosnku
- garsc natki
- ok.1/4 papryki czerwonej swiezej, lub 2-3 platy papryki grillowanej
- sol i pieprz do smaku
Wszystkie skladniki zmiksowac na gladka mase. Podawac z warzywami lub smarowac na chlebie.
Friday, February 27, 2009
Pikantne kotleciki ziemniaczane (lub ziemniaczano-rybne)
Czesto jestem zla na siebie jak ugotuje czegos za duzo, jednak w przypadku ziemniakow i ryb robie to z premedytacja. Bo to swietna okazja, zeby zrobic te pyszne kolteciki. Wprawdzie robie je za kazdym razem inaczej, wrzucajac co mi wpadnie pod reke, ale by moc wpisac przepis poodmierzalam wszystkie skladniki. Wcale nie trzeba sie tego trzymac. Na pewno wyjdzie cos wyjatkowego :)
Kotleciki ( naprawde malutkie, takie na dwa kesy) sa bardzo smaczne we wszystkich wersjach. Gdy glownym skladnikiem sa same ziemniaki dodaje bardzo duzo przypraw, by byly bardzo pikantne. W wersji z dodatkiem ryby staram sie nie przesadzac z dodatkami, bo calkowicie zostanie przykryty jej smak ( polecane dla ‘rybich niejadkow’;) ). Danie na zdjeciu przygotowane zostalo z miesem krabowym. To zdecydowanie moja ulubiona wersja.
Pikantne kotleciki ziemniaczane lub ziemniaczano-rybne
- 4 duze ugotowane ziemniaki przecisniete przez praske (lub dwa ziemniaki i ok. 170g miesa krabowego lub bialej ryby wczesniej ugotowanej)
- 3 lyzki siekanego szczypiorku
- 3 lyzki siekanej natki
- 1 cm startego imbiru
- skorka starta z polowy cytryny
- duza szczypta kurkumy
- duza szczypta chili lub dwie male swieze papryczki drobno pokrojone
- sol i pieprz do smaku
- 1 lyzka maki
- 1 jajko
- 3 lyzki oleju do smazenia
Wszystkie skladniki wrzucic do miski i dokladnie wymieszac. Uformowac kotleciki, ulozyc je na talerzu, przykryc i zostawic na godzine w lodowce. Po tym czasie rozgrzac olej na patelni i smazyc, az kotlety beda zlote. Serwowac z jogurtem naturalnym.
Thursday, February 5, 2009
Crostini toscani

Po takiej przerwie jestesmy spragnieni toskanskiej kuchni. Wczoraj jedlismy fiorentiny czyli steki po florencku, przedwczoraj ribollite, a dzis moj ukochany z zakupow wrocil z paczuszka watrobek w rece i ogromnym usmiechem na buzi. Bo dla niego prawdziwy comfort food to wlasnie pasta z watrobek po toskansku z pysznym toskanskim (o jakzeby inaczej ;) ) chlebem. Przyznam, ze jestem z frakcji co to na widok watrobek mdleje i zazwyczaj omijam z daleka, ale gotuje te paste na okraglo i doszlam w niej do takiej perfekcji (dla naszych kubkow smakowych), ze sama chetnie zjem kilka takich toskanskich ‘grzanek’ ;).
Jesli chcecie zrobic crostini bardzo klasyczne, masy nie nalezy miksowac tylko ja drobno poszatkowac. Ja wole zmiksowac, bo wydaje mi sie, ze wszystkie smaki lepiej sie lacza. Kapary z octu nie powinny byc skladnikiem tej pasty, ale zaufajcie mi: to wlasnie one powoduja, ze smak watrobki przechodzi na dalszy plan;) Jak widac na zdjeciu, w zaden sposob wizulanie pasta nie moze stac sie atrakcyjna, ale Toskania to byl bardzo biedny i prosty region i malo jest dan milych dla oka za to sa prawdziwa uczta dla podniebienia :)
Crostini toscani czyli pasta z watrobek po toskansku
- 1 duza cebula
- ok. 500g drobiowych watrobek
- ¾ szkalki wytrawnej Marsali lub bialego wina
- 4 filety sardeli w oliwie
- 4 czubate lyzki odsaczonych kaparow z zalewy octowej
- 4 lyzki oleju
- ok. 4 lyzek masla
Cebule drobno poszatkowac i podsmazyc na oliwie w wysokiej patelni, az bedzie miekka i przezroczysta. Dodac wtedy oczyszczone watrobki i podsmazyc na mocnym ogniu przez ok. 3minuty. Nastepnie zmniejszyc ogien, dodac Marsale (lub wino), sardele i kapary i dusic przez ok. 8-10 minut mieszajac od czasu do czasu. Pod koniec dodac maslo, poczekac az sie rozpusci i wtdy wylaczyc ogien. Zawartosc patelni przelozycdo blendera i zmiksowac na gladka mase. Jesli masa jest zbyt gesta nalezy dolac odrobine wrzatku. Serwowac z tostowanym chlebem, najlepiej trzymajac sos w podgrzewaczu do sosow.
Przepis inspirowany wersja Paolo Petroni z ksiazki ‘Libro della vera cucina toscana’.
