Friday, October 8, 2010
Tuesday, September 28, 2010
Dzien jablka (bez przepisu;)

Dzis 'Pusiowy' Dzien Jablka. A ja znow w hotelu, bez kuchni. Nie moge jednak nie napisac dzis ani slowa. Do tej pory nie swietowalam blogowych urodzin, nawet nie wiem kiedy zaczelam tutaj pisac. Za to pamietam, ze moje zyciowe blogowe i wspaniale przyjaznie zaczely sie od tego niepozornego dnia. Teraz zadna z nas nie ma czasu na pogaduchy, ale wszystkie spelniamy nasze marzenia i staramy sie w nich wspierac jak mozemy. To dlatego dzis rano, w ulewie, poszlam z Billem na spacer i zerwalam troche jablek, bo dzis nawet smakuja troche inaczej ;)
Thursday, September 16, 2010
Nadchodzi czas kakao ;)
Jestem znana z tego, ze gdy nie chce czegos zgubic schowam to tak dobrze, ze za nic w swiecie nie znajde. Oczywiscie tylko wtedy gdy danej rzeczy potrzebuje ;)
Ten przepis ma bardzo dluga historie. Na blogu powinien sie pojawic mniej wiecej na poczatku, ale w ciagu tych lat co chwile go 'gubilam'. Na szczescie kiedys podzielilam sie nim z Ala i to ona regularnie ratuje mi zycie. Wiec kiedy mialam wolne i zachcialo mi sie ciasteczek, ZNOWU zawracalam glowe cierpliwej Ali ;)
Moje ciasteczka sa bez orzechow, bo niewiadomojakimcudem zniknely ze spizarni;) oraz przez moje gapiostwo bez proszku do pieczenia. W moim zeszycie przepis zostanie w tej formie, bo dzieki temu ciasteczka wyszly jeszcze lepsze, chrupiace, a jednoczesnie ciagnace sie. Smakuja jak male brownies:)
Po prostu ciasteczka czekoladowe
140 gorzkiej czekolady rozpuszczonej w kapieli wodnej i ostudzonej
100g masla w temperaturze pokojowej
160g cukru trzcinowego lub mieszanki
1 duze jajko
1/2 lyzeczki ekstraktu waniliowego
150g przesianej maki
1/2 lyzeczki proszku do pieczenia (mozna smialo pominac)
duza szczypta kwiatu soli
50g orzechow wloskich lub pekan
100g gorzkiej czekolady grubo posiekanej
Mikserem ubic maslo, dodac cukier i miksowac, az sie rozpusci. Dodac jajko, a pozniej rozpuszczona czekolade. Pod koniec dodac make wymieszana z sola i proszkiem do pieczenia. Gdy juz polaczy sie z masa, wmieszac lyzka orzechy i czekolade (wtedy sie nie polamia). Lyzka formowac kulki (najwygodniej uzyc lyzki do lodow) i ukladac je blasze wylozonej papierem do pieczenia w duzych odstepach. Piec przez ok. 12-15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Po wyjeciu z piekarnika nie zdejmowac z blachy poki sie nie 'zwiaza', pozniej studzic na kratce.
-----------
Semplicemente biscotti al cioccolato
la ricetta la scrivo domani... (Perdonatemi!!!)
Saturday, September 11, 2010
Bylo sobie lato...
Mam kilka wolnych dni (az trudno w to uwierzyc) tyle pracy w ogrodzie, a ja leze w lozku. Ciagle pada i jedyne co przywoluje mi usmiech na buzi to podgladanie Basi ;) i zdjec z lata. I jeszcze skype ;) Zeby bylo w temacie: upieklysmy z Hania sponge cake, posmarowalysmy kremem cukierniczym i obsypalysmy tona jagod. Zawsze rzeczy najprostsze na najlepsze ;)
Milego weekendu!
Tuesday, August 31, 2010
Crostat(atin)e ai mirtilli
To lato mialo dla mnie w zanadrzu niespodzianke. Taka, ktorej nawet sie nie spodziewalam. Po 7 latach mojej obecnosci we Wloszech znalazlam jagody. W Teglio wiedzieli chyba juz wszysycy, ze ich poszukuje. Pytalam sie grzybiarzy, sprzedawcow tych stalych i tych z wtorkowego targu. Nic. Ale cierpliwosc poplaca. Udalo nam sie wyrwac do Teglio na kilka dni (po informacji, ze jest tam 15 stopni, kiedy w Weronie meczyly nas 40 stopniowe upaly, a AcuWeather straszyl nas napisem :Real feel: 47 degree), a na stole w kuchni znalazlam... jagody!
Lina pamietala i znalazla dla mnie pana ze szwajcarskiej granicy, ktory nie wiadomo skad ale ma je w swojej ofercie. Choc cena zwalila z nog (moglabym oglosci konkurs a i tak by pewnie nikt sie nie domyslil;) mielismy ich tyle by przez dwa dni wyjadac je razem z Hania z miski garsciami i straszyc fioletowymi jezykami i ustami wszystkie dzieci na placu zabaw, upiec 2 ciasta, a miska wciaz byla pelna. Reszte zabralismy do Werony. Po powrocie dalej pieklysmy ciasta wymiennie z podjadaniem jagod prosto z miski (takie sa najlepsze!).
Miedzy innymi upieklysmy jagodowe tartaletki zwane we Wloszech crostata, crostatine tak naprawde. Dla mnie to przepis idealny (tak, kruche ciasto w koncu mnie pokochalo a ja je!) i nawet nie marzylam, ze bede mogla je kiedys zrobic z jagodami (choc z konfitura jagodowa robilam juz tyle razy). Mozna je upiec z wybranymi owocami, chocby z jablkami, ale owoce lesne to jednak najlepsze polaczenie. Oczywiscie jesli chcecie uzyskac piekne dekoracyjne paseczki, zaopatrzcie sie w chlodnie, lub po prostu poczekajcie na chlodniejsze dni, bo jak widac na zdjeciu moje ciasto po 2 minutach poza lodowka bylo juz miekkie jak, jak... miekkie maslo i za nic nie dalo sie ladnie formowac ;) Smaku nie ujelo im to ani troszeczke.
Jagod zostalo jeszcze troszeczke i moglam upiec cos jeszcze ale o tym wkrotce :) A Bill, jak zawsze zreszta, towarzyszy fotografowaniu rezultatow, bo to zazwyczaj dobry moment by niepostrzezenie (wg niego ;) cos ukrasc ;)
Crostata idealna
Kruche ciasto:
- 250g maki
- 170g masla
- 70g cukru pudru
- duza szczypta kwiatu soli
- 2 zoltka
Nadzienie:
- ok. 400g-600g ulubionych owocow
- cukier wg upodobania
- maizena (4 lyzki dla owocow soczystych, 1-2 dla malo soczystych)
- ewentualne przyprawy: wanilia, kardamon, ziarno Tonka, etc.
Wyrobic kruche ciasto i schlodzic. Owoce oczyscic, wymieszac z cukrem i maizena. Rozwalkowac kruche ciasto, wylozyc nim spod i boki tortownicy. Wylozyc owoce, a wierzch udekorowac paskami lub platem ciasta. Piec przez ok. 30 minut w temperaturze 180 stopni.
------------------------------------------------
Questa estate, anche se così piena di impegni, mi ha riservato una sorpresa. Per la prima volta da quando vivo in Italia sono risucita ad avere i VERI mirtilli :) Oltre la metà l'abbiamo mangiata direttamente dalla ciotola facendo la gara 'la mia lingua è più viola della tua' ;) ma ne abbiamo comprati abbastanza per fare anche delle torte. Finalmente abbiamo potuto fare delle crostatine ai mirtilli (le nostre preferite in assoluto) con la vera frutta invece della marmellata. Questo si chiama paradiso :)
Crostata ideale
pasta frolla:
- 250g di farina
- 170g di burro
- 70g di zuccero a velo
- un pizzico grosso di fleur de sel
- 2 tuorli
ripieno:
- circa 400-600g di frutta preferita
- zucchero a piacere
- maizena (4 cucchiai per frutta molto succosa, 2 per poco succosa)
- spezie preferite: vaniglia, canella, cardamomo, fava Tonka
Lavorare velocemente gli ingredienti della pasta frolla, formare una palla e raffreddarla in frigo. Pulire la frutta e mescolarla con lo zucchero e la maizena. Foderare la tortiera con la pasta frolla, riempirla con la frutta e con le rimanenze della frolla formare delle striscine e sistemarle sulla frutta. Cuocere a tempertaura di 180°C per circa 30 minuti.
Thursday, July 29, 2010
Owocowa zupa na deser
Jeszcze nigdy moja nieobecnosc na blogu nie byla tak dluga. W tym czasie wydarzylo sie tyle, ze wiekszosci pewnie sama juz nie pamietam. Post, ktory mialam napisac pewnej felernej kwietniowej soboty wciaz czeka, a napisanie kazdego innego zdecydowanie przerastalo moje mozliwosci. I tak od groszku i bobu przez truskawki, czeresnie, az do brzoskwin i moreli wieczorem bylam tak padnieta ze po prostu szlam spac. Zreszta do tej pory zasypiam wczesniej od mojej bratanicy, za to budze sie nad ranem ;) W miedzyczasie bylam w Polsce, Polska przyjechala do mnie (i to wielokrotnie! a jeden raprezentant jest z nami do konca wakacji;). Stalam sie brunetka, by stac sie pozniej blondynka tak jasna (jak na moje mozliwosci ;), ze dalej nie poznaje siebie w lustrze. Ciezko pracowalam w ogrodzie i po raz pierwszy od lat wyglada zjawiskowo, a hortensje sa moja prawdziwa duma :) Odkrylam (lismy) mnostwo fajnych nowych restauracji i moj notes z inspiracjami peka w szwach. Po 3 miesiecznej nieobecnosci w domu we Florencji odkrylismy ze w naszej sypialni, mamy ok. 13000 pszczol oraz ponad 20 kg miodu i pszczelego wosku (lipowo-akacjowy, wysokiej jakosci ;) Byla akcja ratownicza pszczol, nas nikt nie chcial uratowac... Odkrylismy z Billem, ze w tym roku wezy bylo jeszcze wiecej i ze strach wcale nie przechodzi. Nie wspomne juz o nietoperzu, ktory sie z naszym psem zaprzyjaznil i zawsze go sledzi (czyli nietoperze nie boja sie swiatla? wczoraj moglismy podziwiac go naprawde z bliska i wcale nie wygladal groznie;) Po bazantach nie ma ani sladu i poznalismy juz powod, rodzinka rudych lisow. Chcialabym miec wystarczajaco cierpliwosci na zdjecia przyrodnicze. Moze kiedys choc cierpliwosc to zdecydowanie nie moja mocna cecha... ;)
Nie bede wspominac o pracy, ktora zazwyczaj jest meczaca lecz dajaca wiele satysfakcji, a w ostatnich dwoch tygodniach zamienila sie w prawdziwe pieklo dzieki pewnej rodzinie Francuzow. Ani o pogodzie, bo na szczescie sloneczko dalo sobie spokoj i juz tak nie meczy. Tylko dzisiaj wieczor prosze o brak deszczu, bo inaczej prawiedziewiecioletnia dziewczynka bedzie bardzo rozczarowana ;)
Aparat przez caly ten czas uzyty byl chyba 3 razy, wcale sie nie zdziwie jak sie na mnie obrazi. Ostatni raz wyciagnelam go miesiac temu by sfotografowac zupe. Owocowa. Dla mnie taka zupa to esencja lata, cale moje dziecinstwo. Koniecznie serwowana z zimnym i rozgotowanym (jak na moj aktualny standard) makaronem i smietana. Tommy na widok takiej zupy mdleje (tak samo jak na widok kopytek z maslem i cukrem ;), a moi znajomi opowiadaja sobie o mojej zupie jako zart. Wiec pewnego dnia, gdy po miesiacach nie widzenia sie najblizsi z Florencji spedzali u nas weekend, co zrobilam na deser? Oczywscie zupe owocowa. Tylko troche ja 'podkrecilam', udekorowalam i wszystkim bardzo smakowala. Bo jakzeby inaczej ;) Chmurki nauczyla robic mnie Amaya, moja hiszpanska wspolokatorka. Wiele razy wstawala wczesniej od nas wszystkich, by przygotowac je na sniadanie, zamiast platkow na mleku ;)
Zupa owocowa 'przeobrazona'
- 300g wydrylowanych czeresni
- maly kawalek kory cynamonowej
- skorka z cytryny
- 3 gozdziki
- 3 lyzki cukru
Wszystkie skladniki wlozyc do garnka i dolac tyle wody zeby przykryla czeresnie. Gotowac przez ok. 15 minut. Nastepnie lyzka cedzakowa wyjac czersnie i przyprawy, zwiekszyc ogien i zredukowac plyn mniej wiecej o polowe. Wystudzic i wstawic na noc do lodowki. Do mieseczek rozlozyc owoce, zalac uzyskanym syropem, na srodku umiescic chmurke i udekorowac karmelem.
Chmurki
- 2 bialka
- 4 czubate lyzki cukru
Bialka ubic na sztywno dodajac pod koniec cukier. Formowac lyzka kulki i gotowac je bardzo krotko z kazdej strony we wrzacej wodzie lub mleku.
Thursday, April 1, 2010
Pan di ramerino
Dzis Wielki Czwartek. Pomine fakt, ze zupelnie nie wiem jak to sie stalo, myslami jestem wciaz w pierwszych dniach lutego. Jedyne co daje mi wyrazne oznaki mijajacego czasu, to ogrod pelen pieknych narcyzow, ktore sadzilam z mama na koniec zeszlego lata i kwitnace wokol brzoskwinie, czeresnie i migdalowce. W koszyku najczesciej gosci mlody bob i pojawiajacy sie juz od czasu do czasu zielony groszek.
Moja nieobecnosc na blogu troche mnie frustruje, ale tez robi mi dobrze, bo pozwala mi sie skoncentrowac na innych waznych dla mnie rzeczach. Czasem ukrocony dostep do internetu jest po prostu zbawieniem :) Dziekuje Wam pieknie za zyczenia zdrowia, jak juz mowilam organizm przyzwyczail sie do lekarstw i teraz czuje sie swietnie, wiec absolutnie nie ma czym sie martwic.
Wielki Czwartek, we Florencji to dzien, kiedy w kazdej piekarni czekaja na klientow pyszne buleczki z ciasta chlebowego doprawione rozmarynem, rodzynkami i pyszna (pikantna) toskanska oliwa. Pan di ramerino to tradycja podobno juz sredniowieczna, w czwartkowy ranek ksieza blogoslawili swiezo upieczone bulki i gorace sprzedawano na ulicach. Teraz pieczywo to czesto dostepne jest przez caly rok przez co pewnie traci na uroku, ale nie znam nikogo, kto w Wielki Czwartek nie wraca do domu z woreczkiem pelnym pachnacymi rozmarynem bulek. We Florencji i okolicach oczywiscie, bo dzisiejszy dzies spedzilam w Wenecji i pomiedzy jednym spotkaniem, a drugim zachodzilam do roznych piekarni (co okolicach placu Sw. Marka wcale nie jest takie latwe, bo jest ich niewiele, a dodatkowo okres wielkanocny przyciagnal tlumy turystow) ale nigdzie nawet zapachu rozmarynu. I dobrze :)
Buleczki, ktore upieklam chyba dwa tygodnie temu (dziewczyny kiedy to bylo???)pochodza ze zbiorow pradziadka Carlo. Sa przepyszne, w konsystencji bardziej rustykalne niz te z piekarni. Przeszukalam wszystkie znane mi sklepy, by znalezc rodzynki jak w przepisie, ale bez rezultatu dlatego, by dac buleczkom aromatu dodalam takze kieliszek Passito di Zibbibo, czyli slodkiego, likierowego i bardzo aromatycznego wina przygotowanego ze szczepu winogron Zibbibo. Pan di ramerino w piekarni zawsze pieknie blyszcza, wiec dopytalam sie w forno pod moim domem i chociaz zazwyczaj jestem zbywana, tym razem zdradzili mi, ze smaruja je syropem przygotowanym z cukru i wody w proporcji 1:2 (gotowac tylko do rozpuszczenia cukru, nie nalezy doprowadzic do wrzenia, smarowac gorace bulki).
A wszystkim zycze w te Swieta spokoju i duzo milosci! Z calego serca.
Pan di ramerino del bisnonno Carlo
pol torby (500g) maki chlebowej
kostka drozdzy (25g) swiezych drozdzy
mala garstka cukru
dwie garscie rodzynek, najlepiej Zibibbo
2 niemale galazki rozmarynu
duza szczypta soli
oliwa z oliwek toskanska
Z maki i drozdzy wyrobic gladkie, nieklejace sie ciasto dodajac odpowiednia ilosc cieplej wody. Zostawic do wyrosniecia, az podwoi objetosc. W miedzy czasie na 2 kieliszkach (ok.80ml) oliwy podsmazyc bardzo krotka galazke rozmarynu i rodzynki niemoczone wczesniej, rozmaryn wyjac i wyrzucic, a reszte wystudzic. Wyrosniete ciasto szybko wyrobic i dodac oliwe z rodzynkami i kilka posiekanych listkow z drugiej galazki oraz sol. Wyrobic dobrze, podzielic na mniejsze buleczki i zostawic do wyrosniecia na ok pol godziny. W miedzy czasie rozgrzac piekarnik (do 200 stopni). Wyrosniete buleczki przeciac na krzyz, posmarowac oliwa uzywajac galazki rozmarynu i piec przez okolo 30 minut, az beda mialy zloty kolor.
--- --- --- --- --- --- --- --- ---
Il tempo passa velocemente. Non so ancora come sia possibile, ma i narcisi sono già fioriti, come anche peschi, ciliegi e mandorli. Al mercato si trovano già i baccelli e io nella mia testa sono rimasta ancora ai primi di febbraio. Buffo no?
Oggi è il giovedì santo e quest'anno l'unica tradizione pasquale che abbiamo seguito, anche se un po' in anticipo, era il Pan di Ramerino, preparato secondo la ricetta del bisnonno Carlo, trovata nel quadernino regalatomi dalla nonna Daria. Più leggo le sue ricette più scopro che era un vero genio della cucina.
Infatti i panini sono venuti buonissimi e molto profumati. Ho sostituito l'uvetta Zibibbo, che non sono riuscita a trovare, con della semplice uva passa e un bicchierino di Zibibbo passito. L'unico accorgimento da seguire per dargli l'effetto lucido che si trova nei panini comprati nei forni di Firenze è di spalmarli appena tirati fuori dal forno con un po' di sciroppo di acqua e zucchero in rapporto 2 a 1 (scaldato fino a sciogliere lo zucchero senza portare a bollore).
Con i migliori auguri a tutti voi per una felice e serena Pasqua.
Pan di ramerino del bisnonno Carlo
mezza busta (500g) di farina per pane
cubetto di lievito di birra (25g)
una manciata di zucchero
due manciate di uvetta Zibibbo
2 rametti di rosmarino
una presa di sale
olio evo toscano
Lavorare farina e lievito aggiungendo dell'acqua tiepida fino ad ottenere un panetto morbido e non appiccicoso. Lasciar lievitare fino al raddoppio. Nel frattempo sul fuoco bassissimo intiepidire brevemente due bicchierini d'olio d'oliva (circa 80 ml) con un rametto di rosmarino e l'uvetta non ammollata senza farli soffriggere.
Buttare via il rametto di rosmarino e far raffreddare il resto. Tirar fuori l'impasto lievitato, lavorarlo aggiungendo l'olio insaporito con l'uvetta, e un po' di foglioline di rosmarino. Formare dei piccoli panini e farli lievitare per mezz'ora circa. Nel frattempo scaldare il forno a 200 gradi, fate un taglio a croce su ogni panino e spennellarli di olio usando un rametto di rosmarino. Infornarli per circa mezz'ora finché siano dorati.
Saturday, February 27, 2010
Here comes the sun....
Bardzo lubię zmiany. Oczywiście te, co przynoszą same dobre rzeczy. I choć teraz jest nie najlepiej, wiem że warto 'pocierpieć'. Bo gdy po wielu latach lekarze w końcu stawiają właściwą diagnozę, to nawet lekarstwa, nawet takie co powodują, że jedyne na co sie ma ochotę to zasnąć na cały okres kuracji, bierze się bez mrugnięcia okiem. Później okazuje się, że po miesiącu nie jest już tak źle. Nagle ma się odpowiednio dużo siły, by wyjść na spacer i wystawić twarz do słońca. Zaczyna burczeć w brzuchu i wraca ochota na kręcenie się po kuchni. I gdyby tylko Bill nie szarpał tak na spacerze marząc o kąpieli w oborniku, który właśnie teraz rozkładany jest w winnicach, nie byłoby kontuzji barku i utrzymanie 2kg aparatu nie byłoby takim wyzwaniem. Na szczęście ta przypadłość przechodzi szybko... :)
A już wkrótce dania z karczochami i nie tylko :)
Milego weekendu!
--- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- ---
Mi piacciono i cambiamenti. Ovviamente quelli positivi. E anche se ora non è il momento migliore, so che vale la pena 'soffrire' un po'. Perché quando dopo tanti anni i medici fanno la diagnosi giusta, le medicine, anche quelle che ti fanno sognare di svegliarsi solo dopo la fine della cura, si prendono senza battere ciglio. Poi si scopre che dopo un mese non è più così male. Tornano le forze e si può fare una passeggiata e godersi il sole. Torna la fame e la voglia di fare 'un giro in cucina'. E se non fosse per il nostro cane, che tira così forte sognando di fare il bagno nel letame che in questi giorni viene sparso nelle vigne, non ci sarebbe neanche il dolore alla spalla che non permette di reggere una macchina fotografica di 2 kg. Meno male che questo passa in fretta... :)
Presto tornerò con i piatti con carciofi e non solo :)
Buon fine settimana!
Thursday, January 14, 2010
Matchamisù
Jeśli jestem czegoś pewna w nadchodzącym w Nowym Roku to tylko tego, że dla nas będzie to rok z dużą szczyptą Orientu. W sumie żadna to nowość, od zawsze bardzo lubimy te smaki i często tak jemy, ale w ostatnim czasie zauważyliśmy bardzo wysokie natężenie. A co będzie na deser? Jeden z najlepszych deserów świata w wersji fusion. Nie za często oczywiście ;)
Taki deser jadlam w naszej ulubionej niegdyś (zanim nie zeszła na psy, jak mówi moja przyjaciółka;) japońskiej restauracji WabiSabi. Nie chodzimy tam już od dawna, ale zawsze rzewnie wspominamy tamtejsze desery. Prawdziwe delicje. Jednym z nich jest właśnie Tiramisu z zieloną herbatą, bardzo łatwy do odtworzenia w domu. Zresztą ta wersja włoskiego deseru jest stałą pozycja w chyba każdej japośnkiej restauracji w Italii. Ciekawe dlaczego? ;)
Między nami deser ten nazywamy Matchamisù (chwytliwa nazwa, prawda?) i przyznam, ze to naprawde godny 'zamiennik' tej klasycznej wersji. Bardzo ważne jest, by użyć naprawdę niewielkiej ilości Matchy, bo jej zdecydowany smak, może zupełnie przykryć całą resztę. Czasami, dla uzyskania delikatniejszego smaku, do moczenia ciastek używam albo Senchy, albo dobrej zielonej herbaty jaśminowej, a Matchy tylko szczyptę dla pięknego koloru. Latem, dla lepszej konsystencji do kremu dodaję około 100g rozpuszczonej i ostudzonej białej czekolady. Wtedy jestem pewna, że całość będzie się świetnie trzymała, a sam deser zyskuje dodatkowy smak. Ani moje Tiramisu, ani Matchamisu nie są bardzo słodkie, dlatego radzę regulować ilość cukru według własnego smaku.
Acha, jeszcze powtórzę się co do mojego kremu do Tiramisù. Ja surowych białek nie jadam, a żółtka dla bezpieczeństwa i czystego sumienia ubijam z cukrem na parze. Można je całkowicie pominąć, krem będzie mniej 'bogaty' ale zawsze smaczny. Z czasem zwiększyłam ilość śmietanki do 500ml, bo dzięki temu krem zyskuję idealną (jak dla mnie oczywiście) konsystencję, ale jeśli preferowany jest krem bardziej ciężki ilość 150ml jest w sam raz. Dla wrażeń ekstremalnych radzę dodać około dwóch łyżek gotowej już herbaty do kremu ;)
Matchamisù czyli Tiramisù z zieloną herbatą Matcha
- 3 żółtka
- 3 łyżki cukru pudru
- 500g mascarpone
- 500ml smietanki 36%
- 1 łyżka ekstraktu z wanilii
- 1 płaska łyżeczka do herbaty Matcha zaparzonej w 250ml nie wrzącej wody
- łyżeczka herbaty Matcha do dekoracji
- biszkopt lub podłużne biszkopty
- 100g rozpuszczonej w kąpieli wodnej bialej czekolady (wtedy zmniejszyć ilość cukru do jednej płaskiej łyżki)
Zaparzyć herbatę Matcha i ostudzić. Żółtka ubić z cukrem na puszysty krem (najlepiej na parze). Następnie wmiksować mascarpone. Jeśli jest używana dodać białą czekoladę i krótko zmiksować. W osobnej misce ubić śmietanę i delikatnie wmieszać ją w masę z żółtek i sera. W szklaneczkach lub dużym naczyniu ukladać namoczone w herbacie ciastka na zmianę z kremem. Schlodzic przez kilka godzin. Przed podaniem wierzch udekorować przesianą herbatą Matcha.
DRUKUJ PRZEPIS
P.S. Zaczęło się głosowanie na Blog Roku. Jeśli ktoś z Was jest chętny do wysłania SMS na mój blog wszytskie dane znajdują się w na górze po lewej stronie. Za każdy glos pięknie dziękuję! :)
--- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- ---
Il 2010 possiamo già chiamarlo Anno dell'Oriente. Anche se da sempre quei sapori ci piacciono tantissimo, solo ultimamente abbiamo notato una vera e propria 'voglia incontenibile' ;) Nella testa preparo diversi menu, compro tutti gli ingredienti necessari (ma perchè è così difficile trovarli in Italia???) e a mio fratello faccio assaggiare un dessert buonissimo, vero fusion tra Italia e Giappone. La prima volta l'ho visto al Wabi Sabi (quando era ancora appetibile) anche se in verità si trova quasi in ogni ristorante giapponese della Penisola. Ed è così facile rifarlo a casa...
Questo dessert è davvero speciale. Basta stare attenti ad usare una quantità non eccessiva di Matcha, perche ha un sapore molto forte. Si può anche variare, bagnando i biscotti nel tè Sencha oppure in un buon tè al gelsomino con una punta di Matcha per dare colore. D'estate nella crema aggiungo 100g di cioccolato bianco sciolto a bagnomaria perché così il tutto viene più compatto, ma arricchisce anche il sapore del dessert (in tal caso per la crema è meglio usare solo un cucchiaio di zucchero).
Ancora qualche parola sulla mia crema per Tiramisù. Io le chiare crude non le mangio volentieri, per questo 'alleggerisco' la crema di mascarpone con la panna. Volendo ottenere la crema più o meno consistente basta variare la quantità di panna fresca tra 150 e 500ml. A tante persone sembrerà strano, ma più si mette la panna montata più la crema viene 'leggera' (trascurando l'impatto calorico...) :D
Per sicurezza, e per evitare potenziali sensi di colpa, monto tuorli e zucchero a bagnomaria, come per fare lo zabaione. Consiglio anche di aggiustare la quantità di zucchero a proprio piacere, perchè a me i "dolci molto dolci" non piacciono proprio... :)
A chi vuole sentire ancora di più il sapore del tè Matcha suggerisco di aggiungere due cucchiai di bagna alla crema di mascarpone.
Matchamisù, ovvero Tiramisù con tè verde Matcha
- 3 tuorli
- 3 cucchiai di zucchero a velo
- 500g di mascarpone
- 500ml di panna fresca
- 1 cucchiaio di estratto di vaniglia
- 1 cucchiaino di tè Matcha sciolto in 250ml di acqua non bollente (circa 80 gradi)
- 1 cucchiaino di tè Matcha per decorazione
- pan di spagna, pavesini o savoiardi
- 100g di cioccolato bianco, sciolto a bagnomaria e raffreddato (in tal caso per la crema usare solo 1 cucchiaio di zucchero a velo)
Preparare il Matcha e farlo raffreddare. Montare i tuorli con lo zucchero (meglio se a bagnomaria). Incorporare il mascarpone, la vaniglia e il cioccolato (se viene usato) e montare ancora. Montare in una ciotola separata la panna e incorporarla nella crema di mascarpone, mescolando dall'alto verso basso. Sistemare nei recipienti scelti i biscotti bagnati nel Matcha alternanando con la crema. Mettere in frigorifero per qualche ora. Prima di servire setacciare sulla superficie un po' di tè Matcha in polvere.
STAMPA LA RICETTA
Tuesday, January 12, 2010
Kalendarze do odebrania ;) Calendario da ritirare ;)
Kalendarze zostały wydrukowane i wylosowane :) Wczoraj w nocy wycinałam powoli paski papieru, pisałam na nich Wasze imiona/nicki, a dziś rano losowałam. Nawet sobie nie wyobrażacie ile frajdy mi to sprawiło (choć trwało zdecydowanie za krótko). Na zdjęciu wyniki i bardzo proszę wymienione osoby o wysłanie mi adresu na mybestfood@gmail.com. (Śnieg zatrzymał nas w Polsce kilka dni dłużej, więc może uda mi się wysłać je jeszcze przed wyjazdem.)
Mam nadzieję tylko, ze nikt z Was się nie zawiedzie. Przy druku kalendarzy wyszła cała moja niewiedza na temat obróbki zdjęć i przygotowania do drukowania, dlatego końcowy efekt odbiega o wiele od tego co sobie wyobrażałam. Za to pierwsze koty za płoty... Wiele sie nauczyłam, następnym razem tę wiedzę wykorzystam :) Zwycięzcom gratuluję i mam nadzieję, ze z tym kalendarzem Nowy Rok będzie choć trochę przyjemniejszy :)
Wtrącę jeszcze kilka ważnych dla mnie rzeczy. Po pierwsze od dziś moge znów pisać blog z polskimi znakami. Komputery zmieniam jak rękawiczki (za wyjątkiem jednego, który używam tylko przez sentyment, bo to mój pierwszy laptop, prezent od rodziców, biedak ledwo zipie, ale choć kupiony w Polsce, ma tę samą przypadłość jak pozostałe ;) i nie wiem jakim cudem, ale każdy z ostatnich egzemplarzy buntował się przed literkami Ł i Ę. Na początku męczyłam sie w Wordzie z ręcznych wstawianiem znaków, ale szybko dałam sobie z tym spokój. Bardzo sie cieszę, że będę miała jeszcze więcej powodów, by często zaglądać na moją ulubioną stronę, od której stałam się wręcz uzależniona, odkąd pokazała mi ją Cipcipkurka. Jeszcze raz dziękuję! Słownik Języka Polskiego
Po drugie, tam daleko (czytaj: w deszczowej Florencji) jest ktoś kto za mną teskni i z tej tęsknoty zmienił mi czcionkę na blogu. Na moją ulubioną. Ogromnie dziękuję!!!
Po trzecie po długich, bardzo długich dywagacjach na temat opisu bloga, zapisałam się i ja do konkursu na Blog Roku. Tak dla towarzystwa i dla tych co na mnie krzyczą, że jeszcze tego nie zrobiłam :P http://www.blogroku.pl/mybestfood,gwbh7,blog.html
Mam nadzieję, że już wkrótce, będę miała o czym napisać, a bardziej poprawnie co pokazać, bo spełniło się moje małe marzenie (dla którego, o zgrozo, byłam nawet gotowa zrobić coś, czego bym się teraz bardzo wstydziła, sic!;) i teraz w wolnych chwilach uczę się używać mojej nowej zabawki ;)
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo ciepło!
--- --- --- --- --- --- ---
E' arrivato il giorno dell'estrazione dei vincitori del calendario. Purtroppo non ha vinto nessun nick italiano, ma mi dispiaceva così tanto, che ora prima di scrivere ho fatto un' "estrazione aggiuntiva". Con grande gioia vi comunico che una copia del calendario andrà a Mimmi :) Cara Mimmi per favore mandami il tuo indirizzo sul mybestfood@gmail.com, e appena rientro in Italia ti manderò la tua vincita! :-)
Congratulazioni!
Tanti saluti a tutti!
P.S. Carissimo, grazie per il nuovo font!!! :)
