Friday, January 8, 2010

Boeuf bourguignon



To moj pierwszy post w Nowym Roku i chcialam Wam przede wszystkim podziekowac ogromnie za wszystkie piekne zyczenia, ktore dotarly do mnie w przeroznych formach. Bardzo mi przykro, ze na wiele z nich nie moglam odpowiedziec. Choc ostatni czas spedzilam na byciu rozpieszczana przez Moich Rodzicow, to przede wszystkim wszystkie moje mysli byly skoncentrowane na Moim Ukochanym, dla ktorego stalam sie troskliwa pielegniarka (choc przyznam z reka na sercu, ze tym razem nie smazylam paczkow o 4 nad ranem;) Wyglada na to, ze teraz juz nie musze sie martwic tak bardzo (na wszelki wypadek odpukam w biurko!), od kliku dni mozemy sie nawet nacieszyc Wroclawiem i takimi banalnym rzeczami jak pojscie do kina. Nowy Rok zaczynamy wiec pelni nadziei i samych dobrych mysli, czego i Wam z calego serca zycze.

A tak na koniec, nadrobie jeszcze jedna zaleglosc z zeszlego roku. Jak wiele z Was zauwazylo w kalendarzu pojawil sie przepis na Boeuf Bourguignon, ktory nie ma swojego posta . Oczywiscie to moja wina, bo to jeden z tych troche osobistych, co ja za nic nie potrafie/nie chce/boje sie ugryzc. Ale dzieku temu daniu nacierpialam sie i ubawilam tak bardzo, ze podanie samego przepisu nie mialoby dla mnie zadnego sensu.



Bylo bowiem tak, ze kilka tygodni temu choroba zupelnie sciela mnie z nog. I to tak doslownie, bo choc zazwyczaj jakiekolwiek przeziebienia ignoruje (oczywiscie nie jest to trend do nasladowania!!!) to tym razem z lozka po prostu nie bylam w stanie wstac, a moj ukochany dostal prawdziwej euforii kiedy drugiego dnia poprosilam o lekarza. Pan doktor zupelnie zaskoczony, na zdanie 'Ela sama prosila' zrozumial powage sytuacji, zjawil sie niemal natychmiast. Dostalam mnostwo lekarstw, nakaz lezenia w lozku na siedzaco;) no i jedzenia dobrych rzeczy, zeby wzmocnic orgaznim wycienczony juz wczesniejszym, dlugim i meczacym zapaleniem ucha, ktore bolalo tak bardzo, ze praktycznie nie moglam jesc. Moj Tomislaw (jak nazywany jest w mojej rodzinie;) od razu rzucil wszystko co mial do zrobienia, spisal sobie skladniki potrzebne do przygotowania Boeuf Bourguignon i pojechal za zakupy ( tu musze wtracic, ze klika dni wczesniej bylismy na filmie Julie&Julia. A z calego filmu najbardziej mojemu ukochanemu zapadla w pamiec Julie, ktora obsmaza takie duuuze kawalki miesa!).
Po przynajmniej 20 telefonach ze sklepu (jakie mieso, czy wino lepiej mocne czy slabe, ile marchewek, jakie cebulki, gdzie leza takie cebulki, jakie ziola, czym zastapic tymianek itp.) dotarl do domu i zabral sie do pracy. Co 5 minut znajdowalam go w drzwiach sypialni z tysiacem przeroznych pytan. T. jest swietnym kucharzem, tylko ze z tych co robia wszystko dokladnie jak jest w przepisie i fakt ze powiedzialam, ze w sumie zaden nie jest sensowny zupelnie wytracil go z rownowagi, stad tak wiele pytan i watpliwosci. Za kazdym razem sobie zartuje, ze wychodzi z niego niespelniony inzynier, wszystko musi byc rowno i wg instrukcji. Gdy spytal sie mnie jak duze powinny byc kawalki miesa i powiedzialam mu, ze najlepiej to takie o boku 5cm to bez mrugniecia okiem wyjal miarke i ukroil jeden dokladnie o takiej wielkosci zeby miec na wzor :)
Gdy wszystko juz bylo pokrojone, mieso obsmazone, a garnek wyladowal w piekarniku (a wszystko to zajelo baaaardzo duzo czasu;), wprawdzie z burczacym brzuchem, ale moglam spokojnie usnac, by odzyskac troche sil. Gdy pozna bardzo pora zostalam poniformowana, ze juz wszytsko gotowe, chwilowa euforia zostala przygaszona slowami 'poczekamy do jutra, co? wyszlo malo i nie bedzie do zdjecia. Bo przeciez zrobisz zdjecie, prawda? tyyyle sie napracowalem' :) Wiedzac, ze zwykle takie dania nabieraja smaku podczas odpoczynku nawet zbytnio sie nie buntowalam. Szybko zrobilismy kasze manna i kanapki z dzemem i z kubkiem goracego kakao poskromilismy nasz glod smiejac sie do rozpuku z calej sytuacji :)



Wyszlo pieknie prawda? No i nigdy nie mialam tak skrupulatnie napisanego przepisu :) Zdradze Wam jeszcze, ze tego pysznego dania tak naprawde bylo tyle, ze w koncu na kolacje zostala zaproszona druzyna 'glodomorow', bo sami jedlibysmy je przez tydzien ;) Chyba resztki rozsadku nie pozwolil nam jesc oczami :)

Co do samego Boeuf Bourgignon to jadlam go w roznych miejscach wiele razy, uczciwe przyznam czesto byl wspanialy, ale NIGDY nie byl tak atrakcyjny. Nie wiem na czym polega ta odmiana. Nasza wersja jest pelna warzyw, swiezych ziol i bardzo duzych kawalkow miesa. Na pewno warto uzyc wina swietnej jakosci, my uzylismy Valpolicella Ripasso. Niestety nie posiadamy (mam nadzieje, ze na razie) pieknych garnkow Le Creuset wiec calosc dusila sie w wysokim, stalowym garnku, a na stol podalismy w wielkiej miedzianej patelni razem z podsmazonymi ziemniaczkami. Polecam! Idealne na odswietny lub swiateczny obiad :)




Boeuf Bourguignon


-150g boczku bez skóry
- oliwa z oliwek wg uznania
- 1,2 wolowiny, czesc nadajaca sie do dlugiego gotowania, pokrojonej w 5cm kostke
- 4 lyzki maki
- 6-8 marchewek obranych i pokrojonych w duze kawalki
- 2 cebule obrane i pokrojone w czastki
- 1 butelka 750ml czerwonego wina (Chianti Classico, Valpolicella Ripasso(
- 2 lyzki koncentratu pomidorowego
- 4 zabki czosnku obrane i zgniecione
- galazka tymianku
- lisc laurowy
- galazka rozmarynu
- ok. 1 l bulionu
- sól i pieprz do smaku

- 700g pieczarek
- 1 lyzka masla
- zabek czosnku drobno posiekany
- sól i pieprz do smaku

- 500g malych cebulek lub szalotek
- 1 lyzka masla
- 1 lyzka cukru
- 1 lyzka octu balsamicznego
- pól listka laurowego
- galazka natki pietruszki
- ok. 100ml bulionu


Rozgrzac piekarnik do 200°. Pokroic boczek w duza kostke i podsmazyc na patelni z oliwa z oliwek. Gdy jest gotowy, przelozyc go do duzego garnka nadajacego sie do piekarnika. Make wsypac do woreczka plastikowego, dodac sól i pieprz, dodac dobrze osuszone mieso, zamknac szczelnie i wstrzasac tak dlugo, az wszystkie kawalki wolowiny oblepia sie dokladnie. Kazdy taki kawalek nalezy dobrze strzepnac z nadmiaru maki i smazyc na zloto w tluszczu pozostalym z boczku. Gotowe mieso przelozyc do garnka, a na tej samej patelni podsmazyc marchewki z cebula. Gdy sa juz gotowe dodac je do garnka razem z ziolami, czosnkiem i koncentratem pomidorowym. Dodac wino i bulion, tak by przykryly mieso z warzywami, przykryc garnek i wstawic go do pieca na ok. 3 godziny, regulujac temperature, by calosc bardzo delikatnie bulgotala. Mieso jest gotowe, gdy mozna je przeciac widelcem.

W miedzyczasie przygotowac grzyby i cebulke. Pieczarki oczyscic, duze przeciac na cwiartki, a male na pól. Podsmazyc na masle z czosnkiem i przyprawami, az beda zlote. Na patelni rozpuscic maslo dodac oczyszczone cebulki, cukier i ocet i mieszajac wszystko lekko skaramelizowac. Dodac bulion i ziola i podgotowac przez ok. 10 minut, az sos sie zredukuje.

Kiedy mieso jest gotowe (nie nalezy gotowac za dlugo!), za pomoca lyzki cedzakowej, wyjac mieso i warzywa, sos przefiltrowac i gotowac, az zredukuje sie o polowe. Mieso z warzywami, pieczarki i cebulki ulozyc w duzym naczyniu (najlepiej zaroodpornym), polac gotowym sosem. Podawac z pieczonymi ziemniaczkami.

DRUKUJ PRZEPIS

--- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- --- ---

E finalmente eccoci al 2010. Anno nuovo vita nuova, si dice. Oddio, per ora di cose nuove non se ne sono viste tante, però spero in tante cose belle e nuove che auguro anche a voi con tutto il cuore.
In verità ho ancora una cosuccia dell'anno scorso da sistemare: come qualcuno di voi ha notato, nel calendario c'è una "new entry" che è ancora orfana del suo post. Il "boeuf bourguignon", che ha cucinato il mio Amatissimo quando ero molto influenzata, è stato il risultato degli omonimi succulenti pezzettoni di carne visti nel film "Julie & Julia", nato un po' per scommessa, un po' per gioco, e risultato
sorprendente al di là di ogni più rosea aspettativa. Di "boeuf bourguignon" ne abbiamo mangiati diversi, e certe volte erano anche buoni, però mai e poi mai abbiamo visto questo piatto così attraente. Non so quale sia il motivo, forse il vino che abbiamo usato (Valpolicella Ripasso). Se cercate un piatto perfetto per una cena speciale, questo è un colpo sicuro. Da servire assolutamente con le patatine arrosto.

Boeuf Bourguignon

150 g di pancetta senza cotenna
olio d'oliva q.b.
1.2 kg di carne di manzo (noce, muscolo o qualsiasi pezzo che regga una cottura prolungata) tagliata a cubetti di 5 cm
4 cucchiai di farina
6-8 carote sbucciate e tagliate a pezzi grossi
2 cipolle dorate sbucciate e tagliate a spicchi
1 bottiglia di vino rosso (Chianti Classico, Valpolicella Ripasso)
2 cucchiai di concentrato di pomodoro
4 spicchi d'aglio schiacciati e privati della buccia e del cuore
un rametto di timo fresco
una foglia di alloro
1 rametto di rosmarino
1 litro circa di brodo
sale e pepe q.b.

700 g di funghi champignons
1 cucchiaio di burro
1 spicchio d'aglio tritato finemente
sale e pepe q.b.

500 g di cipolline oppure scalogni
1 cucchiaio di burro
1 cucchiaio di zucchero
1 cucchiaio di aceto balsamico
mezza foglia di alloro
1 rametto di prezzemolo
100 ml di brodo

Preriscaldare il forno a 200°C.
Tagliare la pancetta a dadini grossi e farla struggere su una padella insieme ad un po' di olio d'oliva. Quando è pronta, spostare la pancetta in un grosso tegame che possa andare in forno, lasciando il fondo di cottura nella padella.
Nel frattempo versare la farina in un sacchetto di plastica per alimenti abbastanza capiente, aggiungere sale e pepe e alla fine la carne già tagliata e asciugata con la carta da cucina. Chiudere il sacchetto e scuoterlo finché tutta la carne non è ben coperta di farina.
Soffriggere nel fondo di cottura prima approntato i cubetti di carne pochi per volta finché non siano dorati su tutti i lati e metterli nel tegame insieme alla pancetta.
Sempre nella stessa padella saltare le carote e le cipolle nel fondo di cottura rimasto. Aggiungerle al tegame con la carne e la pancetta insieme alle erbe, all'aglio e al concentrato di pomodoro; versare il vino e il brodo in modo che la carne sia ben coperta.
Coprire con un coperchio e mettere in forno per circa 3 ore, aggiustando la temperatura in modo da far sobbollire piano il tutto. La carne è cotta quando risulta morbida al taglio di una forchetta.

Nel frattempo preparare i funghi e le cipolline come segue:
Pulire i funghi, tagliare quelli grandi a quarti e i piccoli a metà, e saltarli con burro ed aglio finché non si dorino. Aggiustare di sale e pepe.
Pulire le cipolline o gli scalogni, sciogliere il burro su una padella antiaderente, aggiungere le cipolline, lo zucchero e l'aceto balsamico e caramellare il tutto mescolando velocemente. A questo punto aggiungere le erbe ed il brodo e far sobbollire per circa 10 minuti.

Quando la carne è cotta (attenzione a non cuocerla troppo perché si indurisce), con l'aiuto di un mestolo forato togliere tutto il contenuto solido dal tegame, filtrare il sugo e rimetterlo sul fornello cuocendo lentamente finché si riduca alla metà circa. Su una grossa padella mescolare a fuoco bassissimo la carne con le verdure, le cipolline e i funghi. Aggiungere la salsa ridotta e mescolare il tutto. Pronto per andare in tavola!

STAMPA LA RICETTA

Tuesday, December 22, 2009

Zyczenia i prezenty / Auguri e regali

Nie wiem zupelnie kiedy i jak minal ostani czas, moj kalendarz byl wypelniony po brzegi. Teraz jednak jest czas odpoczynku. U Mamy i Taty. W moim domu nie ma swiatecznej goraczki, nie ma wielkiego pucowania domu, nie ma ogromnych zakupow, nie ma wielkiego gotowania. Bo wazniejszy jest spacer, gilgotki i wspolnie spedzony czas (jesli zobaczycie kogos kto gra w berka we wroclawskim rynku to na pewno my!;)
Dla mnie swieta to obrazy, ktore zapisuje sobie w glowie na lata, a ze pamiec plata figle cierpie bardzo. Chcialabym zapisac je na zdjeciu ale nie umiem, zamiast ustawiac aparat wole chlonac kazde sekunde moimi oczami. Z tych ostatnich to moj Tata, ktory gotuje kapuste w wielkim garze uzbrojony w narciarskie buty (nowe, trzeba rozchodzic ;); Hania, ktora szepcze mi na ucho, ze nie wie jak to jest z tym Swietym Mikolajem (ma pewne podejrzenia, bo widziala u rodzicow w biurze papier do pakowania prezentow taki sam jak byl zeszlym roku); Mama moja ukochana, ktora tak poprawia ubrana juz choinke, ze wszystkie swiatelka nagle gasna, na zawsze... :)

Dlatego chcialabym zyczyc Wam, by te swieta byly cieple i rodzinne, pelne odpoczynku i milych slow i pelne tych 'obrazow', ktore bedzie nosic w sobie na zawsze:)


A gdyby Mikolaj przyniosl Wam rozgi to mam cos na pocieszenie;). Pomysl (a raczej zyczenie) wyszedl od mojej przyjaciolki, ktora zazadala sobie na swieta kalendarza ze zdjeciami i z przepisami z bloga. Bylam sceptycznie nastawiona do pomyslu, ale troche pobawilam i oto efekt. Takie kalendarze dostana wszyscy moi najblizsi, a ze blogowi czytelnicy tez sa mi bliscy dlatego postanowilam dac tez go na blog, dla Was.



Jeszcze pare slow o samym kalendarzu. Znalazly sie w nim przepisy i takie co bardzo czesto pojawiaja sie na naszym stole, oraz te wyprobowane w tym roku, ktore wyjatkowo zdobyly moje/nasze podniebienia. Wybor ten wiec jest bardzo subiektywny. Gdyby ktos byl zainteresowany sciagnieciem to mniejsza wersja jest idealna do wydrukowania w formacie A4 na domowej drukarce. Gdy rozwiaze problem wielkosci dokumentu, dodana zostanie tez wersja wieksza, idealna do formatu A3 (ja drukowalam na grubym papierze 150m/g). Dziekuje Polu za wsparcie i pomoc w dodaniu kalendarza na blog w formacie pdf:*

Kalendarz 2010 mozna sciagnac TUTAJ

I jeszcze maly konkurs. Wsrod osob, ktore zostawia komentarz pod tym postem (do 10 stycznia), zostanie rozlosowanych 5 kalendarzy w formacie A3.

Wesolych Swiat!!!

---------------------

I preparativi per la Viglia di Natale procedono a pieno regime. Sì, perché noi festeggiamo la sera del 24. Ci sediamo a tavola quando appare la prima stella (si fa per dire... ;-), in tavola sono pronte 12 portate di magro e la cena inizia con lo spezzare l'ostia benedetta facendosi gli auguri. Dopo cena... regali!!!

Ma un regalino a voi lo faccio già ora... :) A richiesta di una mia cara amica, ho preparato un calendario 2010, e ho deciso che lo riceveranno tutti i miei amici. E lo siete anche voi :) Il calendario si scarica QUI.

In più, tra tutti coloro che entro il 10 gennaio lasceranno un commento sotto questo post, saranno estratte 5 persone che riceveranno a casa il calendario in formato A3, stampato su carta buona.

Vi voglio fare gli Auguri di un Natale davvero speciale, pieno di persone care, bellissime parole, e 'immagini' che porterete nel vostro cuore per tutta la vita... Buon Natale!!!

Thursday, December 17, 2009

Cheesecakebrownie i (wiecej niz) pare slow...



W ostatnich dniach w kazdej wolnej chwili siadam przy komputerze by skrobnac kilka slow. notes windowsa zapelnia sie szybko, ale zawsze pod koniec, gdy przeczytam co napisalam wciskam magiczny przyciski 'backspace' i wpatruje sie jak miarowo znikaja slowa, ktore tak pieczolowicie pisalam. Bez zalu. Jest to po prostu znak, ze znow sie zagalopowalam i zamiast o jedzeniu pisze referaty o sobie, a przeciez nie ja jestem tematem tego bloga... ;) Pisze to zeby sie przed Wami wytlumaczyc, bo choc bardzo nie lubie znikac bez slowa to jednak zdaza mi sie to nagminnie. Teraz juz wiecie dlaczego :)

Teraz gdy emocje ostanich tygodni, a przede wszystkim ostatnich dni powoli opadaja, mam nadzieje znow napisac cos 'na temat'. Przygotowalam sobie duzy dzbanek goracej, zielonej herbaty z syropem aroniowym (nawet jak nie zadziala, to jest pyszny!). Usunelam w koncu te biedne figi z naglowka i zainspirowana biela, ktora otacza w tym momencie Wroclaw, snieg pada teraz troszke i u mnie :) Dzielnie walcze z moim technicznym zacofaniem i powoli (z wielkim opoznieniem, a jakze!) koncze przygotowywac swiateczna niespodzianke dla moich przyjaciol i dla Was.No i nie wiem od czego zaczac. Bo znow pisze nie na temat ;)

Przede wszystkim chcialam serdecznie podziekowac Isadorze, Krzysztofowi, Lu i Asi za wyroznienie. To jedna z tych malych rzeczy, co potrafia sprawic, ze nawet w ciezkim dniu pojawia sie usmiech na buzi. Bardzo to mile i bardzo bym chciala sprawic tyle samo radosci innym blogowiczom, ale jak to zwykle bywa wskazanie 10 przerasta moje mozliwosci. Przez ten czas gdy nie pisalam, myslalam czesto kogo moglabym wymienic, ale jak zawsze mam wrazenie, ze ktos bedzie czul sie skrzywdzony. Chcialam pokazac blogi niekulinarne, albo po prostu nie stricte kulinarne, ale mam bardzo brzydka przypadlosc, ze zawsze odkladam wszystko na pozniej, a jest to niedobre polaczenie z moim zapominalstwem. Najlepszym tego przykladem jest moja lista ulubionych blogow: mam nadzieje, ze nikt sie na to nie nabral! ja lubie duzo wiecej blogow :). (Co do mojego zapominalstwa to tak wtrace mimochodem: Tilli!!! Ja pamietam caly czas!!!Wybacz!)

Dodatkowo Pola mi pokazala taka mala niespodzianke. Moj blog zostal ostatnio wyrozniony w artykule, gdzie znajduje sie w doborowym towarzystwie i jest mi z tego powodu oczywiscie ogromnie milo. Zastanawialam sie czy ma sens udzial brac w tym konkursie, bo ja sie malo nadaje do takich rzeczy, ale uzyto wobec mnie takich argumentow, ze pewnie predzej czy pozniej sie dopisze. Ale od razu mowie, ze jesli jakims dziwnym zbiegiem okolicznosci trafi do mnie komputer to bedzie rozlosowany wsrod czytelnikow.

Juz wracam do tematu i tak calkiem w temacie musze sie pozalic, ze nie umiem robic zakupow w Polsce (dokladnie we Wroclawiu). Cukru waniliowego (nie mylic z wanilinowym, czytajcie dokladnie etykietki!) szukalam przez tydzien. Maki chlebowej nie dostalam do tej pory (a to juz 3 tygodnie ciaglego wypytywania sie). A o maizenie nawet nikt nie slyszal. A wanilia i maizena byly mi potrzebne do ciasta, ktore upieklam na urodziny mojego brata. Z samym ciastem tez mialam problemy, ale to jeszcze bylo we Wloszech. Robilam je kilkakrotnie i choc zawsze wychodzi bardzo smaczne, to jednak nie bylo to. Ale sie uparlam i postawnoilam robic do skutku, bo przyznam, ze procz smaku (ktory jest pewniakiem przeciez, bo czymoze byc cos lepszego niz brownies i sernik razem?) interesowal mnie bardzo aspekt wizualny tego ciasta. Bardzo wazne okazalo sie, by masy byly odpowiedniej konsystencji i najwazniejszy moment dekoracji nie zakonczyl sie a: opadnieciem masy serowej na dno, b. brakiem mozliwosc malowania bohomazow (gdy masy sa za geste) c. nie upieczeniem sie ciasta (tez pyszne ale trudne do jedzenia) d. cakowitym wchlonieciem masy serowej przez czekoladowa (zeby nie uslyszec :'Kochanie, ale jestes pewna, ze dodalas mase sernikowa?')
Wiec dopeiro za szostym razem, ale doszlam do perfekcji moim zdaniem i oto jej rezultaty. Wrocilam do mojego ulubionego przepisu na brownie, mase serowa przygotowalam tak jak do sernika krakowskiego (tylko bez masla) i jedyny blad jaki popelnilam, to ze zrobilam go tak malo ;)

Tak dodam jeszcze, ze My best food nie stal sie nagle blogiem o slodkosciach;) Tak po prostu ostatnio wychodzi...




Cheesecakebrownie czyli inaczej ciasto czekoladowosernikowe ;)

masa czekoladowa:
- 5 jajek
- 100g cukru trzcinowego (najlepiej pudru, ja miele w mlynku do kawy)
- 200g masla
- 250g czekolady
- 120g maki

Czekolade i maslo rozpuscic w kapieli wodnej i przestudzic. Jajka ubic z cukrem, dodac rozpuszczone czekolade i maslo i zmiksowac. Na koniec dodac
przesiana make, wymieszac i przelac do foremki wylozonej papierem do pieczenia.

masa serowa:
- 500g sera twarogowego zmielonego (albo 300g philadelphii i 200g ricotty)
- 2 zoltka
- lyzka ekstraktu z wanilii
- 4 lyzki cukru pudru
- 2 lyzki maizeny (lub skrobi ziemniaczanej)

Wszystkie skladniki krotko zmiksowac. Mase serowo wylozyc na mase czekoladowa. Najlepiej w postaci kleksow. Wtedy trzonkiem drewnianej lyzki , polaczyc delikatnie obie masy. Piec przez ok. 25-30 minut w temperaturze 180 stopni. Schlodzic przez noc w lodowce.

----------------------------------

Finalmente ho il tempo di sedermi con calma e scrivere qualcosa. Da tre settimane sono a casa in Polonia, e anche se speravamo tanto in una bella vacanza tranquilla, come sempre le cose non vanno come si vuole. Ma non mi lamento perche comunque va benissimo (tranne che invece degli amici vedo ogni giorno la farmacista ;). Da tre giorni nevica in continuo, fuori è tutto bianco (finalmente...) ed è molto freddo. L'atmosfera di natale si sente dappertutto, anche nei minimi gesti. La lista della spesa, le decorazioni di casa, l'elenco dei regali... Per nostra fortuna a questi ultimi abbiamo già pensato, ma siccome 'ci piace' fare tutto all'ultimo minuto probabilmente li impacchetteremo il 24 mattina, oppure direttamente prima della cena della Vigilia :) Con il buon proposito di organizzarsi meglio l'anno prossimo.... ;)
In tutto questo tempo il cheesecakebrownie è l'unica cosa che sono riuscita a cucinare. La torta che sogno da tanto. In verità, l'avevo già provata qualche volta, ed era buona, però sia nella presentazione sia nella consistenza c'era tanto da ridire. Ma ora, dopo l'ennesima correzione, ecco il risultato. Alla fine per il brownies ho usato la ricetta di sempre (che per me è il massimo!), e ho basato il composto di formaggio sulla mia ricetta preferita per il tradizionale Sernik polacco (tipo torta di ricotta). Una vera goduria!

P.S. non so se avete mai provato, ma vi consiglio una volta di infilare nella torta pronta (appena prime di cuocerla) lamponi o amarene snocciolate fresche o surgelate.Non ci sono parole per descrivere il risultato :)


Cheesecakebrownie

composto al cioccolato:
- 5 uova
- 100g di zucchero di canna (meglio se a velo, io mi aiuto col macinacaffè)
- 200g di burro
- 250g di cioccolato
- 120g di farina

Scogliere cioccolato e burro a bagnomaria e raffreddarli un pochino. Sbattere le uova con lo zucchero, aggiungere cioccolato e burro fusi, e alla fine la farina. Versare il tutto nello stampo (24x24cm) ricoperto con carta da forno.

composto al formaggio:
- 300g di philadelphia
- 200g di ricotta
- 2 tuorli
- 1 cucchiaio di estratto di vaniglia
- 4 cucchiai di zucchero al velo
- 2 cucchiai colmi di maizena

Mescolare velocemente questi ingredienti e versare a chiazze sopra il composto di cioccolato. Poi con dorso del cucchiaio fare dei disegni cercando di non andare troppo a fondo. Cuocere a 180 gradi per 25-30 minuti. Raffreddare e mettere per la notte in frigo.

Monday, November 23, 2009

Trufle niespodzianka / Tartufini sorpresa



Juz niedlugo jedziemy do Polski. Jeszcze przystanek w Weronie, by zalatwic ostatnie sprawy w tym roku i cala reszte pracy zabieramy ze soba. Musimy naladowac baterie, a moj dom rodzinny to chyba jedyne miejsce gdzie jest to mozliwe. To dlatego ostatnie dni sa tak wykanczajace. Zawsze w biegu miedzy kupowaniem prezentow, zegnaniem sie i skladniem zyczen rodzine i znajomym. No i szykowaniem walizek, mam nadzieje, ze ostatnich w tym roku...
Juz wszyscy wiedza, ze ze swiatecznymi zyczeniami zawsze daruje cos slodkiego wiec tym razem musialam pozegnac pierniki, a zrobic cos bardzo prostego i oczywiscie bardzo smacznego, a jednoczesnie efektownego. Jedyne co mi przyszlo na mysl to trufelki czekoladowe. Tym sposobem korzystajac z kazdej wolnej chwili wyturlalam okolo 200 trufli. Czynnosc wcale nie taka meczaca, poniewaz pomagalam sobie specjalnym przyrzadem, taka minigalkownica do lodow. A trufle nazwalam niespodzianka, bo zrobilam ich cztery warianty. Dzieki temu, ze wszystkie wygladaly tak samo, obdarowany siegajac do pudelka nigdy nie wie co go czeka :)



Trufle niespodzianka
na ok. 20 trufli

- 100ml smietanki 36%
- 100g czekolady mlecznej
- 50g gorzkiej czekolady 70% kakao
- gorzkie, ciemne kakao (Van Houten)

- orzechy laskowe
- wisnie z zalewy
- 1/4 lyzeczki kardamonu
- 1/2 lyzeczki cynamonu
- 2 lyzki Grand Marnier
- 2 lyzki Amaretto di Saronno

Smietanke zagotowac i wylac na pokrojona czekolade. Mieszac, az ta sie rozpusci i gdy masa bedzie gladka nalezy ja przestudzic, a potem chlodzic w lodowce przez ok. 12 godzin. Nastepnie formowac kulki i kazda dokladnie obtoczyc w kakao. Trufle z orzechami lub wisniami: w srodek kazdej trufli wcisnac orzech laskowy (lub dobrze osuszona wisienke). Trufle z cynamonem lub kardamonem lub Grand Marnier lub Amaretto: dodac przyprawy do goracej jeszcze masy.


Wersja przyprawowa idealnie nadaje sie na korzenny tydzien Ptasi :)

---------------------------------------------------------------------
Tra poco partiamo per Polonia. Dopo un anno così frenetico ne abbiamo proprio bisogno. Anche se comunque di lavoro c'è ne tantissimo speriamo che staccarsi completamente ci darà la possibilità di riprenderci. Questi giorni sono infernali: di corsa fra comprare regali, salutare tutti e fare gli auguri. Ah sì, ci tocca di nuovo fare le valigie... ;)
Ormai si sa che con gli auguri regalo a tutti qualche dolcetto, e quest'anno ho dovuto preparare qualcosa di semplicissimo anche se moooolto buono. Con i tartufini di cioccolata si va sempre a colpo sicuro (certo se non avete un'allergia ai latticini ;). La cosa bella è anche il fatto che è molto semplice variare il loro gusto. Il trucco è farli uguali (io mi aiuto con un attrezzo apposito che non è altro che un cucchiaio per gelato versione mignon ;) e quando si pesca dalla scatolina una pallina profumata in realtà, come nella vita, non si sa mai cosa ti capita. Proprio come nel famoso detto di Forrest Gump ;)


Tartufini sorpresa
per circa 20 tartufini

- 100ml di panna fresca
- 100g di cioccolato al latte
- 50g di cioccolato fondente 70% cacao
- cacao amaro scuro (Van Houten)

- nocciole
- amarene sciroppate
- 1/4 cucchiaino di cardamomo
- 1/2 cucchiaino di cannella
- 2 cucchiai di Grand Marnier
- 2 cucchiai di Amaretto

Portare la panna ad ebollizione e versarla sul cioccolato spezzettato. Mescolare finché il tutto non si amalgama, e quando il composto sarà fluido lasciare a raffredare e poi mettere in frigorifero per circa 12 ore. Poi formare le palline e rigirarle in abbondante cacao amaro. Per i tartufini con le nocciole oppure amarene: infilare una nocciola (oppure una amarena sciroppata ben asciugata) in mezzo al tartufino e poi ricoprire di cacao. Per tartufini con cannella oppure cardamomo oppure Amaretto oppure Grand Marnier: aggiungere le spezie dentro il composto ancora caldo. Poi proseguire a formare le palline e rigirarle nel cacao amaro.

Tuesday, November 17, 2009

Ciasto lub babeczki marchewkowe od Severino / Torta o tortine di carote di Severino



Chorobsko prawie poszlo sobie precz, nadrabiam wiec pracowe zaleglosci i korzystajac z baaardzo nudnego spotkania pokaze Wam cos co juz bylo, ale co warto przypomniec.
Na poczatku pisania bloga pojawil sie przepis na ciasto marchewkowe. Autorem jest Severino Motalli, cukiernik z Teglio, ktory jest prawdziwym mitem w mojej rodzinie. Kiedys bym napisala wloskiej czesci rodziny, ale teraz takze moja bratanica Hania poznala uroki Severino i jego zony i przez cale dwa sierpniowe tygodnie nie chciala jesc sniadania w innym miejscu :) Ja w miedzy czasie z Severino sie zaprzyjaznilam, bylam nawet fotografowac go podczas pracy. Wycalowalam go za to marchewkowe cudo (od Beni tez) no i sprobowalam oryginalu i wiecie co? Ta moja uproszczona wesrsja jest duzo lepsza :) Jedyna tym razem zmiana to olej zamiast masla, zeby mogli je jesc takze ci ze alergia na mleko. Dla nich tez niektore babeczki zostaly polane pomaranczowym lukrem. Obie wersje sa pyszne (choc przyznam, ze ta z kremem serowym dla mnie wciaz jest najlepsza).
Marchewki marcepanowe przywiozlam ze Szwajcarii, maja ich tam duzy wybor :)

Poprzedni wpis znajdziecie tutaj



Ciasto marchewkowe od Severino

- 100g masla lub 75g oleju
- 200g cukru
- 200g mielonych migdalow
- 1 jajko+ 1 zoltko
- 100g maki
- 2 plaskie lyzeczki proszku do pieczenia
- 300g startej na malych oczkach marchwii

Wszystkie skladniki dokladnie zmiksowac w podanej wyzej kolejnosci. Przelac do tortownicy 22cm wysmarowanej maslem i wysypanej platkami migdalowymi albo cukrem i piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni do suchego patyczka.

Lukier z Philadelphii

- 160g serka Philadelphia
- 2 lyzki masla
- cukier puder (tyle by powstala gladka, niezaslodka konsystencja)

Wszystko dokladnie utrzec i rozsmarowac na ciescie. Mozna takze przygotowac lukier wczesniej i schlodzic go w lodowce.


*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***


Questi ultimi giorni ero completamente stesa dall'influenza, ma ora piano piano sto recuperando. Per tirarci su ho preparato delle tortine di carote, sulla base della ricetta di Severino Motalli, pasticcere di Teglio, che è un vero mito nella mia famiglia. La torta originale ha un guscio di pasta frolla, sempre preparo senza. Poi non mi immagino la torta di carote senza una glassa di formaggio cremoso. Si sposano così bene... :) Pero se avete amici con intolleranza ai latticini, potete ricoprire i tortini (o la torta) con una glassa all'arancia. Le carotine di marzapane le ho trovate in Svizzera.



Torta di carote di Severino

- 100g di burro o 75g di olio
- 200g di zucchero
- 200g di mandorle macinate
- 1 uovo + 1 tuorlo
- 100g di farina
- 2 cucchiaini rasi di lievito per dolci
- 300g di carote grattugiate finemente

Mescolare tutti gli ingredienti nell'ordine sopra esposto. Versare l'impasto in una tortiera di diametro 22 cm, precedentemnte imburrata e ricoperta di fiocchi di mandorle oppure zucchero. Cuocere al forno riscaldato a 170g finché non è abbastanza asciutta dentro (prova stecchino).

Glassa al formaggio Philadelphia

- 160g di formaggio Philadelphia
- 2 cucchiai di burro
- zucchero a velo, circa 2 cucchiai (ma dipende dal proprio gusto)

Ammorbidire formaggio e burro a temperatura ambiente, poi montare tutto insieme fino ad ottenere una glassa bella spumosa. Prima di spalmare sulla torta si può raffreddare la glassa in frigorifero.

Thursday, November 12, 2009

Crumble owocowo-migdalowy / Crumble di frutta e mandorle



Dzis bardzo, krotki, krociutki post, bo tak naprawde mialo byc o czyms innym. Poczeka... :)
Usmialam sie dzis bardzo jak zobaczylam Crumble Poli, bo wczoraj zrobilam bardzo podobny. Musialam w koncu zuzyc sliwki, ktore trzymam w koszu z jablkami od miesiaca z nadzieja, ze dojrzeja i beda troche slodsze. Niestety bez rezultatu.



Wiec w desperacji pokroilam je na czastki, dodalam kwasne jablko pokrojone w kostke, garsc mrozonych borowek, wszystko skropilam sokiem z pomaranczy, zamieszalam z czubata lyzka cukru waniliowo-cynamonowego i ponakladalam do malych miseczek wysmarowanych maslem. Na gore zrobilam kruszonke z 80 g mielonych migdalow, lyzki trzcinowego cukru. 40g masla i kilku posiekanych migdalow. Zapieklam w temp. 180 stopni przez 20 minut. A potem zajadalismy pokrywajac calosc tonami lodow waniliowych :)



Jednak jesli nie lubicie ekstremalnych wrazen, a macie wyjatkowe kwasne owoce czy sliwki to polecam dodanie rozsadna ilosc cukru (chociaz lody pomagaja na wszytsko:)

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Oggi un post al volo :)

Un mese fa ho comprato delle bellissime susine, pero' erano molto dure e aspre. Allora ho continuato a tenerle con le mele (perche', come si sa, accelerano la maturazione dei loro 'vicini di cestino') ma nulla da fare. Allora ieri, presa dalla disperazione (che si chiama "o faccio qualcosa o le butto") le ho tagliate a spicchi. Ho aggiunto una mela renetta tagliata a cubetti e un pugno di mirtilli surgelati. Poi ho condito la frutta con del succo d'arancia e un cucchiaio di zucchero con vaniglia (non vanillina) e cannella e l'ho divisa in delle piccole coppette ricoperte di burro. Per la copertura ho preparato un crumble con 80g di mandorle macinate, 40g di burro, un cucchiaio di zucchero di canna e qualche mandorla a pezzeti. Ho infornato le coppette per 20 minuti a 180 gradi. Dopo le abbiamo consumate con una tonnellata di gelato alla vaniglia.

Consiglio: se non vi piaciono le esperienze estreme, e la vostra frutta, come la mia, e' molto acida, non temete di aggiungere una quantita' di zucchero ragionevole (anche se il gelato risolve qualsiasi problema ;)

Tuesday, November 10, 2009

Batony bananowo-karmelowe z orzechami / Barrette di banana, caramello e arachidi



Czasem powinnam nie wlaczac skypa. Bo malujac sie na wieczorne wyjscie, chce tylko zobaczyc co u dziewczyn, a konczy sie na tym, ze po powrocie do domu o trzeciej w nocy karmelizuje banany. W sumie to przez dwa lata juz sie do tego przyzwyczailam;)

Historia tych batonow wcale nie jest dluga i zawila, ale ze zjaduje sie w pozycji horyzontalnej kompletnie scieta z nog przez grype, to nie bede sie rozpisywac. Ja juz wczesniej w innej formie wykorzystalam gore, a Tatter na spod pokazala mi swoj ulubiony przepis Delii Smith. Moze Tatter kiedys opowie reszte. Musze jedynie podkreslic dwie rzeczy: za pierwszym razem zrobilam podobne ciasto uzywajac mojego przepisu na krem karmelowy i byl to pelen sukces (oczywscie w tym przypadku pominelam posypanie wszytskiego fleur de sel). Tym razem, uzylam gotowego karmelu z puszki (moje kompulsywne zakupy w Szwajcarii, bo u mnie takich nie ma;) i okazal sie kleska, bo jest zbyt plynny i co zabawne nie scina sie nawet nawet w zamrazarce (wole nie wiedziec co zostalo pominiete na etykiecie). Po drugie zakladajac, ze w kazdej czesci tego ciasta jest cukier uzylam duzo gorzkiego kakao i polalam calosc kuwertura o zawartosci kakao 70%. No i nie bylo prawie zadnej slodyczy co dla mnie jest plusem, ale jesli lubicie slodki smak, to radze uzyc czekolady mlecznej :)

Ten boski spod to zmodyfikowany przepis Delii Smith. Oryginal znajdziecie tutaj. Uzyje go niejednokrotnie do tart, bo jest naprawde wyjatkowy.



Batony bananowo-karmelowe z orzechami

baza:
- 150g miekkiego masla
- 60g brazowego cukru pudru (u mnie niedostepny dlatego sama miele w mlynku do kawy)
- 110g zmielonych orzechow laskowych (ja uzylam bez skorki)
- 60g maki ryzowej
- 110g maki
- 40g kakao, najlepiej Van Houten

nadzienie:
- 4 banany
- lyzka masla
- 2 lyzki brazowego cukru
- krem krowkowy, karmel z puszki, a najlepiej solony krem karmelowy
- orzeszki ziemne obrane i podpieczone
- czekolada gorzka
- fleur de sel (jesli nie uzywacie kremu karmelowego solonego)

Maslo ubic z cukrem pudrem. Nastepnie dodac zmielone orzechy (jesli mielicie sami, to najpierw nalezy je podtostowac na patelni), a na koniec przesiane razem kakao i obie maki. Przygotowac formke do pieczenia: nasmarowac maslem, a nastepnie wylozyc papierem do pieczenia (maslo spowoduje, ze papier nie bedzie sie ruszac, a dzieki papierow bedzie mozna latwo wyjac cale ciasto z foremki). Ciastem wylozyc foremke (ja uzylam 20x26cm). Nie powinna byc duza, bo spod musi byc dosc wysoki. Schlodzic calosc przez ok. 30 minut, a nastepnie piec przez ok. 25 minut w temperaturze 180 stopni. Po upieczeniu, nalezy dac ciastu opodczac ok. 15 minut. W tym czasie na patelni rozpuscic maslo z cukrem, az powstanie lekki karmel, a natepnie dodac banany obrane i przekrojone wzdluz. Gdy nabiora ladnego zlotego koloru ze wszystkich stron, wylozyc je na przygotowany spod. Na to wylac krem krowkowy, karmel z puszki i (powinien byc dosyc gesty), a najlepiej krem karmelowy z mojego przepisu (bo autentycznie sprawdza sie w tym polaczeniu najlepiej). Na to wysypac orzeszki ziemne, calosc obsypac fleur de sel przykryc folia spozywcza i wstawic do lodowki na cala noc.
Nastepnego dnia trzymajac za papier wyjac ciasto z foremki, pokroic je na batony, a nastepnie polac rozpuszczona czekolada. Znika w oka mgnieniu!

Oczywiscie przepis bierze udzial w Orzechowym Tygodniu:)




*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Queste barrette sono il frutto di una voglia incontrollabile di qualcosa di buono. 'Il parto di due menti malate', come lo ha descritto il mio T. a proposito di me e della mia amica Pusia (che ha un bellissimo blog) mentre ideavamo la ricetta su skype ;)

Ci sono due cose da dire: innanzitutto, usate o una crema mou abbastanza densa, oppure preparate la mia crema al caramello salato (che, come promesso, tradurro' a breve). Io questa volta ho usato una crema mou in lattina (frutto di una mia spesa compulsiva in Svizzera, visto che qui non riesco a trovarla), che era troppo liquida, colava dappertutto e che neanche un soggiorno in freezer e' stato in grado di rassodare. Preferisco non sapere quale ingrediente e' stato omesso dall'etichetta di questo prodotto. Potete preparare anche una buonissima crema mou comprando il latte condensato in lattina e facendolo bollire a fuoco basso per tre ore, stando attenti che sia sempre ben coperto d'acqua; spegnete il fuoco, lasciate raffreddare ancora immerso nell'acqua e poi mettetelo in frigo per una notte. Potete prepararne anche di piu', le lattine superstiti si possono conservare in frigo per lungo tempo, pronte a soddisfare voglie improvvise ;)
Inoltre, dato che avevo paura dell'eccesso di zucchero, ho usato per la base tanto cacao molto amaro, e per la copertura un fondente al 70%, il che ha bilanciato il troppo dolce. A me piace cosi', pero' se voi preferite una nota meno amara vi consiglio il cioccolato al latte.
Questa base meravigliosa e' una variante di una ricetta di Delia Smith che troverete qui. E' veramente spettacolare e ho intenzione di usarla in mille modi, perche' deve essere perfetta per le crostate tipo cioccolato e pere :-)


Barrette di banana, caramello e arachidi

base:
- 150g di burro morbido
- 60g di zucchero di canna al velo (siccome non si trova, lo preparo da sola col macinacaffe')
- 110g di farina di nocciole (io ho usato quelle senza buccia)
- 60g di farina di riso
- 110g di farina
- 40g di cacao amaro (io consiglio Van Houten perche' e' molto amaro)

farcitura:
- 4 banane
- 1 cucchiaio di burro
- 2 cucchiai di zucchero di canna
- crema mou, oppure la mia crema al caramello salato
- arachidi sbucciate e tostate
- cioccolato fondente
- fleur de sel (a meno che non si usi la crema al caramello salato)

Montare il burro con lo zucchero al velo. Quando il composto e' bello spumoso aggiungere la farina di nocciole (se la preparate in casa, le nocciole vanno prima tostate sulla padella), e poi le due farine ed il cacao setacciate insieme. Preparare la teglia imburrandola e rivestendola di carta da forno (il burro serve per tenere ferma la carta e la carta per tirare fuori dalla teglia il dolce pronto). Stendere l'impasto sulla teglia (io ho usato una 20x26). La teglia non deve essere troppo grossa altrimenti la base viene troppo sottile (l'ideale e' circa 1-1,5 cm).
Mettere il tutto in frigo per mezz'ora, e dopo cuocerlo per circa 25 minuti in forno riscaldato a 180 gradi. La base non va cotta troppo, risultera' abbastanza morbida ma facendola riposare si rassodera'. Nel frattempo in una padella sciogliere il burro con lo zucchero, e quando cominceranno a caramellare aggiungere le banane sbucciate e tagliate a meta' in lunghezza.
Quando diventeranno di un bel colore dorato, sistemarle sulla base pronta. Coprire il tutto con la crema mou (o con la crema al caramello salato preparata fresca), e cospargere con le arachidi. Mettere il tutto in frigo per tutta la notte.
Tenendo forte la carta da forno tirare fuori il dolce dallo stampo, tagliarlo a rettangoli e coprirli con il cioccolato fuso a bagnomaria. Spariscono a vista d'occhio ;-)

Monday, November 9, 2009

High hopes



music: David Gilmour
lyrics: Polly Samson

Beyond the horizon of the place we lived when we were young
In a world of magnets and miracles
Our thoughts strayed constantly and without boundary
The ringing of the division bell had begun
Along the long road and on down to the causeway
Do they still LIVE there by the cut
There was a ragged band that followed in our footsteps
Running before time took our dreams away
Leaving the myriad small creatures trying to tie us to the ground
To a life consumed by slow decay

The grass was greener
The light was brighter
With friends surrounded
The nights of wonder

Looking beyond the embers of bridges glowing behind us
To a glimpse of how green it was on the other side
Steps taken forwards but sleepwalking back again
Dragged by the force of some inner tide
At a higher altitude with flag unfurled
We reached the dizzy heights of that dreamed up world

****

Encumbered forever by desire and ambition
There's a hunger still unsatisfied
Our weary eyes still stray to the horizon
Though down this road we've been so many times

The grass was greener
The light was brighter
The taste was sweeter
The nights of wonder
With friends surrounded
The dawn mist glowing
The water flowing
The endless river


Forever and ever

Friday, November 6, 2009

Lasagne serowe z dynia



Czas leci nieublaganie. Szczerze przyznam, ze bylam przekonana, ze w koncu bede mogla odpoczac, zadbac o siebie i przy okazji o blog, ale niestety mi nie wychodzi. Trudno. Festiwal Dyni przemknal mi przed nosem doslownie. Jestescie pewni, ze jest juz listopad ??? Moim zdaniem to jakis spisek przeciwko mnie :)

Ale tego dania nie moge Wam nie pokazac. Jest to jeden z najwiekszych hitow w moim domu. Przepis w ciagu dwoch ostatni lat ewaluowal. I wcale nie polegalo to na dodawaniu nowych skladnikow, tylko na odejmowaniu. Bo choc lubie przepisy wieloskladnikowe (na przyklad wszystkie rodzaje curry) to ostatnio jestem w ciaglym poszukiwaniu prostych smakow. Wazny w tym wypadku jest smak samej dyni i tu kluczowa role odgrywa Marina di Chioggia, prawdziwa krolowa dyn. Jedyna jej wada (ale tylko jesli chodzi o lasagne;) jest to, ze podczas pieczenia czy gotowania staje sie bardzo, bardzo miekka. I o ile dodaje to kremowej konsytencji dyniowemu risotto, nadzieniu do ravioli czy zupie to lasagne wychodza niskie i malo atrakcyjne. Wiec jesli zalezy Wam na wygladzie i przezyjecie ten uszczerbek na smaku to polecam dynie Butternut. Jest rowniez bardzo smaczna, a podczas pieczenia swietnie zachowuje ksztalt. Dopiero w tym roku mialam okazje jej sprobowac i juz na stale weszla do listy zakupow (bo sie uzaleznilismy jeszcze od jednego dania, ale o tym kiedy indziej;).



Ach, jeszcze jedno: czemu dynia pieczona? Po pierwsze obieranie dyni jest czynnoscia nudna, trudna i calkiem niebezpieczna. Kiedy kawalki dyni lataja mi przed oczami zawsze zastanawiam sie czy ty razem to moj palec;) Po drugie podczas pieczenia dynia sie karmelizuje co dodatkowo pozwala wydostac z niej jak najwiecej smaku. Dlatego zawsze po dokladnym umyciu kroje dynie na pol, czyszcze jej srodek, ewentualnie kroje na mniejsze kawalki co skraca czas piecznia, skrapiam oliwa, posypuje fleur de sel i wstawiam do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni na ok.40 minut. Przyznam, ze przygotowuje w ten sposob duza ilosc dyni, bo wiekszosc znika podczas rytualu podjadania (a jak zaprosicie kolezanki na robienie bez, pewne jest, ze cala czynnosc trzeba bedzie powtorzyc ;) Pestek nie wyrzucajcie. Wystarczy obgotowac je w osolonej wodzie przez kilka minut (by je oczyscic), a nastepnie wysuszyc w piekarniku w temperaturze 180 stopni przez ok. 10 minut. To smaczna i zdrowa przekaska :)



Lasagne serowe z pieczona dynia

- ok. 600g upieczonej dyni
- 400g ricotty
- 200ml smietanki
- ok. 70g startego parmezanu
- 3 lyzki posiekanej szalwii
- makaron do lasagne suchy (ja uzywam jajeczny)
- sol i pieprz do smaku

na wierzch:
- 50ml smietanki
- ok. 20g tartego parmezanu
- listki szalwii

-maslo do wysmarowania formy


Ricotte wymieszac ze smietanka, szalwia i polowa parmezanu, doprawic sola i pieprzem i delikatnie wmieszac upieczona dynie w kawalkach (tak, by nie rozwalila sie zupelnie, wtedy lasagne bedzie wyzsza i atrakcyjniejsza).
Forme (ja uzylam 26x20cm) wysmarowac maslem. Wylozyc na spod taka ilosc farszu zeby pokryla caly spod, obsypac mala garstka parmezanu. Na to ulozyc platy makaronu. Nastepnie ponownie warstwe farszu, posypac znow parmezanem i znow makaron. Kontynuowac, az skonczy sie farsz, konczac makaronem. Na wierzch wylac 50ml smietanki, posypac parmezanem i ulozyc kilka listkow szalwii. Piec w temp. 160 stopni przez ok. 35 minut.
Jesli macie obawy, ze makaron sie nie ugotuje (co mi osobiscie nigdy sie nie zdarza, ale rozumiem te obawy) mozna takze przygotowac danie wczesniej, przykryc i wstawic do lodowki nawet na noc(co jest takze swietnym rozwiazaniem na przyjecia;). Choc zwykle, pieke lasagne wczesniej, bo odgrzewane i 'sciete' sa po prostu lepsze, to ta wersja zupelnie tego nie potrzebuje. Mozna upiec bezposrednio przed podaniem.

*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Prima di tutto vi volevo ringraziare con tutto il mio cuore per le belle parole che ricevo da voi in continuazione. Da sempre volevo scrivere in italiano ma mi mancava il coraggio. Ringraziero' sempre Alex per tutti gli incoraggiamenti ma anche per la pubblicita' che mi ha fatto:). Davvero Alex, grazie mille :*
Spero che presto trovero' il tempo per rispondere a tutti i commenti e anche passare da tutti voi per conoscervi meglio :)

Oggi presento la ricetta per uno dei miei piatti preferiti in assoluto. In due anni la ricetta si e' evoluta tantissimo. Pero' invece di aggiungere degli ingredienti, ne ho tolti. Perche' anche se adoro i sapori complessi (per esempio tutti i tipi di curry), adoro anche la semplicita' e la genuinita' degli ingredienti. L'unico mio dubbio e' sulla qualita' della zucca. Io adoro la Marina di Chioggia perche' ha un sapore unico. Per me e' la vera regina delle zucche. Il suo svantaggio e' pero il fatto che mentre si cuoce diventa molto morbida. E' per questo che e' ideale nel risotto, per il ripieno dei tortelli mantovani come pure per le torte. E' ottima anche per queste lasagne, anzi, di solito la preparo proprio cosi'; pero' e' anche vero che il piatto acquista tantissimo sapore ma perde nella presentazione. Allora se ci tenete anche alla belleza vi consiglio un'altra ottima specie di zucca: butternut. Ha un leggero sapore di nocciola (da cui il nome) e, una volta cotta al forno, mantiene una ottima consistenza perche' non si sfalda. Scegliete voi :)

Ancora una cosa: perche' la cottura della zucca al forno? Primo perche' odio spellare la zucca cruda, e' una operazione non solo noiosa ma anche alquanto pericolosa (ho sempre paura di perdere almeno un dito ;) Secondo, perche' cotta in quel modo e' semplicemente piu' gustosa. Il sapore e' piu' intenso e grazie al fatto che si caramellizza un po', anche piu' dolce. Sinceramnte ne preparo sempre un po' di piu' perche' la meta' va via spelluzzicando, e' semplicemente troppo buona :) Taglio la zucca a meta', pulisco l'interno, la taglio a pezzi piu' piccoli, gli spruzzo sopra un po' d'olio d'oliva, cospargo di fior di sale e inforno a 200 gradi per circa 40 minuti. Non buttate via i semi! Basta sbollentarli in acqua salate per qualche minuto (giusto per pulirli bene) e poi asciuguarli al forno a 180 gradi circa 10 minuti. sono un ottimo e sano spuntino.

Lasagne con zucca al forno

- circa 600g di zucca cotta al forno
- 400g di ricotta
- 200ml di panna fresca
- circa 70g di parmigiano grattugiato
- 3 cucchiai di salvia sminuzzata
- pasta all'uovo per le lasagne
- sale e pepe quanto basta

per lo strato superiore:
- 50ml di panna fresca
- circa 20g di parmigiano grattugiato
- foglioline di salvia

- burro per la teglia

Mescolare la ricotta, la panna, meta' del parmigiano, sale e pepe. Alla fine aggiungere la zucca e mescolare tutto delicatamente per non disfarla completamente (grazie ai pezzi di zucca le lasagne saranno piu alte e attraenti :) )
Imburrare la teglia (io sulla foto ho usato una teglia 20x26cm). Sul fondo mettere la quantita' giusta di farcitura per coprirlo completamente, spolverare di parmigiano e coprire con la pasta. Ripetere questa operazione finche' non finisce la farcitura. Sull'ultimo strato della pasta versare la panna, cospargere con il parmigiano e decorare con le foglioline di salvia. Infornare a 160 gradi per circa 35 minuti.

Se avete paura che la pasta non cuocia (anche se a me non e' mai successo) si puo' prepare tutto il giorno precedente, coprire e mettere in frigo (tra l'altro e' una preparaziona ottima per le feste :) ). Anche se di solito inforno le lasagne molto prima di servirle per farle ritirare, queste con la zucca, che per la presenza di ricotta sono piu compatte, le inforno direttamente prima di servirle.

Saturday, October 31, 2009

Orzechowy Tydzien 2009 i...



Nadszedl czas na Orzechowy Tydzien :) W tym roku kochana Pola zgodzila sie objac prowadzenie go. Ja jestem w ciaglych rozjazdach i nie bede mogla zadbac o ladne podsumowanie. Za to Pola na pewno. I choc czuje sie winna, ze zwalam na nia ogrom pracy, to wiem, ze wcale mnie za to nielubi mniej, bo to bardzo slodki 'ciezar' :)
Z gory przepraszam, ze oglaszamy date tak pozno, ale zawsze cos bylo nie tak. Najpierw nie podobal sie Poli banner. Uparla sie, na zblizenie orzecha wloskiego, a ja ze sklepami mialam nie po drodze. Gdy banner byl juz gotowy to zaczelysmy ustalac odpowiednia date (miesiac temu;). Potem obie wyjechalysmy. Jak wiecie Pola wyprowadzila sie z nad glosnej sasiadki no i byla u stylisty obciac sie na krotko, a szczesliwa i wyspana Pola na pewno nikogo nie pominie w podsumowaniu :)
Dlatego tym razem po wszystkie szczegoly i banner zapraszam do Poli.

Polu kochana dziekuje :* Postaram sie byc jak najbardziej przydatna :) I jak nauczysz mnie jak sie wstawia te duchowe posty to wezme tez udzial :)


Ale jeszcze nie skonczylam. Ja mam jeszcze niespodzianke :) Pamietacie Orzechowa Ksiazke? Prawie rok temu, po wszystkich mailach ze zgoda (lub nie) na 'publikacje' zostala zakonczona. Zime spedzila bidula sama na komputerze, ktory zostal w gorach. Tego lata wrocila do domu, ale przeciez sierpien nie jest dobrym momentem, by przypominac orzechowe przepisy. Potem olsnienie: czy jest lepsze miejsce i czas na to, niz ogloszenie nowego wspolnego orzechowego gotowania?
Oto i ona. Z gory prosze o wybaczenie za wszystkie niedociagniecia. Pierwszy raz bawilam sie w te klocki :) I choc teraz nie podoba mi sie jak jest zredagowana (jak to zwykle bywa), to przejrzenie Waszych przepisow w tej formie jest wielka przyjemnoscia i szczesciem :) Dziekuje Wam za to :)

Po ksiazke zapraszam tutaj

P.S. Tak w ramach przypomnienia: W ksiazce znalazly sie przepisy i zdjecia osob, ktore przyslaly mi zgode na to i sa swiadome ewentulanych skutkow. Tym samym osoba, ktora 'zmontowala' ksiazke (czyli ja;)) nie jest odpowiedzialna, jesli znajda sie osoby, ktore uzyja powyzszy material w sposob niezgodny z prawem. Docencie nasza prace! :)
*** *** *** *** *** *** *** *** *** *** *** ***

Qualche parola di spiegazione. Per due anni a Novembre ho organizzato La settimana delle noci (anche se in italiano sarebbe forse meglio tradurre come frutta secca, senza frutta disidratata pero... uffa... :) ma si capisce qualcosa? ;). Questo anno i miei impegni non me lo permettono e organizzera' tutto la mia carissima amica Pola.

Alla prossima con la ricetta delle Lasagne con la zucca :)