
Jak juz wczoraj pisalam dwie male zmiany w przepisie moga doprowadzic do zupelnie roznego rezultatu. Krem Gianduja byl dzielem przypadku, po prostu nie moglam powstrzymac, zeby nie sprobowac przepisu, ktory Sigrid dostala od jednego ze swych blogowych gosci. A jak to zwykle bywa zawsze w domu czegos brakuje wiec wprowadzilam duze zmiany, ktore wplynely na konsystencje, a przede wszytkim na smak. I choc sam krem jest po prostu cudny, mleko, ktore pozostalo i chec zblizenia sie do smaku slawnej i przez wielu ukochanej Nutelli skonily mnie do jeszcze jednej proby... i tak powstala ‘prawie Nutella’ :-) I choc Krem Gianduja dzieki swojemu wytawno- slodkiemu smakowi pozostanie raczej moim faworytem to i nowy smak zdobyl nasze podniebienia. Ciekawa jestem, czy ktos z zawiaznymi oczami bylby w stanie odroznic wersje domowa od kupnej... :-)
Nutella.. no prawie :-)
- 50g orzechow laskowych obranych ze skorki
- 200g mleka skondensowanego slodzonego
- 125g masla
- 100g czekolady mlecznej
- 30g czekolady 74% kakao
- lyzka oleju
Orzechy podprazyc 2 minuty na suchej patelni. Nastepnie zmielic je na krem w mikserze (ja uzylam mlynka do przypraw)i gotowy przelozyc do miski i dodac do nich mleko, maslo i czekolade. Postawic miske na garnku z lekko gotujaca sie woda i powoli wszystko roztopic, az powstanie gladki i dobrze wymieszany krem. Jesli woda w garnku zbyt mocno sie gotuje, mozna wylaczyc po 5 minutach. Krem bedzie robil sie dluzej, ale bedzie bardziej gesty. Gdy juz wszystko ladnie sie polaczy, zdjac miske z garnka, dodac lyzke oleju dokladnie wmieszac w krem i przelac calosc do czystego sloika. Zostawic do wystygniecia i przechowywac w lodowce.
Thursday, March 13, 2008
Prawie Nutella :-)
Wednesday, March 12, 2008
Krem czekoladowo- orzechowy Gianduja

Czasem lepiej nie chodzic po blogach, szczegolnie gdy ma sie dzien pelen zajec :-) Wczoraj rano, przez przypadek i doslownie na chwilke zajrzalam do Sigrid i nogi same mnie poniosly do kuchni. Jej przepis na nutelle dostosowalam do stanu spizarni i powstal krem o cudnym smaku, ktory nie ma nic wspolnego z Nutella. Za to jest identyczny do kremu Gianduja, ktory kupujemy w slawnej florenckiej czekoladziarni Rivoire. Nie ma chyba slow, zeby go opisac. Po prostu cudo! W dodatku przygotowanie, jesli macie juz wylupane orzechy zajmuje bardzo malo czasu i sam krem gestnieje bardzo szybko. Z podanych nizej ilosci uzyskalam ok. 200ml kremu.
Przyznam, ze dzisiaj zrobilam jeszcze inna wersje tego kremu, ktora w smaku wedlug mnie baaardzo przypomina Nutelle i chociaz przepis jest praktycznie taki sam to postanowilam wstawic go wkrotce jako osobny post, zeby bylo latwiej pozniej go odnalezc :-)
Krem Gianduja czekoladowo-orzechowy
- 50g orzechow laskowych (ze skorka)
- 200g mleka skondensowanego slodzonego
- 125g masla
- 100g czekolady 74% kakao
- lyzka oleju
Orzechy wsadzic na 8 minut do piekarnika, zeby je podprazyc. Nastepnie przelozyc je do czystej sciereczki i troche potrzec by odseparowac troche skorek (ale nie duzo). Nastepnie zmielic je na krem w mikserze (ja uzylam mlynka do przypraw)i gotowy przelozyc do miski i dodac do nich mleko, maslo i czekolade. Postawic miske na garnku z lekko gotujaca sie woda i powoli wszystko roztopic, az powstanie gladki i dobrze wymieszany krem. Jesli woda w garnku zbyt mocno sie gotuje, mozna wylaczyc po 5 minutach. Krem bedzie robil sie dluzej, ale bedzie bardziej gesty. Gdy juz wszystko ladnie sie polaczy, zdjac miske z garnka, dodac lyzke oleju dokladnie wmiszac w krem i przelac calosc do czystego sloika. Zostawic do wystygniecia i przechowywac w lodowce.
Sunday, March 9, 2008
Zaletti

Wprawdzie nie mamy ochoty na slodycze, ale piec lubie wiec nadrabiam zaleglosci w slodkich prezentach. Te ciasteczka, tak jak osoba dla ktorej je upieklam, pochodza z regionu Veneto. Ich nazwa pochodzi od slowa Giallo czyli zolty (Gialletti - Zaletti). Latwo sie domyslic, ze pochodzi ona od kluczowego skladnika tych ciastek czyli maki kukurydzianej. Warto poszukac maki bardzo drobnej lub dodatkowo przemielic, bo gdy uzyje sie tej grubszej ciasteczka charakterystycznie trzeszcza miedzy zebami (choc starsze osoby takie je pamietaja i dla nich tylko te ‘trzeszczace’ sa ok). Wsrod wielu przepisow nie znalazlam zadnego, ktory byl dla mnie przekonujacy wiec postanowialam zrobic cos w stylu ciasta kruchego i przyznam, ze byl to strzal w dziesiatke. Dodatkowo dorzucilam garsc pinioli, by dodac chrupiacy element. Obdarowana osoba szczesliwa wiec i cel osiagniety :-)
Zaletti - Kruche ciasteczka z maka kukurydziana
- 125g maki
- 125g drobnej maki kukurydzianej
- 125g masla (dosyc miekkiego)
- 70g cukru
- skorka starta z 1 cytryny
- 2 zoltka
- ok. 50g rodzynkow namoczonych w cieplej wodzie lub w alkoholu
- garsc pinioli
Wszystkie skladniki szybko zagniesc. Uformowac walek, zawinac w folie i wstawic do lodowki na jedna godzine. Po tym czasie rozgrzac piekarnik do 180 stopni. Walek pokroic na 1,5-2 centymetrowe plastry. Kazdy krazek uszczypnac po dwoch przeciwleglych stronach, by nadac im forme liscia i ukladac je na blasze wylozonej papierem do pieczenia. Piec przez ok. 15 minut, az beda zlote na brzegach.
Saturday, March 8, 2008
Dzien kobiet
Dzisiaj mija 100 lat odkad swietuje sie Dzien Kobiet. Dla Was, z najlepszymi zyczeniami ,galazka mimozy (rodzaj akacji), ktora we Wloszech jest symbolem tego swieta. Co ciekawe kiedy w Polsce to panowie dwoja sie i troja, zeby ten dzien uczynic specjalnym (a przynajmniej powinni) we Wloszech te dzien jest Swietem Kobiet dla kobiet, panowie nie maja prawa wstepu ;-) . Obowiazkowo kupuje sie mimozy dla przyjaciolek i organizuje sie babskie kolacje i wieczory co musze przyznac bardzo mi sie podoba.
W ten dzien restauracje staraja sie przygotowac zolte jak mimosa menu, a ja przylaczam sie do akcji kulinarnej przygotowanej przez Fiordisale i Zorre i pokaze Wam co ja zaserwuje moim kolezankom. Jest to jeden z moich ulubionych makaronow. Szczerze mowiac wyglada troche jak pasta z jajecznica ale zapewniam, ze smak rekompensuje wszystko. Nic dodac, nic ujac.
Paccheri con cavolfiore e zafferano - Paccheri z kalafiorem i szafranem
- 300g makaronu paccheri lub innego dowolnego
- ½ duzego ugotowanego kalafiora
- 1 lyzka masla
- 1 cebula
- 100ml smietanki
- duza szczypta szafranu
- sol, pieprz i peperoncino do smaku
- duza garsc pinioli
- 2 garscie rodzynek
Cebule drobno pokroic i podsmazyc na masle. Dodac pokrojony na mniejsze kawalki kalafior i podsmazyc, az zmieknie zupelnie (mozna odlozyc kilka rozyczek do dekoracji). Nastepnie dodac smietane i szafran, doprawic do smaku i gotowac przez ok. 5 minut. Wymieszac sos z ugotowanym makaronem i posypac piniolami i umytymi rodzynkami.
Wednesday, March 5, 2008
Carpaccio wiosenne

W duszy spiewalam juz sobie, ze wiosna nadeszla... Przez kilka dni temperatury podskoczyly do 25 stopni. A tu niespodzianka, niewiadomo skad przyszlo zimno, pomarzly moje tulipany (ktorym tak sie spieszylo do slonca, ze nawet nie urosly; otworzyly sie jak tylko paki wyszly z ziemi). Za to chociaz na talerzu jest juz prawdziwie wiosennie. Bob, karczochy, pierwsze szparagi, a na deser truskawki. Tyle czasu na nie czekalam...
W moim carpaccio brak swiezego surowego miesa. Uzywam zawsze tego lezakowanego Carne Salada lub Bresaola. W Polsce zastapilabym ja srednio lezakowana, niewedzona poledwica. Za kazdym razem danie to jest zupelnie inne, wystarczy dobrac skladniki wedlug wlasnych upodoban. Wprawdze zazwyczaj stosowane jako przystawka ale wg mnie jest idealne na caly posilek. Zdrowe i sycace, a przede wszystkim gotowe do jedzenia w 5 minut.
Carpaccio wiosenne
- 200g Carne Salada lub Bresaola
- kilka lisci salaty
- 100g mlodego bobu nieluskanego
- 2 karczochy
- wiorki parmezanu
- cytryna
- oliwa z oliwek
Ulozyc na talerzu umyte liscie salaty. Wylozyc na nie bardzo cienkie plastry miesa. Udekorowac wyluskanym bobem i karczochami, wczesniej oczyszczonymi i pokrojonymi w cienkie piorka. Obsypac wszystko wiorkami parmezanu, przybrac talerz czastkami cytryny i skropic oliwa z oliwek. Taka porcja jest idealna dla 2 osob.
Friday, February 29, 2008
Kandyzowany imbir

Minelo juz troche czasu odkad dostalam sloiczek pelny zlotych platkow. Gdy sprobowalam ich pierwszy raz mialam bardzo mieszane uczucia: cudna, aromatyczna slodycz po 2 minutach przeobrazila sie w pikantny, wykrecajacy twarz ogien. Przez moment zastanawialm sie czy mi smakuje czy nie... po czym poczestowalam sie nastepnym :-) Tak, to byl kandyzowany imbir i od tego czasu jestem jego wielbicielka. Odkrylam, ze nie wszystkie sa tak ‘ogniste’ i ze swietnie sprawdzaja sie tez jako dodatek do ciast i ciasteczek.
Jakis czas temu skonczylam jego zapasy, a ze jakos nie moglam niegdzie kupic zrobilam sama. Nie wiem czy jest to sluszny przepis. Kandyzowalam je w ten sam sposob jak robie to ze skorkami pomaranczy. Wyszedl idealny. Dodatkowo jest bardziej wilgotny, przez co bierze wiecej cukrowej otoczki, przelamujac pikantny smak. Jesli chcecie tego uniknac wystarczy podsuszyc platki troche dluzej.
Imbir kandyzowany
- imbir
- cukier
- lyzeczka soli
Imbir obrac, uwazajac by wyeliminowac wszystkie czesci skorki. Pokroic w cienkie plasterki i ugotowac je na malym ogniu z lyzeczka soli i woda (tyle by je przykryc) przez ok. 30 minut. Odcedzic i zostawic do wystygniecia. Nastepnie zwazyc ugotowane platki, przelozyc je do stalowego rondelka i dodac taka sama ilosc cukru i 5 lyzek wody. Postawic na najmniejszym palniku i gotowac na minimalnym ogniu przez okolo 20 minut, az imbir stanie sie przezroczysty (polecam ciagle kontrolowanie zeby nie przypalil). Wylozyc widelcem na kratke do ciastek, zeby obciekly i suszyc tak przez przynajmniej 5 godzin, a najlepiej zostawic na cala noc. Gotowe platki wrzucic do woreczka z cukrem i dobrze potrzasnac, by sie nim oblepily. Przechowywac w szczelnym pojemniku.
Tuesday, February 26, 2008
Na sniadanie

Jest cos lepszego na dobry poczatek dnia niz porzadne sniadanie? Ja je ostatnio zaniedbalam wiec zeby sie zmobilizowac przygotowalam pyszna, domowa granole. Bazowalam sie na przepisie z Good Food , bo wyjatkowo prawie wszystkie skladniki znalazlam w domu. Suszona zurawine dodalam, zeby przelamac slodycz. Idealna nie tylko na pozne niedzielne sniadanie :-)
Granola 'kombinowana'
- 200g platkow owsianych
- 50g ziaren slonecznika
- 50g ziaren dyni
- 100g migdalow w platkach
- 25g sezamu
- 2 lyzki oleju
- 125g syropu klonowego
- 2 lyzki Golden Syrup
- 100g suszonej zurawiny poszatkowanej na mniejsze kawalki
- 50g wiorkow kokosowych
Wlac do dosc duzej formy do pieczenia olej, syrop klonowy i Golden Syrup. Dodac platki owsiane, slonecznik, dynie, migdaly i sezam i wszystko dobrze polaczyc. Wstawic do piekarnika nagrzanego do 150 stopni, na okolo 20 minut. Po tym czasie wyjac, dodac zurawiny i kokos i dokladnie wymieszac. Wstawic znow do piekarnika na 20 minut, ale mieszajac od czasu do czasu. Zostawic do ostygniecia. Przechowywac w szczelnym sloiku.
Saturday, February 23, 2008
Cookies na Czekoladowy Weekend
I nadszedl czekoladowy weekend. Powiem szczerze, ze bylam troche zdesperowana, gdyz ostatnio w ogole nie mamy ochoty na slodycze i zazwyczaj robie czy pieke je tylko dla kogos. A jak na zlosc w ten weekend nie mialam miec gosci wiec nie bardzo wiedzialam co mam zrobic. Lecz okazalo sie, ze los wczoraj wieczorem przygnal do mnie prawdziwych ciasteczkowych potworow wiec problem rozwiazany :-)
Jesli chodzi o polaczenie ciasteczka i czekolada juz rok temu znalazlam przepis dla mnie idealny. Sa to cookies czekoladowe z ksiazki ‘PH:10’ Pierre Herme, o ktorych napisala Sigrid . Sa bardzo czekoladowe, lekko ciagnace w srodku, slodycz jest przelamana przez odrobine fleur de sel (uwielbiam polaczenia slodkiego ze slonym!!!). Po prostu pycha!
Cookies z czekolada i fleur de sel
- 230g czekolady gorzkiej jak najlepszej jakosci (min. 70% kakao)
- 270g maki
- 46g kakao dobrej jakosci (ja uzywam Van Houten)
- 8g sody oczysczonej
- 225g masla miekkiego
- 165g cukru brazowego
- 75g cukru
- 5g fleur de sel
- 3g ekstraktu z wanilii
Wymieszac make, kako i sode i przesiac do miski. Dodac cukry, ekstrakt z wanilii, sol, posiekana drobno czekolade. Wyrobic bardzo krotko na zwiezle ciasto. Uformowac walki o srednic ok. 4cm i schlodzic przynajmniej przez godzine (ja wstawilam je do zamrazarki). Rozgrzac piec do 170 stopni, walki pokroic na dwu centymetrowe plastry i ukladac na blaszce wylozonej papierem do pieczenia w dosyc duzych odleglosciach (ja ukladam po 9 ciastek). Piec przez ok. 10-12 minut. Po tym czasie wyjac blache z piekarnika, i zostawic tak na okolo 5 minut zeby ciastka dobrze sie ‘zwiazaly’. Studzic na kratce. Z podanej porcji wychodzi mi ok. 60 ciastek.
Thursday, February 21, 2008
Tiramisu

Deser Tiramisu w krotkim czasie zdobyl sobie serca i podniebienia na calym swiecie i jest juz chluba wloskiej kuchni. Nie bede pisac o jego skomplikowanej historii, bo tyle jest historii jego powstania ile historycznych restauracji i wloskich regionow :-) Skupie sie krotko na jego przygotowaniu, a przede wszystkim skladnikach.
Bardzo wiele osob twierdzi, ze jesli tiramisu to tylko jajka, mascarpone, cukier i savoiardi zamoczone w kawie. A ja sie nie zgadzam! Wlosi uwielbiaja jesc i jesli sami kreuja setki wersji tiramisu, to znaczy ze mozna ;-) Nic sie nie stanie jesli uzyjecie jogurtu, truskawek czy soku z brzoskwini. Nie bedzie to tiramisu klasyczne a jedynie wariacja i o to chodzi. Kazdy powinien znalezc swoj ulubiony przepis. Ja na przyklad tiramisu przygotowuje tylko wtedy kiedy mam gosci i boje sie im serwowac surowe jajka (bo nigdy nic nie wiadomo) wiec przygotowuje tak jak to robi sie w cukierniach i restauracjach: z zoltek robie najpierw zabaione, a zeby zrobic kem bardziej ‘lekki’ zamiast bialek mieszam krem z bita smietana. Dla mnie ta wersja tirmasu klasyczngo jest idealna :-) Od razu dodam, ze tne cukier jak moge wiec sprobujcie wczesniej czy slodycz wam odpowiada.
Moja wersja Tiramisu klasycznego
- 2 zoltka
- 3 lyzki cukru pudru
- 500g mascarpone
- ok. 150ml smietanki 36%
- kawa (okolo 2 szklanek mocnego naparu)
- 3-4 lyzki Amaretto
- savoiardi
- kakao dobrej jakosci
Przygotowac kawe. Zoltka ubic z cukrem mikserem. Zagotowac wode w rondelku i zdjac z ognia. Postawic miske z ubitymi zoltkami na rondelku i ubijac mikserem, az krem potroi objetosc. Kontrolowac temperature kremu, zeby jajka sie nie sciely (chociaz mi nigdy sie nie zdazylo). Gdy krem juz bedzie gotowy zostawic na 2-3 minuty zeby zupelnie ostygl. Do misko dolozyc mascarpone i wymieszac drewniana lyzka, az dobrze sie polaczy (absolutnie nie mieszam mikserem: z czasem nauczylam sie, ze zmiksowane mascarpone robi sie zupelnie plynny i pozniej rzadko kiedy deser ma konsystencje dobra do krojenia ladnych porcji). W drugiej misce ubic smietanke na sztywno, dodac ja do kremu z mascarpone i wmieszac delikatnie od dolu do gory.
Biszkopty namaczac w kawie z Amaretto i ukladac w wybranej formie (ja lubie desery w szklaneczkach :-) ), na to wylozyc czesc kremu i posypac caly wierzch gorzkim kakao. Powtorzyc cala czynnosc z reszta skladnikow. Wstawic do lodowki na przynajmniej 5h, a najlepiej przygotowac deser dzien wczesniej. Przed podaniem posypac kakao.
Wednesday, February 20, 2008
Zostalam 'ustrzelona' :-)
Anoushka zaprosila mnie do zabawy (Dziekuje!) i choc jestem sceptycznie nastawiona do tego typu zwierzen (wole to co zostaje w temaciu kulinariow) postanowilam wziac udzial, bo jednak podczytujemy siebie nawzajem, a w koncu po drugiej stronie kabla siedzi rzeczywista osoba (o czym ja osobiscie czesto zapominam :-) ) W koncu nie zdradze o sobie nic takiego co mozecie uzyc przeciwko mnie. No chyba, ze postanowicie jakims sposobem wejsc do mojej szafy;-)
Oto reguly:
1. podać link do osoby, która nas ”ustrzeliła”
2. zacytować na swoim blogu reguły zabawy
3. wpisać 6 nieważnych, śmiesznych rzeczy na swój temat
4. „strzelić” do następnych 6 osób
5. uprzedzić wybrane osoby wpisując post na ich blogu
Nie wydaja mi sie zabawne, ale oto moje male tajemnice :-)
1. Wciaz placze mi sie jezyk... Nie wiem co jest glowna przyczyna, ale czesto sie wstydze za to co mowie...
2. Gdy jestem sama w domu, spie z zapalonym swiatlem i to przynajmniej w dwoch pomieszczeniach. To silniejsze ode mnie (i nie jest to spowodowane strachem, chyba...)
3. Gdy zaczynam nowa ksiazke zawsze zaczynam od przeczytania 3-4 ostatnich stron :-)
4. Mam bardzo slaba pamiec. Do wszystkiego.
5. Jestem znana z tego, ze kupuje tylko i wylacznie buty, ktore na bank zrobia mi krzywde...
6. Nie moge ogladac horrorow. Ba! Nie powinnam ogladac nawet filmow sensacycjnych gdzie krazy jakis morderca. Pozniej przed pojsciem spac kontroluje szafe i inne wieksze zakamarki gdzie moglaby sie zmiescic dorosla osoba :-)
Strzelam (tylko czy uda mi sie ustrzelic?)do: Beni, Tatter, Liski, Ani, Malgos i Cudawianek. :-) Tak tylko dodam, ze oczywscie zabawa nie jest obowiazkowa i absolutnie sie nie obraze jesli wymienione osoby nie wezma w niej udzialu, bo rozumiem niechec pisania o sobie :-)
